Przez kurz i pył sklep stracił 100 tys. zł
15.12.2011
, aktualizacja: 15.12.2011 16:42
- Zapylenie w podwórzu jest olbrzymie. Pył wdarł się do środka sklepu, na półki z towarem. Zapylonych zegarków nie da się już uratować - mówią Patrycja Wziątek i Szymon Cichy
Właściciele sklepu przy ul. 3 Maja w Katowicach chcą pozwać do sądu firmę Strabag, głównego wykonawcę Galerii Katowickiej. - Przez budowę nie możemy handlować - mówią Patrycja Wziątek i Szymon Cichy
ZOBACZ TAKŻE
- Opuszczona świetlica w popękanej kamienicy (19-12-11, 10:04)
- Lusterka mogą nie uratować kamienic w pobliżu pl. Szewczyka (13-12-11, 09:00)
- Galeria Katowicka bez fontanny i sztucznych kwiatów [NAJNOWSZE WIZUALIZACJE] (08-12-11, 23:50)
- Budowa dworca: Przez młoty i betoniarki śpią tylko w niedzielę (03-12-11, 01:30)
GALERIA ZDJĘĆ
- Najnowsze wizualizacje Galerii Katowickiej (08-12-11, 23:40)
Wziątek i Cichy prowadzą sklep od października zeszłego roku. Sprzedają zegarki i damskie torebki. - Zaczynaliśmy od handlu w internecie. Kiedy zdecydowaliśmy się na punkt sprzedaży, od razu pomyśleliśmy o centrum Katowic. Nie lubimy galerii handlowych. Chcieliśmy mieć sklepik w podwórzu, przytulny, z klimatem - mówią.
Wymarzone miejsce znaleźli w jednym z podwórek w pobliżu przyszłej budowy. - Oczywiście, że wiedzieliśmy, że dworzec ma być przebudowywany. W mieście przecież mówiło się o tym od lat. Dlatego nie inwestowaliśmy w sklepik na pl. Szewczyka, który jest przy dworcu, ale w dalszej odległości - mówi Cichy.
Z końcem listopada zaczęto jednak rozbierać oficynę, która sąsiaduje ze sklepem. - Zapylenie w podwórzu jest olbrzymie. Nikt nas nawet przed rozbiórką nie poinformował. Pył wdarł się do środka sklepu, na półki z towarem. Zapylonych zegarków nie da się już uratować - denerwują się właściciele. Pierwszego grudnia dowiedzieli się, że muszą zamknąć interes.
- Ściana rozbieranej oficyny jest również ścianą sklepu. Ze względu na zagrożenie życia nie można już tam przebywać - mówi Mirosław Skórski z biura powiatowego inspektora nadzoru budowlanego. Na rozbiórkę oficyny zgodę wydali jej właściciele. - Została naruszona w czasie budowy dworca. Nie było wyjścia. Zresztą większość tylnych oficyn w tej okolicy, wybudowanych na początku XX w., to konstrukcje dość słabe. O ile kamienice frontowe budowano porządnie, to z tyłu, wewnątrz podwórek, stosowano słabe drewniane stropy - dodaje Skórski.
Wziątek i Cichy na razie podliczyli, że przez kurz i pył stracili prawie 100 tys. zł. - Teraz, w grudniu, mielibyśmy największe obroty. Dlatego oddajemy sprawę do sądu o odszkodowanie od firmy Strabag, która prowadzi budowę. Nasz prawnik zajmie się podliczeniem strat. Trudno na razie powiedzieć, jaka kwota będzie w pozwie - mówią właściciele.
Daniel Muc z biura prasowego Strabagu wstrzymuje się od jakichkolwiek komentarzy w tej sprawie. - Do firmy nie wpłynęło roszczenie ze strony właścicieli sklepu - ucina. Zwraca jednak uwagę, że jeszcze przed rozpoczęciem budowy, według ekspertyzy z zeszłego roku, oficyna była przewidziana do wyburzenia. - Rzeczywiście było takie zalecenie, ale stan budynku nie był katastrofalny. Nie trzeba było wydawać nakazu natychmiastowej rozbiórki. Musieliśmy wszcząć procedurę, skontaktować się z właścicielami, którzy przebywają za granicą. Wszystko trwało, a problem zaczął się wraz z budową przy placu Szewczyka - mówi Skórski.
