Budują A1. W Szczejkowicach "obowiązuje" myto

Małgorzata Goślińska
2009-07-20 , aktualizacja: 21.07.2009 10:25
A A A Drukuj
Sołtys Ryszard Bluszcz chciałby, by droga nr 924 była zamknięta co najwyżej kilka miesięcy, a nie rok, jak postanowili drogowcy Fot. Marta Błażejowska/AG Sołtys Ryszard Bluszcz chciałby, by droga nr 924 była zamknięta co najwyżej kilka miesięcy, a nie rok, jak postanowili drogowcy
Żeby przejechać przez Szczejkowice, niektórzy płacą 20 zł robotnikowi obsługującemu koparkę. Ten przesuwa wtedy kupkę piasku z drogi i można jechać dalej. Tak do Czerwionki jedzie się migiem, objazdem przez Rybnik prawie godzinę.
Szczejkowice to 1,5 tys. mieszkańców i droga wojewódzka nr 924 (ul. Gliwicka). Jeśli miejscowy nie prowadzi rodzinnego interesu, jak Józef Prucheński, który ma warsztat samochodowy przy Gliwickiej, to drogą wojewódzką jeździ do pracy w Żorach lub w drugą stronę w Czerwionce-Leszczynach. Albo jeszcze dalej - jak Adam Rudner, który jest górnikiem w kopalni Szczygłowice.

Dzieci uczą się w Czerwionce, bo w Szczejkowicach są tylko podstawówka i oddział przedszkolny. Dla młodzieży nie ma kompletnie nic, więc rozrywki też szukają w Czerwionce. Tam też na zakupy jeżdżą ci, którym nie starczają trzy szczejkowickie spożywczaki. W Czerwionce, która jest siedzibą gminy, załatwia się też sprawy urzędowe. Na szczęście 23 lata temu ludzie ze Szczejkowic postawili we wsi kościół. Inaczej byliby teraz odcięci również od Boga.

Na początku lipca Szczejkowice zostały odcięte od świata, czyli od Czerwionki. Drogę nr 924 zamknięto tuż za wsią z powodu budowy autostrady A1 (Bełk - Świerklany). Na rok. - Przesrane mam. Muszę wyjeżdżać pół godziny wcześniej z domu, żeby zdążyć do pracy. I nigdy nie wiem, czy nie utknę w korku, bo trafię na tiry i autobusy - mówi górnik Rudner.

Ludzie, którzy mieszkają przy Gliwickiej i nie muszą codziennie jeździć w kierunku Gliwic, cieszą się, bo skończył się hałas samochodów. - Mogliby tylko lepiej oznakować objazdy. Siedzimy w kuchni, skąd wychodzą okna na ulicę, i liczymy, ile aut zawraca. Dziennie można naliczyć kilkadziesiąt, tiry, kilka dni temu samochód z końmi na przyczepce. Żeby chociaż tam było jak nawrócić. Trzeba cofać - opowiadają miejscowi.

Za spokój ludzi z Gliwickiej płacą ludzie z ul. Palowickiej i cała wieś Palowice, przez którą kierowcy zrobili sobie objazd, choć oficjalnie wytyczono go przez Rybnik. - Zmierzyłem czas. Droga przez Rybnik do Czerwionki zajmuje 55 minut. Normalnie trwała pięć. Przez Palowice 25 minut. Lepiej się nam dzisiaj jeździ rowerami - mówi Ryszard Bluszcz, sołtys Szczejkowic.

Sołtys obawia się o to, co będzie od początku roku szkolnego. - Dzieci jeżdżą gimbusem. Nie pozwolimy, żeby wlokły się przez Rybnik - mówi.

Wieś już sobie wywalczyła, żeby przez Palowice nie mogły jeździć auta o ciężarze powyżej 3,5 tony. - Tiry i tak jeżdżą, czasem pięć naraz, aż się domy trzęsą, a policji tu nie widać - narzekają Bogdan Brocki z Palowic i jego syn Bogdan z Palowickiej. - To droga powiatowa, nie na taki ciężar. Nie była utwardzana, asfalt położony jest na piasku. Po roku będzie dziurawa, kto ją będzie naprawiał? Do tego wąska, nie da się wyminąć z tirem, a rowerem strach jechać, czy nie wciągnie pod koła.

Mieszkańcy przegrali najważniejszą walkę. Mimo protestów i gróźb zablokowania budowy A1 nie powstał objazd typu by-pass. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, jak wyjaśnia jej rzeczniczka Dorota Marzyńska, nie zgodziła się, bo nie jest właścicielem gruntów. - Drugim powodem jest głęboki wykop potrzebny do usytuowania tam przepustu ekologicznego - dodaje rzeczniczka.

Niektórzy znaleźli na razie inne wyjście. - Myto! - mówią. - Wystarczy dać robotnikowi obsługującymi koparkę 20 zł. Przesunie za to kupkę piasku z drogi i można jechać jak dawniej.

Zaletą Szczejkowic było położenie w lasach, na terenach niedotkniętych szkodami górniczymi. Węgiel zalega tu za głęboko, by go wydobywać. Autostrada w planie rozwoju sołectwa nazywana była szansą dla wsi. Wyłączenie z ruchu lokalnych dróg i równocześnie dogodne połączenie miały przyczynić się do rozwoju budownictwa mieszkalnego, zahamować spadek liczby mieszkańców. Na razie Józef Prucheński stracił połowę klientów i nie widzi dla siebie przyszłości nawet po otwarciu Gliwickiej. Kto będzie zjeżdżał do warsztatu przy nieruchliwej ulicy?

- Pani chociaż zarobi, bo ludzie muszą się na miejscu zaopatrywać - zagaduję w spożywczaku. - A gdzie tam! Kiedyś miałam klientów ze Stanowic i innych wsi wkoło, od których jesteśmy teraz odcięci. Cóż poradzić, inaczej budować się nie da. Byleby się uwijali z tą autostradą.

Serwis komunikacja poleca: Czas zacząć budowę MOP-ów na autostradzie A4



Podziel się

  • 20 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

  • Budują A1. W Szczejkowicach "obowiązuje" myto kink4 21.07.09, 14:25

    i dziwicie się, że w Polsce nie ma autostrad. Jak się nie buduje to źle, jakbuduje to jeszcze gorzej. Najlepiej wywołać nową wojnę i ją przegrać, wtedypowstaną autostrady i z wielką radością»