Serwis Sosnowiec poleca: Gierek nie służy promocji Sosnowca
O tym, że podczas tegorocznego Halloween (31 października) nie należy przychodzić do szkoły w przebraniu, uczniowie i ich rodzice dowiedzieli się od wychowawczyń. Powiedziały im, że decyzja zapadła na prośbę katechetki siostry Anawim. Jej zdaniem paradowanie w strojach czarownic i duchów podważa szacunek do zmarłych, ma wiele wspólnego z okultyzmem i wywołuje u niektórych dzieci lęk.
Rodzice są zdumieni. - To tylko zabawa, podobnie jak karnawałowe maskarady. To, że pozwalam synowi bawić się w wigilię Święta Zmarłych nie znaczy, że nie uczę go szacunku do zmarłych - podkreśla pani Justyna, mama trzecioklasisty.
Serwis Sosnowiec poleca: W szkole można nieźle zarobić na owocach
- To polska i katolicka tradycja, że gdy w kalendarzu wypada święto, to najlepiej na tydzień wcześniej oblec się żałobą - dodaje pani Edyta, mama ośmiolatki.
Alfreda Broda, dyrektorka szkoły, twierdzi, że przekonały ją argumenty siostry Anawim. Zapewnia jednak, że nie będzie wyciągała konsekwencji wobec uczniów, którzy przyjdą do szkoły w halloweenowych przebraniach.
- Moja placówka nigdy nie organizowała Halloween i nie ma tego w planach. Dzieci, które się przebierały, robiły to z własnej inicjatywy. Rolą szkoły jest jednak przekazywanie odpowiednich wartości, a nie zachęcanie do małpowania zachodnich zwyczajów i kpienia ze śmierci - wyjaśnia Broda.
Dyrektorka nie zgodziła się, byśmy porozmawiali z zakonnicą. - To bardzo dobra katechetka i nie chcę ryzykować, że zakon ukarze ją za kontakty z prasą przeniesieniem do innej szkoły - tłumaczyła.
Demonizowaniu Halloween jest przeciwny ks. Jarosław Kwiecień, rzecznik sosnowieckiej kurii. Uważa jednak, że katecheci mają prawo uświadamiać dzieciom i dorosłym, że nie wszystko, co dozwolone, jest dla nich dobre.
- W naszej tradycji od wieków śmierć łączy się z zadumą i refleksją, a nie z paradowaniem z dynią na głowie i robieniem psikusów. Za zmarłych modlimy się "Wieczny odpoczynek", więc nie zakłócajmy go w przeddzień ich święta - apeluje ks. Kwiecień. Podkreśla, że propagowanie Halloween to nabijanie portfeli handlarzom sprzedającym straszne gadżety.
Zdumiona lękiem przed Halloween jest Maria Szopa-Zając, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 34 w Katowicach. W jej placówce działa kółko międzynarodowe, na spotkaniach którego uczniowie poznają kulturę innych krajów. - Co roku przynoszą piękne, wydrążone dynie z wyciętymi oczami i ustami, zapalają w nich świece i organizują wystawę. Czy mają potem koszmary? Nonsens! Dzieci uwielbiają się bać! - przekonuje Szopa-Zając. Dodaje, że ani katechetka, ani uczący religii franciszkanin nie zwracali jej uwagi na niestosowność tych zabaw.
Zdaniem doktora Krzysztofa Łęckiego, socjologa z Uniwersytetu Śląskiego, uczenie o obcych świętach i ich bezrefleksyjne kopiowanie to dwie różne sprawy. - Jeśli angliści robią z uczniami dynie na lekcji, aby pokazać, że w angielskim kręgu kulturowo-językowym istnieje taki obyczaj, to w porządku. Ale jeśli w szkole organizowane są z tej okazji bale upiorów, to dla mnie jest to śmieszne, sztuczne i tandetne - twierdzi Łęcki. Jego zdaniem łączenie tradycyjnej zadumy nad grobami z anglosaskimi wygłupami i żartami nie jest możliwe, tak samo jak niemożliwe jest jednoczesne spędzanie wakacji w Grecji i w Peru.
- Szkoła nie powinna wprowadzać w życie uczniów takiego pomieszania pojęć. Jeśli rodzice chcą przebrać dzieci za duchy, nic w tym nagannego, ale niech zorganizują dla nich imprezę w domu - proponuje Łęcki.