Opowiesz o korupcji, załatwimy ci sprawę?
08.05.2009
, aktualizacja: 09.05.2009 01:37
Czy katowiccy śledczy przed wyborami na siłę szukali korupcji w prokuraturze i CBŚ? - Zaproponowani mi, że jak zeznam, iż wyszedłem na wolność za 5 tys. zł łapówki, to moja sprawa w sądzie zostanie umorzona - twierdzi jeden ze świadków.
Krakowska prokuratura prowadzi postępowanie w sprawie przekroczenia uprawnień przez śledczych zajmujących się korupcją w śląskich organach ścigania. Przed wyborami wydali oni nakaz zatrzymania Andrzeja W., oficera katowickiego CBŚ oraz prokuratora Mirosława P. z Gliwic. Zarzucono im, że w maju 2005 r. przyjęli 90 tys. zł łapówki od członków mafii paliwowej. W zamian mieli utrudniać śledztwo w ich sprawie, ostrzec o przeszukaniu bazy paliwowej firmy Ewiv w Tychach oraz zamiarach zajęcia jej rachunków bankowych. W. miał też sprawdzić w komputerowej bazie danych CBŚ, czy mafiosi znajdują się w kręgu zainteresowań policji. Oficer przesiedział w areszcie dziewięć miesięcy. Zarzuty oparto wyłącznie na zeznaniach mafiosów.
Teraz okazuje się, że ich sprawa mogła być zmanipulowana. "Gazeta" dowiedziała się, że podinspektor Maciej Stańczyk, były wiceszef CBŚ, a obecnie dyrektor biura kontroli KGP, zeznał krakowskim śledczym, że Andrzej W. nie mógł w maju 2005 r. uprzedzić mafiosów o przeszukaniu bazy paliwowej Ewiv. Powód? Bo o tym nie wiedział.
Według Stańczyka CBŚ o rewizji dowiedziało się 2 czerwca 2005 r. z faksu przesłanego przez Izbę Celną. Celnicy napisali, że w ciągu paru godzin planują przeszukanie należącej do firmy Semi-Atta bazy paliwowej w Tychach. I prosili policję o wsparcie. Na miejsce wysłano trzech przypadkowo wybranych agentów, w tym Andrzeja W. Dopiero w Tychach okazało się, że baza, do której przyjechali, należy do firmy Ewiv, a nie Semi-Atta, a celnicy nie mają przy sobie nakazu przeszukania. Oficerowie CBŚ zrewidowali ją więc pokazując legitymacje i zabezpieczyli zeszyt z zapiskami o transportach paliwa. Był potem podstawą zatrzymania mafiosów.
Zdaniem Stańczyka W. nie mógł też uprzedzić mafiosów o chęci zablokowania konta firmie Ewiv. - Bo w czerwcu 2005 r. nie było wiadomo, komu i jaki zarzut przedstawimy w tej sprawie. Nie było więc mowy o blokowaniu jakichkolwiek kont - podkreślał śledczym podinspektor. Katowicka prokuratura mogła to sprawdzić jeszcze przed wyborami, ale wtedy, mimo deklaracji Stańczyka, nikt go nie chciał przesłuchać. Dodatkowo Biuro Spraw Wewnętrznych ustaliło, że W. nie sprawdzał w policyjnych bazach danych nazwisk mafiosów.
Sensacyjne zeznania w tej sprawie złożył też Dariusz D., paser samochodowy z Mikołowa. Ujawnił śledczym, że na trzy miesiące przed wyborami odwiedzili go dwaj funkcjonariusze ABW. - Powiedzieli mi, że mam zeznać, że wręczyłem prokuratorowi P. 5 tys. zł łapówki w zamian za zwolnienie z aresztu (D. przesiedział za kratkami 14 miesięcy i wyszedł na wolność po przyznaniu się do winy). Obiecali, że jak będę zeznawał przeciwko P., to moja sprawa zostanie umorzona, a w najgorszym wypadku będę ukarany grzywną. To była atrakcyjna propozycja, ale jest przecież jakaś etyka i moralność. Mam fotograficzną pamięć i myślę, że byłbym w stanie rozpoznać tych funkcjonariuszy ABW - powiedział śledczym Dariusz D.
Katowicka prokuratura oraz ABW nie chcą komentować zeznań świadków. Czekają na ustalenia śledczych z Krakowa. - Nikomu jeszcze nie przedstawiono zarzutów, ciągle weryfikujemy fakty i przesłuchujemy świadków - mówi prokurator Bogusława Marcinkowska z Krakowa.
Andrzej W. wrócił do pracy w CBŚ, Mirosław P. ciągle jest zawieszony. Do dzisiaj nie zostali jednak postawieni w stan oskarżenia.
Teraz okazuje się, że ich sprawa mogła być zmanipulowana. "Gazeta" dowiedziała się, że podinspektor Maciej Stańczyk, były wiceszef CBŚ, a obecnie dyrektor biura kontroli KGP, zeznał krakowskim śledczym, że Andrzej W. nie mógł w maju 2005 r. uprzedzić mafiosów o przeszukaniu bazy paliwowej Ewiv. Powód? Bo o tym nie wiedział.
Według Stańczyka CBŚ o rewizji dowiedziało się 2 czerwca 2005 r. z faksu przesłanego przez Izbę Celną. Celnicy napisali, że w ciągu paru godzin planują przeszukanie należącej do firmy Semi-Atta bazy paliwowej w Tychach. I prosili policję o wsparcie. Na miejsce wysłano trzech przypadkowo wybranych agentów, w tym Andrzeja W. Dopiero w Tychach okazało się, że baza, do której przyjechali, należy do firmy Ewiv, a nie Semi-Atta, a celnicy nie mają przy sobie nakazu przeszukania. Oficerowie CBŚ zrewidowali ją więc pokazując legitymacje i zabezpieczyli zeszyt z zapiskami o transportach paliwa. Był potem podstawą zatrzymania mafiosów.
Zdaniem Stańczyka W. nie mógł też uprzedzić mafiosów o chęci zablokowania konta firmie Ewiv. - Bo w czerwcu 2005 r. nie było wiadomo, komu i jaki zarzut przedstawimy w tej sprawie. Nie było więc mowy o blokowaniu jakichkolwiek kont - podkreślał śledczym podinspektor. Katowicka prokuratura mogła to sprawdzić jeszcze przed wyborami, ale wtedy, mimo deklaracji Stańczyka, nikt go nie chciał przesłuchać. Dodatkowo Biuro Spraw Wewnętrznych ustaliło, że W. nie sprawdzał w policyjnych bazach danych nazwisk mafiosów.
Sensacyjne zeznania w tej sprawie złożył też Dariusz D., paser samochodowy z Mikołowa. Ujawnił śledczym, że na trzy miesiące przed wyborami odwiedzili go dwaj funkcjonariusze ABW. - Powiedzieli mi, że mam zeznać, że wręczyłem prokuratorowi P. 5 tys. zł łapówki w zamian za zwolnienie z aresztu (D. przesiedział za kratkami 14 miesięcy i wyszedł na wolność po przyznaniu się do winy). Obiecali, że jak będę zeznawał przeciwko P., to moja sprawa zostanie umorzona, a w najgorszym wypadku będę ukarany grzywną. To była atrakcyjna propozycja, ale jest przecież jakaś etyka i moralność. Mam fotograficzną pamięć i myślę, że byłbym w stanie rozpoznać tych funkcjonariuszy ABW - powiedział śledczym Dariusz D.
Katowicka prokuratura oraz ABW nie chcą komentować zeznań świadków. Czekają na ustalenia śledczych z Krakowa. - Nikomu jeszcze nie przedstawiono zarzutów, ciągle weryfikujemy fakty i przesłuchujemy świadków - mówi prokurator Bogusława Marcinkowska z Krakowa.
Andrzej W. wrócił do pracy w CBŚ, Mirosław P. ciągle jest zawieszony. Do dzisiaj nie zostali jednak postawieni w stan oskarżenia.
Polecamy: Sąd musi zapłacić sędziemu 300 tysięcy złotych
- 8 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów




