Na katowickim dworcu windy jeżdżą jak chcą

Jacek Madeja
17.11.2011 , aktualizacja: 17.11.2011 16:17
A A A Drukuj
Platforma dla niepełnosprawnych na dworcu PKP w Katowicach Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta Platforma dla niepełnosprawnych na dworcu PKP w Katowicach
Niepełnosprawni nie mają co liczyć na platformy do podnoszenia wózków, bo te raz działają, raz nie. Czy wadliwy jest mechanizm, a może niszczą go pasażerowie?
Platform dla niepełnosprawnych na katowickim dworcu jest sześć. I jak to w kolejowym świecie bywa, mają różnych właścicieli. Pięć - jedna przy wejściu od ul. Konopnickiej i cztery wjeżdżające na perony (obecnie jedna jest zdemontowana, bo trwa remont peronu drugiego) - są własnością Zakładu Linii Kolejowych, ostatnia - zamontowana na schodach prowadzących od placu Andrzeja - należy do spółki Dworce Kolejowe. Wszystkie łączy jedno - często się psują.

W środę bezskutecznie próbowała uruchomić windę przy wyjściu na ul. Konopnickiej kobieta na wózku. Skończyło się na wciskaniu guzika, bo platforma ani drgnęła. Na górę wózek wtaszczyło w końcu dwóch przechodzących tamtędy mężczyzn. Dzień wcześniej w naprawie była winda od strony placu Andrzeja.

- Psują się ciągle wszystkie po równo. Coś z nimi jest nie tak, bo czasem wystarczą dwa kursy na dzień i więcej już nie ruszą - mówi jeden z dworcowych ochroniarzy. - Są takie dni, że nikt z tych wind nie korzysta, ale kiedy indziej zgłasza się po kilka osób. Wtedy nie ma innej rady - musimy je znosić. Sam wózek, który ma akumulatory, waży ze 100 kg. Żeby go znieść, musimy zebrać wszystkich czterech ochroniarzy - dodaje jego kolega. Strażnicy mają swoją teorię. Przekonują, że wadliwy jest mechanizm, bo platformy są zasilane przez akumulatory, które szybko się rozładowują.

Nie było miesiąca, żeby platformy należące do Zakładu Linii Kolejowych się nie popsuły. W rekordowym sierpniu awarii było aż sześć. - Wszystkie windy są na gwarancji i problemy zgłaszamy regularnie do firmy, które je zamontowała. Dlaczego się psują? Głównie przez dewastacje - argumentuje Jacek Karniewski z katowickiego oddziału ZLK.

Justyna Mrzyczek z firmy Plawia, która dostarczyła pięć dworcowych wind i zajmuje się ich konserwacją, twierdzi z kolei, że problemem nie są akumulatory. Zawodzą raczej ludzie. - Rzeczywiście, akumulatory mają ograniczony czas pracy i w ciągu godziny mogą przepracować 20 minut. Później platforma powinna wrócić na dół, żeby znów się naładować. Często zdarza się, że ludzie zostawiają ją u góry, gdzie nie ma szans się naładować - wyjaśnia.

Kiedy przedstawiamy jej wykaz miesięcznych awarii, które przekazał nam ZLK, jest zdziwiona. - Do nas te informacje nie docierają. Być może kolejarze przekazują je gdzieś między swoimi spółkami, ale my o niczym nie wiemy. Pewnego razu nasz konserwator przechodził przez dworzec i sam zareagował, bo zauważył popsutą platformę - dodaje Mrzyczek.

Kolejarze już zastanawiają się, co zrobią we wrześniu 2012 roku, kiedy windy stracą gwarancję. - Być może trzeba będzie zamontować inny mechanizm, tak żeby przy każdym użyciu platformy musiał je uruchamiać nasz pracownik przy pomocy jakiegoś klucza. Innym wyjściem może być zamontowanie monitoringu - zastanawia się Karniewski.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 13 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

  • Pytanie techniczne z2006 17.11.11, 18:06

    A czy nie można było zamówić/zrobić przetargu na platformy, które nie czerpią energii z zamontowanych w nich b.ciężkich akumularów, tylko z dworcowej sieci elektrycznej za pośrednictwem »