Przez kurz i pył sklep stracił 100 tys. zł

Anna Malinowska
15.12.2011 , aktualizacja: 15.12.2011 16:42
A A A Drukuj
 - Zapylenie w podwórzu jest olbrzymie. Pył wdarł się do środka sklepu, na półki z towarem. Zapylonych zegarków nie da się już uratować - mówią Patrycja Wziątek i Szymon Cichy Fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Gazeta - Zapylenie w podwórzu jest olbrzymie. Pył wdarł się do środka sklepu, na półki z towarem. Zapylonych zegarków nie da się już uratować - mówią Patrycja Wziątek i Szymon Cichy
Właściciele sklepu przy ul. 3 Maja w Katowicach chcą pozwać do sądu firmę Strabag, głównego wykonawcę Galerii Katowickiej. - Przez budowę nie możemy handlować - mówią Patrycja Wziątek i Szymon Cichy
 - Zapylenie w podwórzu jest olbrzymie. Pył wdarł się do środka sklepu, na półki z towarem. Zapylonych zegarków nie da się już uratować - mówią Patrycja Wziątek i Szymon Cichy
Fot. Bartlomiej Barczyk / Agencja Gazeta
- Zapylenie w podwórzu jest olbrzymie. Pył wdarł się do środka sklepu, na półki z towarem. Zapylonych zegarków nie da się już uratować - mówią Patrycja Wziątek i Szymon Cichy
GALERIA ZDJĘĆ
Wziątek i Cichy prowadzą sklep od października zeszłego roku. Sprzedają zegarki i damskie torebki. - Zaczynaliśmy od handlu w internecie. Kiedy zdecydowaliśmy się na punkt sprzedaży, od razu pomyśleliśmy o centrum Katowic. Nie lubimy galerii handlowych. Chcieliśmy mieć sklepik w podwórzu, przytulny, z klimatem - mówią.

Wymarzone miejsce znaleźli w jednym z podwórek w pobliżu przyszłej budowy. - Oczywiście, że wiedzieliśmy, że dworzec ma być przebudowywany. W mieście przecież mówiło się o tym od lat. Dlatego nie inwestowaliśmy w sklepik na pl. Szewczyka, który jest przy dworcu, ale w dalszej odległości - mówi Cichy.

Z końcem listopada zaczęto jednak rozbierać oficynę, która sąsiaduje ze sklepem. - Zapylenie w podwórzu jest olbrzymie. Nikt nas nawet przed rozbiórką nie poinformował. Pył wdarł się do środka sklepu, na półki z towarem. Zapylonych zegarków nie da się już uratować - denerwują się właściciele. Pierwszego grudnia dowiedzieli się, że muszą zamknąć interes.

- Ściana rozbieranej oficyny jest również ścianą sklepu. Ze względu na zagrożenie życia nie można już tam przebywać - mówi Mirosław Skórski z biura powiatowego inspektora nadzoru budowlanego. Na rozbiórkę oficyny zgodę wydali jej właściciele. - Została naruszona w czasie budowy dworca. Nie było wyjścia. Zresztą większość tylnych oficyn w tej okolicy, wybudowanych na początku XX w., to konstrukcje dość słabe. O ile kamienice frontowe budowano porządnie, to z tyłu, wewnątrz podwórek, stosowano słabe drewniane stropy - dodaje Skórski.

Wziątek i Cichy na razie podliczyli, że przez kurz i pył stracili prawie 100 tys. zł. - Teraz, w grudniu, mielibyśmy największe obroty. Dlatego oddajemy sprawę do sądu o odszkodowanie od firmy Strabag, która prowadzi budowę. Nasz prawnik zajmie się podliczeniem strat. Trudno na razie powiedzieć, jaka kwota będzie w pozwie - mówią właściciele.

Daniel Muc z biura prasowego Strabagu wstrzymuje się od jakichkolwiek komentarzy w tej sprawie. - Do firmy nie wpłynęło roszczenie ze strony właścicieli sklepu - ucina. Zwraca jednak uwagę, że jeszcze przed rozpoczęciem budowy, według ekspertyzy z zeszłego roku, oficyna była przewidziana do wyburzenia. - Rzeczywiście było takie zalecenie, ale stan budynku nie był katastrofalny. Nie trzeba było wydawać nakazu natychmiastowej rozbiórki. Musieliśmy wszcząć procedurę, skontaktować się z właścicielami, którzy przebywają za granicą. Wszystko trwało, a problem zaczął się wraz z budową przy placu Szewczyka - mówi Skórski.

Właściciele sklepu nie ukrywają swojego zdziwienia. - Nie wiemy nic o ekspertyzie, która mówi, że sąsiedni budynek kiedykolwiek miałby być rozbierany - podkreślają. Prawdopodobnie sklep przetrwa rozbiórkę oficyny, bo jego ściana ma zostać zrekonstruowana.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 22 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów