Matka: zabili mi syna. Prokuratura jej nie wierzy
2010-01-18
, aktualizacja: 19.01.2010 00:46
Na ciele Adriana był ślad po uderzeniu, w organizmie cyjanowodór, ktoś groził jego rodzicom. Prokuratura nie dopatrzyła się jednak w tym nic dziwnego i umorzyła sprawę.
ZOBACZ TAKŻE
- Chcą miliona złotych za śmierć syna w areszcie (20-05-10, 23:06)
- Katowice: kobieta wypadła z ósmego piętra. Przeżyła (17-02-10, 14:51)
- Rodzina żąda miliona złotych za śmierć syna w areszcie (08-02-10, 14:19)
- Bandyci zabili stróża, żeby ukraść pełną ciężarówkę (01-02-10, 19:37)
W tej sprawie pewne jest tylko jedno: Adrian P., właściciel baru piwnego PIK z Katowic, nie żyje. Jego ciało znaleziono w styczniu 2005 r. w spalonym lokalu. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci było zatrucie dwutlenkiem węgla. Badania toksykologiczne wykryły jednak w organizmie potężną dawkę cyjanowodoru. To mogło świadczyć o tym, że Adrian został otruty.
Rodzice Adriana od samego początku twierdzili, że ich syn został zamordowany, a pożar miał tylko zatrzeć ślady zbrodni. - Były wspólnik syna groził mu od wielu miesięcy, bo chciał siłą przejąć lokal - mówi Henryka P., matka nieżyjącego mężczyzny.
Wersję o zabójstwie potwierdzałby raport patologów, którzy na głowie denata odnaleźli ślad po uderzeniu tępym narzędziem.
W grudniu zeszłego roku śledczy uznali jednak, że Adrian P. padł ofiarą nieszczęśliwego wypadku i zginął w pożarze własnego lokalu. Sprawa jego śmierci została umorzona z powodu "braku danych uzasadniających popełnienie przestępstwa". Ta decyzja zszokowała rodziców Adriana, którzy najpierw napisali skargę do Ministerstwa Sprawiedliwości, potem do prokuratury apelacyjnej, a w końcu okręgowej. Spotykali się z oficerami policji oraz Centralnego Biura Śledczego, odwiedzali profesorów medycyny sądowej, zdobywali prywatne opinie. Żalili się, że nikt nie powołał biegłego z zakresu pożarnictwa, nie zbadano zawartości butelki znalezionej przy ciele syna (teraz to już niemożliwe, bo w policyjnym magazynie odpadło z niej dno i resztki płynu się wylały) i nie przesłuchano kilku kluczowych świadków. To poskutkowało. Teraz akta sprawy przejęli śledczy zajmujący się zwalczaniem przestępczości zorganizowanej katowickiej prokuratury.
- Przeprowadzamy pewne czynności i zdecydujemy, czy istnieją podstawy do wznowienia sprawy śmierci Adriana P. - mówi prokurator Marta Zawada-Dybek, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Szczegółów nie chce zdradzić.
Henryka P. wierzy, że tym razem śledczy podejdą do sprawy rzetelnie. - Bo w państwie prawa nie może być tak, że zabójcy chodzą po ulicy, a zwykli ludzie prowadzą prywatne śledztwa - mówi kobieta.
Rodzice Adriana od samego początku twierdzili, że ich syn został zamordowany, a pożar miał tylko zatrzeć ślady zbrodni. - Były wspólnik syna groził mu od wielu miesięcy, bo chciał siłą przejąć lokal - mówi Henryka P., matka nieżyjącego mężczyzny.
Wersję o zabójstwie potwierdzałby raport patologów, którzy na głowie denata odnaleźli ślad po uderzeniu tępym narzędziem.
W grudniu zeszłego roku śledczy uznali jednak, że Adrian P. padł ofiarą nieszczęśliwego wypadku i zginął w pożarze własnego lokalu. Sprawa jego śmierci została umorzona z powodu "braku danych uzasadniających popełnienie przestępstwa". Ta decyzja zszokowała rodziców Adriana, którzy najpierw napisali skargę do Ministerstwa Sprawiedliwości, potem do prokuratury apelacyjnej, a w końcu okręgowej. Spotykali się z oficerami policji oraz Centralnego Biura Śledczego, odwiedzali profesorów medycyny sądowej, zdobywali prywatne opinie. Żalili się, że nikt nie powołał biegłego z zakresu pożarnictwa, nie zbadano zawartości butelki znalezionej przy ciele syna (teraz to już niemożliwe, bo w policyjnym magazynie odpadło z niej dno i resztki płynu się wylały) i nie przesłuchano kilku kluczowych świadków. To poskutkowało. Teraz akta sprawy przejęli śledczy zajmujący się zwalczaniem przestępczości zorganizowanej katowickiej prokuratury.
- Przeprowadzamy pewne czynności i zdecydujemy, czy istnieją podstawy do wznowienia sprawy śmierci Adriana P. - mówi prokurator Marta Zawada-Dybek, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Szczegółów nie chce zdradzić.
Henryka P. wierzy, że tym razem śledczy podejdą do sprawy rzetelnie. - Bo w państwie prawa nie może być tak, że zabójcy chodzą po ulicy, a zwykli ludzie prowadzą prywatne śledztwa - mówi kobieta.
- 12 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
19 głosów
-
Czego można oczekiwać po ...
sowa_46
19.01.10, 07:24
prokuratorze, którego członek rodziny był wspólnikiem ofiary?Policja, prokuratura i sądownictwo to najgorsze dziadostwo pośród służbpublicznych, są nawet gorsi od bandytów bo przed bandytą »
-
Matka: zabili mi syna. Prokuratura jej nie wierzy
anna22290
19.01.10, 09:02
tak dziala w Polsce sadownictwo opoznione w stosunku do Niemiec o jedna epoke ,zamkniete w sobie srdowisko liczace swoje dochody wyceny przestepst wedlug wlasnego prywatnego cennika ,ludzie »
-
Niech GW dalej wyśmiewa tych...
nowak11
19.01.10, 09:23
...co chcieli w Polsce walczyć z układem na szczeblu centralnym i układzikami"w terenie".Układów nie ma? he he he....»

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

