, ostatnia aktualizacja 2009-05-06 12:49
Emil i Georg Zillmannowie, niemieccy architekci, najbardziej znani są jako twórcy katowickich osiedli Giszowiec i Nikiszowiec. - Chyba nikt nie ma wątpliwości co do wielkiego kunsztu obu postaci. Niestety, na tym podziw i wiedza związana z Zillmannami najczęściej się kończy - mówi Joanna Tofilska z Muzeum Historii Katowic.
Przez wiele lat myślano, że tych dwóch genialnych architektów było braćmi. Dopiero niedawno pracownicy Muzeum Historii Katowic ustalili ponad wszelka wątpliwość, że Emil i Georg byli kuzynami. Ich ojcowie byli braćmi. Emil rodzony w 1870 r. był o rok starszy od Georga. Obaj urodzili się w Międzyrzeczu w dzisiejszym województwie lubuskim. Ich ojcowie utrzymywali się z pracy na roli.
- Georg i Emil byli pierwszym pokoleniem w tej rodzinie, które wybrało kształcenie się na uczelni wyższej. Żaden z ich przodków nie zajmował się też wcześniej budownictwem - przyznaje Tofilska.
Kuzyni z Międzyrzecza wyjechali na studia do Królewskiej Wyższej Szkoły Technicznej w Charlottenburgu. Było to samodzielne miasto, które w 1920 roku przyłączono do Berlina jako dzielnicę. Po skończeniu uczelni Zillmannowie zostali w Charlottenburgu. Tam też wybudowali dom, w którym zamieszkał jeden z nich, a w pozostałej części funkcjonowało biuro projektowe.
- Wiemy, że tuż po studiach kuzyni projektowali oddzielnie i niezależnie od siebie. Emil specjalizował się w budynkach sakralnych. Bez większego powodzenia. Choć wygrał kilka konkursów, żaden z jego projektów kościołów nie został zrealizowany. Georg zaczął z kolei od gmachów szpitalnych. Kiedy Emil dołączył do niego, już jako tandem rozwinęli skrzydła i ich firma zdobywała coraz to bardziej intratne propozycje - dodaje Tofilska.
Najwięcej projektów zrealizowali na Górnym Śląsku. - Zaczęło się od jednego projektu, a trafili na czas najlepszej koniunktury. O zlecenia nie było więc trudno, a że ich projekty podobały się, szybko dorobili się cenionej marki - uważa Tofilska.
Jednym z pierwszych śląskich projektów był Powiatowy Dom Inwalidów w Rokitnicy. Później elektrociepłownia Szombierki, budynki kopalń Gliwice i Rozbark, Szpital Hutniczy w Roździeniu, budynki mieszkalne dla górników z kopalni Kleofas w Załężu czy - wybudowany na potrzeby policji - gmach dzisiejszego IPN-u przy ul. Kilińskiego w Katowicach. Najbardziej sztandarowymi projektami były osiedla Giszowiec i Nikiszowiec. Wszystkie projekty powstały w Charlottenburgu. Architekci do Katowic musieli przyjeżdżać często. Nie wiadomo czy wynajmowali tu mieszkanie, czy zatrzymywali się w hotelach. Georg w Katowicach zakochał się w jednej z mieszczanek i pracy w terenie. Przywiózł do Berlina świeżo upieczoną żonę Paulinę.
- Lista ich obiektów jest po prostu imponująca. Ostatnim projektem, jaki zrealizowali, był kościół św. Anny w Nikiszowcu w 1927 r. Chwilę później nadszedł czas wielkiego kryzysu. Zillmannowie stracili wszystko. Zarobione pieniądze lokowali w akcje, obligacje. Cały majątek przepadł, a genialnym architektom pozostały tylko dwa domy, w których mieszkali. Emil miał czworo dzieci, Georg był bezdzietny. Emil umarł w 1937 r. Wtedy też Georg i Paulina pokłócili się z rodziną po zmarłym kuzynie. Prawdopodobnie poszło o sprawy spadkowe i prawo do jednego z domów. Następne pokolenia nie próbowały reaktywować firmy, nikt też nie zajmował się architekturą czy budownictwem - mówi Tofilska, która od lat stara się zdobyć jak najwięcej informacji o tych wyjątkowych architektach. Dopiero niedawno poprzez forum internetowe poświęcone historii Berlina udało jej się nawiązać kontakt z Jörnem Zillmannem, wnukiem Emila. W zeszłym roku potomek projektantów odsłonił tablicę upamiętniającą Zillmannów w osiedlu Nikiszowiec.
- Georg i Emil byli pierwszym pokoleniem w tej rodzinie, które wybrało kształcenie się na uczelni wyższej. Żaden z ich przodków nie zajmował się też wcześniej budownictwem - przyznaje Tofilska.
Kuzyni z Międzyrzecza wyjechali na studia do Królewskiej Wyższej Szkoły Technicznej w Charlottenburgu. Było to samodzielne miasto, które w 1920 roku przyłączono do Berlina jako dzielnicę. Po skończeniu uczelni Zillmannowie zostali w Charlottenburgu. Tam też wybudowali dom, w którym zamieszkał jeden z nich, a w pozostałej części funkcjonowało biuro projektowe.
- Wiemy, że tuż po studiach kuzyni projektowali oddzielnie i niezależnie od siebie. Emil specjalizował się w budynkach sakralnych. Bez większego powodzenia. Choć wygrał kilka konkursów, żaden z jego projektów kościołów nie został zrealizowany. Georg zaczął z kolei od gmachów szpitalnych. Kiedy Emil dołączył do niego, już jako tandem rozwinęli skrzydła i ich firma zdobywała coraz to bardziej intratne propozycje - dodaje Tofilska.
Najwięcej projektów zrealizowali na Górnym Śląsku. - Zaczęło się od jednego projektu, a trafili na czas najlepszej koniunktury. O zlecenia nie było więc trudno, a że ich projekty podobały się, szybko dorobili się cenionej marki - uważa Tofilska.
Jednym z pierwszych śląskich projektów był Powiatowy Dom Inwalidów w Rokitnicy. Później elektrociepłownia Szombierki, budynki kopalń Gliwice i Rozbark, Szpital Hutniczy w Roździeniu, budynki mieszkalne dla górników z kopalni Kleofas w Załężu czy - wybudowany na potrzeby policji - gmach dzisiejszego IPN-u przy ul. Kilińskiego w Katowicach. Najbardziej sztandarowymi projektami były osiedla Giszowiec i Nikiszowiec. Wszystkie projekty powstały w Charlottenburgu. Architekci do Katowic musieli przyjeżdżać często. Nie wiadomo czy wynajmowali tu mieszkanie, czy zatrzymywali się w hotelach. Georg w Katowicach zakochał się w jednej z mieszczanek i pracy w terenie. Przywiózł do Berlina świeżo upieczoną żonę Paulinę.
- Lista ich obiektów jest po prostu imponująca. Ostatnim projektem, jaki zrealizowali, był kościół św. Anny w Nikiszowcu w 1927 r. Chwilę później nadszedł czas wielkiego kryzysu. Zillmannowie stracili wszystko. Zarobione pieniądze lokowali w akcje, obligacje. Cały majątek przepadł, a genialnym architektom pozostały tylko dwa domy, w których mieszkali. Emil miał czworo dzieci, Georg był bezdzietny. Emil umarł w 1937 r. Wtedy też Georg i Paulina pokłócili się z rodziną po zmarłym kuzynie. Prawdopodobnie poszło o sprawy spadkowe i prawo do jednego z domów. Następne pokolenia nie próbowały reaktywować firmy, nikt też nie zajmował się architekturą czy budownictwem - mówi Tofilska, która od lat stara się zdobyć jak najwięcej informacji o tych wyjątkowych architektach. Dopiero niedawno poprzez forum internetowe poświęcone historii Berlina udało jej się nawiązać kontakt z Jörnem Zillmannem, wnukiem Emila. W zeszłym roku potomek projektantów odsłonił tablicę upamiętniającą Zillmannów w osiedlu Nikiszowiec.