Właściciele sklepu nie ukrywają swojego zdziwienia. - Nie wiemy nic o ekspertyzie, która mówi, że sąsiedni budynek kiedykolwiek miałby być rozbierany - podkreślają. Prawdopodobnie sklep przetrwa rozbiórkę oficyny, bo jego ściana ma zostać zrekonstruowana.
Wymarzone miejsce znaleźli w jednym z podwórek w pobliżu przyszłej budowy. - Oczywiście, że wiedzieliśmy, że dworzec ma być przebudowywany. W mieście przecież mówiło się o tym od lat. Dlatego nie inwestowaliśmy w sklepik na pl. Szewczyka, który jest przy dworcu, ale w dalszej odległości - mówi Cichy.
Z końcem listopada zaczęto jednak rozbierać oficynę, która sąsiaduje ze sklepem. - Zapylenie w podwórzu jest olbrzymie. Nikt nas nawet przed rozbiórką nie poinformował. Pył wdarł się do środka sklepu, na półki z towarem. Zapylonych zegarków nie da się już uratować - denerwują się właściciele. Pierwszego grudnia dowiedzieli się, że muszą zamknąć interes.
- Ściana rozbieranej oficyny jest również ścianą sklepu. Ze względu na zagrożenie życia nie można już tam przebywać - mówi Mirosław Skórski z biura powiatowego inspektora nadzoru budowlanego. Na rozbiórkę oficyny zgodę wydali jej właściciele. - Została naruszona w czasie budowy dworca. Nie było wyjścia. Zresztą większość tylnych oficyn w tej okolicy, wybudowanych na początku XX w., to konstrukcje dość słabe. O ile kamienice frontowe budowano porządnie, to z tyłu, wewnątrz podwórek, stosowano słabe drewniane stropy - dodaje Skórski.
Wziątek i Cichy na razie podliczyli, że przez kurz i pył stracili prawie 100 tys. zł. - Teraz, w grudniu, mielibyśmy największe obroty. Dlatego oddajemy sprawę do sądu o odszkodowanie od firmy Strabag, która prowadzi budowę. Nasz prawnik zajmie się podliczeniem strat. Trudno na razie powiedzieć, jaka kwota będzie w pozwie - mówią właściciele.
Daniel Muc z biura prasowego Strabagu wstrzymuje się od jakichkolwiek komentarzy w tej sprawie. - Do firmy nie wpłynęło roszczenie ze strony właścicieli sklepu - ucina. Zwraca jednak uwagę, że jeszcze przed rozpoczęciem budowy, według ekspertyzy z zeszłego roku, oficyna była przewidziana do wyburzenia. - Rzeczywiście było takie zalecenie, ale stan budynku nie był katastrofalny. Nie trzeba było wydawać nakazu natychmiastowej rozbiórki. Musieliśmy wszcząć procedurę, skontaktować się z właścicielami, którzy przebywają za granicą. Wszystko trwało, a problem zaczął się wraz z budową przy placu Szewczyka - mówi Skórski.
Właściciele sklepu nie ukrywają swojego zdziwienia. - Nie wiemy nic o ekspertyzie, która mówi, że sąsiedni budynek kiedykolwiek miałby być rozbierany - podkreślają. Prawdopodobnie sklep przetrwa rozbiórkę oficyny, bo jego ściana ma zostać zrekonstruowana.
- 22 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
-
Przez kurz i pył sklep stracił 100 tys. zł
poborowy102
15.12.11, 19:27
I tak to obywatele Polski stali się murzynami we własnym domu - parafrazując słynną modlitwę Koasi Szczepkowskiek, "aktorki" - jesteśmy wreszcie we włanym domu, nie stój, nie czekaj, »
-
Przez kurz i pył sklep stracił 100 tys. zł
mirafas
16.12.11, 09:23
Ta Wagina to jedna wielka porażka :P»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter




