Likwidują tramwaje, więc będą też zwolnienia
2009-07-15
, aktualizacja: 15.07.2009 14:20
Losy gliwickiej zajezdni rozstrzygną się w najbliższych dniach. - O wszystkim zdecyduje ekonomia i finansowe kalkulacje, które właśnie opracowujemy - podkreślają przedstawiciele Tramwajów Śląskich.
ZOBACZ TAKŻE
- Tramwaje? Gliwicki magistrat odmawia TV Trwam (04-08-09, 20:42)
- Emeryci wywalczyli powrót autobusów KZK GOP (16-07-09, 00:26)
- Jak wjedzie w ciebie tramwaj, to nie masz szans (10-07-09, 23:59)
- Piotr Uszok: tramwaje są lepsze od autobusów (29-05-09, 23:40)
- W Gliwicach chcą głowy prezydenta Frankiewicza (28-05-09, 19:21)
- Ankieter zapyta, jak się żyje bez tramwajów (27-07-09, 12:15)
- Sprawdź w internecie, z kim jeździsz tramwajem (23-06-09, 21:20)
W gliwickiej zajezdni od kilku tygodni jest nerwowo. W zakładzie, który znajduje się tuż przy granicy z Zabrzem, pracuje ponad 370 osób. Stąd na trasę wyjeżdżają tramwaje nr 1, 3, 4, 5, 18, 30 i 35. - Na razie nie mamy żadnych konkretnych informacji. Są tylko plotki: nasz zakład ma zostać zlikwidowany, część ludzi przeniesiona do zajezdni w Bytomiu, a reszta do zwolnienia - mówi Arkadiusz Kozioł, motorniczy z 16-letnim stażem.
Skąd te obawy? To efekt decyzji gliwickich władz, które policzyły, że tańsze będą autobusy. Te od początku września mają zastąpić kursujące w Gliwicach tramwaje. - Dla naszej spółki to znaczne ograniczenie przychodów, a koszty utrzymania zajezdni zostają takie same. Będziemy wysyłali mniej składów na trasy, ale pracownicy techniczni będą mieli mniej torów i trakcji do naprawy - wylicza Bolesław Knapik, dyrektor ds. wykonawczych w Tramwajach Śląskich. - Dlatego musimy zbilansować ten rachunek - dodaje.
Knapik uważa, że nie obejdzie się bez zwolnień. Ze wstępnych obliczeń wynika, że pracę straci 25 osób, głównie pracowników technicznych i administracyjnych. Według naszych informacji wypowiedzeń nie dostaną motorniczy, bo tych w firmie ciągle brakuje.
Tramwajarze mają obawy dotyczące likwidacji gliwickiej zajezdni. - To jedno z rozwiązań. Co prawda wiąże się z ogromną operacją logistyczną, która spowoduje efekt domina, bo pracowników wszystkich pozostałych zajezdni w Katowicach, Będzinie i Bytomiu trzeba będzie przenieść między tymi zakładami. Ale jeśli takie rozwiązanie okaże się dużo tańsze, to tak zrobimy. Przyszłość gliwickiej zajezdni rozstrzygnie się w najbliższych dniach - mówi Knapik.
Już teraz wiadomo, że nawet gdy zajezdnia w Gliwicach przetrwa, część ze 140 motorniczych będzie musiała przenieść się do Bytomia. - Wtedy część z nas sama będzie musiała się zwolnić. Pracę często zaczynamy o trzeciej, czwartej rano, a na tę godzinę z Gliwic czy Zabrza nie dojedziemy. Wolałbym już, żeby były zwolnienia grupowe. Przynajmniej dostałbym odprawę - mówi Kozioł.
Honorata Berg jeździ tramwajem od trzech lat. Jest jedną z kilkudziesięciu kobiet motorniczych. Mieszka w Zabrzu, do zajezdni ma dwa kroki. - Na początku nie było łatwo, teraz, jak człowiek się już przyzwyczaił, znów nie wiadomo, co będzie. Gdybym miała dojeżdżać do Bytomia, to musiałabym chyba zjeść kolację i od razu ruszać w drogę. Nawet nie wiem, jak tam w nocy się dostać - denerwuje się Berg i dodaje, że podróż samochodem nie wchodzi w grę. Motorniczy z jej stażem na rękę dostaje 1,3-1,4 tys. zł. - Na paliwo wydam połowę tego, co zarobię - mówi.
Skąd te obawy? To efekt decyzji gliwickich władz, które policzyły, że tańsze będą autobusy. Te od początku września mają zastąpić kursujące w Gliwicach tramwaje. - Dla naszej spółki to znaczne ograniczenie przychodów, a koszty utrzymania zajezdni zostają takie same. Będziemy wysyłali mniej składów na trasy, ale pracownicy techniczni będą mieli mniej torów i trakcji do naprawy - wylicza Bolesław Knapik, dyrektor ds. wykonawczych w Tramwajach Śląskich. - Dlatego musimy zbilansować ten rachunek - dodaje.
Knapik uważa, że nie obejdzie się bez zwolnień. Ze wstępnych obliczeń wynika, że pracę straci 25 osób, głównie pracowników technicznych i administracyjnych. Według naszych informacji wypowiedzeń nie dostaną motorniczy, bo tych w firmie ciągle brakuje.
Tramwajarze mają obawy dotyczące likwidacji gliwickiej zajezdni. - To jedno z rozwiązań. Co prawda wiąże się z ogromną operacją logistyczną, która spowoduje efekt domina, bo pracowników wszystkich pozostałych zajezdni w Katowicach, Będzinie i Bytomiu trzeba będzie przenieść między tymi zakładami. Ale jeśli takie rozwiązanie okaże się dużo tańsze, to tak zrobimy. Przyszłość gliwickiej zajezdni rozstrzygnie się w najbliższych dniach - mówi Knapik.
Już teraz wiadomo, że nawet gdy zajezdnia w Gliwicach przetrwa, część ze 140 motorniczych będzie musiała przenieść się do Bytomia. - Wtedy część z nas sama będzie musiała się zwolnić. Pracę często zaczynamy o trzeciej, czwartej rano, a na tę godzinę z Gliwic czy Zabrza nie dojedziemy. Wolałbym już, żeby były zwolnienia grupowe. Przynajmniej dostałbym odprawę - mówi Kozioł.
Honorata Berg jeździ tramwajem od trzech lat. Jest jedną z kilkudziesięciu kobiet motorniczych. Mieszka w Zabrzu, do zajezdni ma dwa kroki. - Na początku nie było łatwo, teraz, jak człowiek się już przyzwyczaił, znów nie wiadomo, co będzie. Gdybym miała dojeżdżać do Bytomia, to musiałabym chyba zjeść kolację i od razu ruszać w drogę. Nawet nie wiem, jak tam w nocy się dostać - denerwuje się Berg i dodaje, że podróż samochodem nie wchodzi w grę. Motorniczy z jej stażem na rękę dostaje 1,3-1,4 tys. zł. - Na paliwo wydam połowę tego, co zarobię - mówi.
Serwis komunikacja poleca: Autobus zamiast tramwaju dojedzie tylko do granicy miasta
- 229 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos






