Trzy tysiące skarg na szybką kolej do Pyrzowic
28.02.2011
, aktualizacja: 28.02.2011 22:36
Polskie Linie Kolejowe mają kłopoty ze skompletowaniem dokumentacji i pozwoleń na budowę szybkiej kolei do Pyrzowic. Termin mija w lipcu, a sprawy nie ułatwiają mieszkańcy Ożarowic i Bobrownik, przeciwni inwestycji w proponowanym śladzie. - Doszło nawet do tego, że geodetów szczuto psami - mówią kolejarze.
ZOBACZ TAKŻE
- Koniec marzeń o szybkiej kolei do Pyrzowic (07-11-11, 16:53)
- Początek wielkich inwestycji w Pyrzowicach (19-04-11, 18:27)
- Samolot z GPS-em. Takim jak w samochodzie (14-03-11, 21:57)
- Logo województwa może latać do Turynu za 2 miliony zł (03-03-11, 21:36)
- Po niepokojach w Egipcie 10 proc. mniej pasażerów na lotnisku w Pyrzowicach (02-03-11, 13:30)
- Nowy hangar na lotnisku w Pyrzowicach za ponad 26 mln zł (07-02-11, 12:53)
- Wójt zły na marszałka za szybką kolej do Pyrzowic (23-05-10, 21:35)
- Stop Pyrzowicom. Konflikt o strefę ochronną wokół lotniska (07-03-11, 14:36)
SONDAŻ
Według planów 38-kilometrowa trasa łącząca lotnisko z aglomeracją ma powstać do 2014 roku. W pierwszym etapie od podstaw ma zostać wybudowany 24-kilometrowy odcinek z Bytomia Rozbarku przez Piekary Śląskie do Pyrzowic. W drugim remontowane byłyby istniejące tory z Katowic przez Chorzów Batory do Rozbarku.
Inwestycja jest jednak poważnie zagrożona. Aby marzyć o unijnej dotacji, Polskie Linie Kolejowe muszą do lipca tego roku skompletować całą dokumentację: projekt techniczny, pozwolenia na budowę, decyzje środowiskowe oraz wniosek o dofinansowanie z funduszy UE.
Mimo że wybrane przez PLK konsorcjum firm Poeyry Infra i DB International pracuje od prawie dwóch lat (w 2009 roku firmy otrzymały 600-dniowy termin), wszystko wskazuje na to, że nie dotrzymają terminu. Przykład: do dziś nie ma decyzji środowiskowej, choć wniosek o jej wydanie został złożony w Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Katowicach pół roku temu. Powód?
Mieszkańcy gmin, w których kolej ma być budowana, głównie Ożarowic i Bobrownik, złożyli na inwestycję już ponad 3 tys. skarg. - Niestety, to wydłuża całą procedurę - mówi Zbigniew Młokosiewicz z katowickiego oddziału PKP PLK i przyznaje, że mieszkańcy jak mogą utrudniają życie projektantom. - Były nawet przypadki, że geodetów przeganiano grabiami i szczuto psami. Niestety, nie wszystkim pomysł budowy nowoczesnej linii na lotnisko się podoba - dodaje.
Niedotrzymanie lipcowego terminu mogłoby oznaczać skreślenie inwestycji z listy rezerwowej Programu Operacyjnego "Infrastruktura i Środowisko". Wtedy przepadłaby szansa na 85-procentowe dofinansowanie z UE i budowa linii, której koszt wycenia się na 1,5-3 mld zł, pozostałaby tylko wspomnieniem. PLK musiałyby też zwrócić 52 mln zł dotacji na projekt, którego opracowanie zleciły konsorcjum Poeyry Infra i DB International. Z zagrożenia zdaje sobie sprawę Zbigniew Szafrański, prezes PLK, który podczas niedawnej wizyty w Katowicach sugerował, że lipcowy termin zostanie przesunięty do końca roku. To data graniczna, choć i ona może oznaczać konieczność płacenia kar umownych.
Mieszkańcy uważają, że wina jest po stronie PLK, które od samego początku ignorowały ich opinie i odżegnywały się od dyskusji na temat wysiedleń. - Zaproponowaliśmy alternatywne trasy, wskazywaliśmy na zagrożenia, prosiliśmy o zainteresowanie się naszymi zastrzeżeniami. Spotkało nas tylko lekceważenie. Skoro PLK ma teraz kłopoty z dokumentacją, to tylko na własne życzenie - mówi Zofia Krzykawska, która razem z innymi mieszkańcami Siemoni założyła stowarzyszenie obrony przed koleją do Pyrzowic.
Stronę mieszkańców trzyma też Grzegorz Czapla, wójt Ożarowic, który przekonuje, że ze strony PLK nie było woli kompromisu. - Wyjaśnialiśmy, że trasa zaprojektowana jest chaotycznie i koszmarnie drogo. Tak, jakby narysował ją ktoś w Warszawie i to jeszcze na kolanie. Nasze argumenty trafiały kulą w płot - mówi wójt. I nie kryje, że rozpaczał nie będzie, gdy projekt wyląduje w koszu. - Zaoszczędzimy przynajmniej sporo budżetowych pieniędzy - mówi Czapla.
Inwestycja jest jednak poważnie zagrożona. Aby marzyć o unijnej dotacji, Polskie Linie Kolejowe muszą do lipca tego roku skompletować całą dokumentację: projekt techniczny, pozwolenia na budowę, decyzje środowiskowe oraz wniosek o dofinansowanie z funduszy UE.
Mimo że wybrane przez PLK konsorcjum firm Poeyry Infra i DB International pracuje od prawie dwóch lat (w 2009 roku firmy otrzymały 600-dniowy termin), wszystko wskazuje na to, że nie dotrzymają terminu. Przykład: do dziś nie ma decyzji środowiskowej, choć wniosek o jej wydanie został złożony w Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Katowicach pół roku temu. Powód?
Mieszkańcy gmin, w których kolej ma być budowana, głównie Ożarowic i Bobrownik, złożyli na inwestycję już ponad 3 tys. skarg. - Niestety, to wydłuża całą procedurę - mówi Zbigniew Młokosiewicz z katowickiego oddziału PKP PLK i przyznaje, że mieszkańcy jak mogą utrudniają życie projektantom. - Były nawet przypadki, że geodetów przeganiano grabiami i szczuto psami. Niestety, nie wszystkim pomysł budowy nowoczesnej linii na lotnisko się podoba - dodaje.
Niedotrzymanie lipcowego terminu mogłoby oznaczać skreślenie inwestycji z listy rezerwowej Programu Operacyjnego "Infrastruktura i Środowisko". Wtedy przepadłaby szansa na 85-procentowe dofinansowanie z UE i budowa linii, której koszt wycenia się na 1,5-3 mld zł, pozostałaby tylko wspomnieniem. PLK musiałyby też zwrócić 52 mln zł dotacji na projekt, którego opracowanie zleciły konsorcjum Poeyry Infra i DB International. Z zagrożenia zdaje sobie sprawę Zbigniew Szafrański, prezes PLK, który podczas niedawnej wizyty w Katowicach sugerował, że lipcowy termin zostanie przesunięty do końca roku. To data graniczna, choć i ona może oznaczać konieczność płacenia kar umownych.
Mieszkańcy uważają, że wina jest po stronie PLK, które od samego początku ignorowały ich opinie i odżegnywały się od dyskusji na temat wysiedleń. - Zaproponowaliśmy alternatywne trasy, wskazywaliśmy na zagrożenia, prosiliśmy o zainteresowanie się naszymi zastrzeżeniami. Spotkało nas tylko lekceważenie. Skoro PLK ma teraz kłopoty z dokumentacją, to tylko na własne życzenie - mówi Zofia Krzykawska, która razem z innymi mieszkańcami Siemoni założyła stowarzyszenie obrony przed koleją do Pyrzowic.
Stronę mieszkańców trzyma też Grzegorz Czapla, wójt Ożarowic, który przekonuje, że ze strony PLK nie było woli kompromisu. - Wyjaśnialiśmy, że trasa zaprojektowana jest chaotycznie i koszmarnie drogo. Tak, jakby narysował ją ktoś w Warszawie i to jeszcze na kolanie. Nasze argumenty trafiały kulą w płot - mówi wójt. I nie kryje, że rozpaczał nie będzie, gdy projekt wyląduje w koszu. - Zaoszczędzimy przynajmniej sporo budżetowych pieniędzy - mówi Czapla.
- 98 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
30 głosów
-
Trzy tysiące skarg na szybką kolej do Pyrzowic
jim19
01.03.11, 09:26
Dlaczego do tej pory nie wprowadzono konieczności płacenia za zwłokę przez składających protest w przypadku stwierdzenia jego bezzasadności, a w przypadku jego odrzucenia z innych przyczyn »
-
Chyba was jebnelo ?? zawsze...
slmako
01.03.11, 13:31
jest tak, ze jak trza cos zbudowac ,postawic, przeprowadzic droge itp, to zawsze grupa gluptakow jest contra !!Tym systemem nigdy w kraju nic sie nie zrobi, zostana rudery, brud i wiechec. »
-
Trzy tysiące skarg na szybką kolej do Pyrzowic
angrusz1
03.03.11, 16:22
A w Katowicach kolej była pod oknami domów i jakoś ludzie żyli .»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter



