Ciągle szukają pracowników. Sposób na darmową siłę roboczą?

Jacek Madeja
11.01.2012 , aktualizacja: 11.01.2012 00:34
A A A Drukuj
- Przepracowałam jeden dzień i nie dostałam za to grosza. Takich przypadków jest więcej - alarmuje nasza czytelniczka, która starała się o pracę w jednej z samoobsługowych restauracji w katowickim Silesia City Center. Przypuszcza, że to sposób właściciela na zdobycie bezpłatnych pracowników.
Do restauracji Deka Smak w katowickim centrum Silesia City Center Aleksandra Migas zgłosiła się kilka miesięcy temu. Na witrynie znalazła ogłoszenie, że potrzebna jest dziewczyna do wydawania posiłków. Dogadała się z szefem, że przepracuje najpierw jeden dzień na próbę. - Zaczęłam od godz. 9 i przepracowałam osiem godzin do godz. 17. Głównie na stoisku przy wydawaniu sałatek. Robiłam też proste czynności w kuchni, trochę sprzątałam. Wydawało mi się, że byli ze mnie zadowoleni, ale zgodnie z umową miałem czekać na telefon - opowiada Migas.

Nikt nie zadzwonił, a nasza czytelniczka machnęła ręką na straconą dniówkę i o sprawie zapomniała. W tym czasie znalazła pracę w innym miejscu w SCC. Cała sprawa nie dawała jej jednak spokoju, bo mijały tygodnie, a w restauracji wciąż wisiało ogłoszenie, a za ladą zmieniały się dziewczyny. - Zagadnęłam kilka z nich. Ich historia jest dokładnie taka jak moja. Przez jeden dzień miały wykonywać proste czynności, nie dostały za to pieniędzy i nikt do nich nie zadzwonił. Zaczynam podejrzewać, że szefowi restauracji nie chodzi o znalezienie pracownika, ale o bezpłatną siłę roboczą, którą w ten sposób ma. To nie jest trudna praca i wątpię, żeby w tym czasie nie znalazł odpowiedniej osoby - przypuszcza Migas.

Sprawdziliśmy: w restauracji wciąż wisi to samo ogłoszenie: "Przyjmę do pracy na wydawce. Informacja w kasie". Jak to możliwe, że od ponad pół roku nie udało się znaleźć odpowiedniego pracownika? Przemysław Marcinek, jeden ze współwłaścicieli restauracji, przekonuje, że Deka Smaku to jedna z restauracji w SCC, która cieszy się największym uznaniem klientów. - Mamy 500-600 zamówień na dzień i żeby temu sprostać, trzeba być naprawdę dobrym i szybkim pracownikiem. Szukamy tak długo, bo chcemy znaleźć osobę, która sprosta naszym oczekiwaniom i będzie umiała wpaść w ten rytm. Na razie nikt taki się nie pojawił. Nie chodzi o żadne szukanie bezpłatnych pracowników. Jestem zdziwiony, że ludzie mają takie podejrzenia - podkreśla Marcinek. Jak dodaje, nie płaci pracownikom, którzy przepracowują próbny dzień, bo według niego to bardziej nauka niż praca. - Nie wiem, czy to jest zgodne z Kodeksem pracy - przyznaje.

Michał Podsiedlik z Okręgowego Inspektoratu Pracy w Katowicach podkreśla, że nie może komentować opisanej przez nas sprawy, ale przyznaje, że pracodawcy często uciekają się do takich procederów, żeby znaleźć "bezpłatnych" pracowników. - To zdarza się notorycznie właśnie w przypadku prostych zajęć, które nie wymagają kwalifikacji ani dłuższej nauki. Możemy zareagować dopiero, kiedy taki poszkodowany pracownik zgłosi się do nas - radzi Podsiedlik. - Jeśli ktoś przepracował choćby tylko godzinę, to zgodnie z prawem musi dostać wynagrodzenie. Nie dostaje pieniędzy tylko wtedy, kiedy stoi z boku i przygląda się, jak ma wyglądać jego praca, nie podejmując przy tym żadnych czynności - dodaje.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 30 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów