http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Katowice >  Gospodarka

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Katowice - Gazeta.pl

Zwolnili ludzi w nocy i wywieźli z firmy

Tomasz Głogowski
2009-02-05, ostatnia aktualizacja 2009-02-06 09:51

Nocne wręczenie wypowiedzeń, eskorta ochroniarzy i specjalnie podstawione autobusy, które od razu rozwiozły zwolnionych ludzi do domu - w taki sposób firma Lear w Tychach zwolniła prawie 300 swoich pracowników. Swego czasu firma otrzymała tytuł solidnego pracodawcy za otwarcie się na ludzi.

Witryna internetowa firmy Lear
Fot. lear.pl
Witryna internetowa firmy Lear
Nie cichną kontrowersje wokół zwolnień grupowych, do jakich doszło niedawno w tyskiej fabryce Lear Corporation, zajmującej się m.in. produkcją poszyć i foteli dla przemysłu samochodowego. Wszystko wydarzyło się w zeszłym tygodniu, z czwartku na piątek. O drugiej w nocy, cztery godziny przed zakończeniem zmiany, kilkuset pracowników, głównie szwaczki, zwołano do zakładowej stołówki. Tam odebrano im nożyczki i wręczono natychmiastowe wypowiedzenia. Firma zadbała też o transport. Zwolnionych pracowników, pod eskortą ochroniarzy, zaprowadzono do dwóch czekających na parkingu autobusów i błyskawicznie rozwieziono do domów. - Potraktowano nas jak przestępców - skarżą się ludzie, którzy nie mogą pogodzić się z tym, co się stało.

Sprawa stała się tak głośna, że wczoraj przeciwko formie zwolnień w tyskim Learze oficjalnie zaprotestowała Śląska Rada Wojewódzka SLD w Katowicach. - Brak mi słów. W cywilizowanym kraj takie rzeczy nie powinny się zdarzać. Okoliczności tych zwolnień urągają ludzkiej godności - mówi Zbyszek Zaborowski, szef rady, i apeluje, by firmie przyjrzała się Państwowa Inspekcja Pracy.

Przedstawiciele Leara nie chcą rozmawiać o kulisach zwolnień grupowych. Joanna Sumara, kierownicza działu personalnego tyskiego Leara, poinformowała nas tylko, że firma przygotowuje w tej sprawie specjalne oświadczenie. Musi je jednak zaakceptować centrala firmy w USA, więc nie wiadomo, kiedy oświadczenie się ukaże.

Grzegorz Bąbacz, szef Sierpnia '80 w tyskim Learze, mówi tymczasem, że pracodawca chciał zadbać o bezpieczeństwo ludzi. - Chodziło o to, żeby odizolować zwolnionych pracowników od reszty. Niektórzy mieli pretensje, że dostali wypowiedzenia, choć nie chorowali, a zostawiono tych, którzy byli długo na L-4. Rzeczywiście, atmosfera była nerwowa - mówi Bąbacz i dodaje, że w postępowaniu pracodawcy nie widzi niczego złego.

Magdalena Skalmierska, rzeczniczka Okręgowego Inspektoratu Pracy w Katowicach mówi, że choć zachowanie tyskiej firmy może budzić kontrowersje, to Lear nie złamał jednak prawa. - Jeżeli zakład pracuje na zmiany, to pracodawca może wręczyć wypowiedzenia także w nocy. Pracownicy wykonują w tym czasie normale obowiązki służbowe - mówi rzeczniczka.

Nie zmienia to jednak faktu, że pracownicy, którzy poczuli się skrzywdzenie taką formą rozwiązania umów o pracę mogą w każdej chwili odwołać się do sądu pracy.

Serwis gospodarka poleca: Jak kryzys to ludzie biegiem do hipermarketu



Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

  • Przychodzą nocą i kolbami w drzwi łomocą. washner 06.02.09, 06:36

    Skąd te aktualne wiersze. Solidny pracodawca otwarty na ludzi. Zapewniazwolnionym darmowy transport do domu. Czy właściciel tej f-my już siedzi?Nie!, no to co robi Ziobro?»

  • niech się cieszą gelbigel 06.02.09, 11:26

    Niech się cieszą że ich odwieziono do domu a nie do komory gazowej albo do lasu. »

  • Tak samo było w Valeo w Skawinie kliwia-tylko 06.02.09, 14:22

    Pod koniec ubiegłego roku w Skawinie, na zmianie nocnej o 4 rano!! wręczano ludziom wypowiedzenia, w asyście ochroniarza osobnik pakował się, nie wolno było mu z nikim zamienić słowa. Tak »