Jerzy Gorzelik chce wpisać Górny Śląsk na listę UNESCO
12.01.2012
, aktualizacja: 12.01.2012 15:02
Najcenniejsze są Nikiszowiec z Giszowcem, a może jakaś zabytkowa kopalnia? Jerzy Gorzelik, członek zarządu województwa śląskiego, chce, by śląskie skarby zostały wpisane na Listę światowego dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego. O tym, które miejsca i obiekty zostaną zarekomendowane w piśmie do UNESCO, zdecydują historycy sztuki i architekci
ZOBACZ TAKŻE
- Znamy już śląskie propozycje na UNESCO (02-04-12, 14:21)
- Internauci organizują rocznicę urodzin Antona Uthemanna (28-03-12, 07:08)
- Wpis na listę UNESCO? W Nikiszowcu się nie pali (29-02-12, 20:06)
- Panie Gorzelik, bez Pana sobie poradzimy! (29-02-12, 14:32)
- Nikiszowiec i Guido na razie nie mają szans trafić na listę UNESCO (28-02-12, 12:54)
- Ślązacy sami zakopywali Brynicę. Zagłębiacy nie przyszli (11-02-12, 14:55)
- Ilu jest Ślązaków? GUS nie śpieszy się z odpowiedzią (06-02-12, 23:53)
- Ludzie protestują, nie chcą masztu za oknem (23-01-12, 01:47)
- W WPKiW chcą, żeby Planetarium i Kapelusz były zabytkami (03-01-12, 13:02)
- Zabytki techniki pod lupą kontrolera. Nie obyło się wpadek (29-12-11, 12:29)
- Zrobią rejestr zabytków, aby ocalały przynajmniej na papierze (22-12-11, 10:50)
- Historia Szopienic równana z ziemią [ZDJĘCIA] (16-12-11, 18:50)
Według Gorzelika najlepiej byłoby stworzyć coś podobnego do Szlaku Zabytków Techniki. Mogłyby się na tej liście znaleźć nie tylko miejsca ze Śląska, lecz także z Zagłębia. Wszystkie powinny jednak do siebie pasować, bo inaczej trudno będzie to dobrze uzasadnić. A zdaniem Aleksandry Wacławczyk, zastępczyni sekretarza generalnego polskiego komitetu ds. UNESCO, dobre uzasadnienie wniosku to klucz do sukcesu.
Dariusz Walerjański, kierownik Międzynarodowego Centrum Dokumentacji i Badań nad Dziedzictwem Przemysłowym dla Turystyki w Zabrzu, który jest jedną z osób zaproszonych do pracy w grupie inicjatywnej, opowiada się za ograniczeniem się do Górnego Śląska. - Bo chociaż w Zagłębiu też są obiekty poprzemysłowe, to mają już inną niż Śląsk specyfikę - argumentuje zabrzański historyk.
Oprócz Gorzelika i Walerjańskiego listę propozycji tworzyć będą m.in. Adam Hajduga z Wydziału Promocji Śląskiego Urzędu Marszałkowskiego, Leszek Jodliński, dyrektor Muzeum Śląskiego, i Jacek Owczarek ze Śląskiego Centrum Dziedzictwa Kulturowego.
Na Liście światowego dziedzictwa są już obiekty poprzemysłowe z Niemiec - huta w Völklingen i kompleks górniczy Zollverein w Essen, zaś w tym roku rozpatrzony ma być wniosek złożony przez Pas-de-Calais, przemysłowy okręg we Francji. Czy Śląsk ma coś wyjątkowego, czego tamtym miejscom brakuje?
- Chcemy pokazać, że przemysł tutaj nie tylko dawał pracę, lecz także wpływał na kulturę i całą infrastrukturę. Np. dzięki jednej kopalni rosło osiedle mieszkaniowe, budowano szpital, kościół czy szkołę. To wszystko zachowało się do dziś. Chcemy podkreślić społeczną funkcję przemysłu, a tego nie znajdzie się dziś we Francji czy w Niemczech - argumentują Walerjański i Gorzelik.
Ostatnim polskim miejscem wciągniętym na prestiżową listę była w 2006 r. wrocławska Hala Stulecia. O tytuł starają się też inne obiekty - np. Kanał Augustowski i kopalnia w Bochni. Sama procedura jest niezwykle żmudna i długotrwała. Furtką do wpisania na listę UNESCO jest najpierw przyznanie tytułu pomnika historii. Katowicki Nikiszowiec zdobył go po czteroletnich staraniach. Potrzebne są badania, dokumentacje i lobbing wpływowych osób. Ale jest o co walczyć. Obecność na liście przyciąga turystów i inwestorów. - Starania o tytuł powinny zmobilizować mieszkańców właśnie ze względów ekonomicznych. Jeśli na liście pojawia się nowy obiekt, zainteresowanie nim wzrasta nawet o 50 proc. Ludzie, którzy przyjeżdżają, muszą gdzieś zjeść czy odpocząć - przekonuje Walerjański.
Według Gorzelika warto podjąć starania, nawet jeśli szanse na sukces wydają się niewielkie. - Chcemy wreszcie zerwać z wizerunkiem czarnej dziury, a przy okazji wyzwolić potencjał mieszkańców - podkreśla.
Szkoda czasu na UNESCO - komentuje Józef Krzyk
Dajmy sobie spokój z mrzonkami o obecności na liście UNESCO. Moim zdaniem zamiast zastanawiać się nad tym, jakie nasze skarby zasługują na takie wyróżnienie, lepiej zadbać o to, żeby je trochę wypucować. Bo na razie wstyd tu gości zapraszać.
Poza tym szkoda mi czasu na kłótnie, które zapewne wybuchną o to, co jest u nas najcenniejsze i dlaczego. Gdy jedni będą dostarczać argumentów przemawiających na korzyść swojego ukochanego obiektu, inni (już taki mamy paskudny charakter) zrobią wszystko, żeby konkurencyjną propozycję przedstawić w jak najgorszym świetle.
Na Śląsku nie brakuje pięknych miejsc i cennych obiektów, ale nie wierzę w to, aby któreś z nich cokolwiek zyskało, poza honorowym tytułem, przez wpisanie na światową listę dziedzictwa. O to, jak zachęcić inwestorów i turystów, sami musimy się zatroszczyć. Oczywiście czasami wcale nie chodzi o to, żeby króliczka złapać, ale żeby go gonić, ale są króliczki, za którymi nie warto zrobić choćby kilka kroków.
Dariusz Walerjański, kierownik Międzynarodowego Centrum Dokumentacji i Badań nad Dziedzictwem Przemysłowym dla Turystyki w Zabrzu, który jest jedną z osób zaproszonych do pracy w grupie inicjatywnej, opowiada się za ograniczeniem się do Górnego Śląska. - Bo chociaż w Zagłębiu też są obiekty poprzemysłowe, to mają już inną niż Śląsk specyfikę - argumentuje zabrzański historyk.
Oprócz Gorzelika i Walerjańskiego listę propozycji tworzyć będą m.in. Adam Hajduga z Wydziału Promocji Śląskiego Urzędu Marszałkowskiego, Leszek Jodliński, dyrektor Muzeum Śląskiego, i Jacek Owczarek ze Śląskiego Centrum Dziedzictwa Kulturowego.
Na Liście światowego dziedzictwa są już obiekty poprzemysłowe z Niemiec - huta w Völklingen i kompleks górniczy Zollverein w Essen, zaś w tym roku rozpatrzony ma być wniosek złożony przez Pas-de-Calais, przemysłowy okręg we Francji. Czy Śląsk ma coś wyjątkowego, czego tamtym miejscom brakuje?
- Chcemy pokazać, że przemysł tutaj nie tylko dawał pracę, lecz także wpływał na kulturę i całą infrastrukturę. Np. dzięki jednej kopalni rosło osiedle mieszkaniowe, budowano szpital, kościół czy szkołę. To wszystko zachowało się do dziś. Chcemy podkreślić społeczną funkcję przemysłu, a tego nie znajdzie się dziś we Francji czy w Niemczech - argumentują Walerjański i Gorzelik.
Ostatnim polskim miejscem wciągniętym na prestiżową listę była w 2006 r. wrocławska Hala Stulecia. O tytuł starają się też inne obiekty - np. Kanał Augustowski i kopalnia w Bochni. Sama procedura jest niezwykle żmudna i długotrwała. Furtką do wpisania na listę UNESCO jest najpierw przyznanie tytułu pomnika historii. Katowicki Nikiszowiec zdobył go po czteroletnich staraniach. Potrzebne są badania, dokumentacje i lobbing wpływowych osób. Ale jest o co walczyć. Obecność na liście przyciąga turystów i inwestorów. - Starania o tytuł powinny zmobilizować mieszkańców właśnie ze względów ekonomicznych. Jeśli na liście pojawia się nowy obiekt, zainteresowanie nim wzrasta nawet o 50 proc. Ludzie, którzy przyjeżdżają, muszą gdzieś zjeść czy odpocząć - przekonuje Walerjański.
Według Gorzelika warto podjąć starania, nawet jeśli szanse na sukces wydają się niewielkie. - Chcemy wreszcie zerwać z wizerunkiem czarnej dziury, a przy okazji wyzwolić potencjał mieszkańców - podkreśla.
Szkoda czasu na UNESCO - komentuje Józef Krzyk
Dajmy sobie spokój z mrzonkami o obecności na liście UNESCO. Moim zdaniem zamiast zastanawiać się nad tym, jakie nasze skarby zasługują na takie wyróżnienie, lepiej zadbać o to, żeby je trochę wypucować. Bo na razie wstyd tu gości zapraszać.
Poza tym szkoda mi czasu na kłótnie, które zapewne wybuchną o to, co jest u nas najcenniejsze i dlaczego. Gdy jedni będą dostarczać argumentów przemawiających na korzyść swojego ukochanego obiektu, inni (już taki mamy paskudny charakter) zrobią wszystko, żeby konkurencyjną propozycję przedstawić w jak najgorszym świetle.
Na Śląsku nie brakuje pięknych miejsc i cennych obiektów, ale nie wierzę w to, aby któreś z nich cokolwiek zyskało, poza honorowym tytułem, przez wpisanie na światową listę dziedzictwa. O to, jak zachęcić inwestorów i turystów, sami musimy się zatroszczyć. Oczywiście czasami wcale nie chodzi o to, żeby króliczka złapać, ale żeby go gonić, ale są króliczki, za którymi nie warto zrobić choćby kilka kroków.
- 23 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
14 głosów
-
Jerzy Gorzelik chce wpisać Górny Śląsk na listę...
firiduri
16.01.12, 23:02
Czego (a może kogo) to już na Górnym Śląsku na listę nie wciągali?»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter



