Kto nie chce niech nie jedzie A4. Taki protest

Rozmawiał: Tomasz Głogowski
2009-06-05 , aktualizacja: 05.06.2009 12:45
A A A Drukuj
- Ciągle zdarzają się tacy, którym nie spieszy się na autostradzie - mówi Tomasz Niemczyński, prezes spółki Stalexport Autostrada Małopolska Fot. Przemek Jendroska/AG - Ciągle zdarzają się tacy, którym nie spieszy się na autostradzie - mówi Tomasz Niemczyński, prezes spółki Stalexport Autostrada Małopolska
- Jeśli komuś nie odpowiada przejazd remontowaną A4, to może pojechać inną drogą. Można protestować przez nieużywanie - mówi Tomasz Niemczyński, prezes Stalexportu Autostrady Małopolskiej, spółki zarządzającej płatną autostradą A4 Katowice-Kraków.
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Tomasz Głogowski: Jeździ Pan czasem autostradą?

Tomasz Niemczyński, prezes Stalexportu Autostrady Małopolskiej: - Pewnie, że jeżdżę.

A ile czasu zajmuje Panu podróż z Katowic do Krakowa?

- Do Krakowa to akurat podróżuję rzadko, ale pojechałem ostatnio w niedzielę i wracałem w środę. Ruch był duży, mimo to nie miałem żadnych kłopotów z przejazdem. Był tylko pięciominutowy korek w Chrzanowie, bo tam są największe remonty na długości ok. 5 kilometrów. Obserwowałem, jak zachowują się inni kierowcy. Na każdym zwężeniu są strasznie duże luki między samochodami. Wciąż zdarzają się tacy, którym nie śpieszy się na autostradzie. Mogą jechać 90 km na godzinę, a jadą 60 km. A reszta za nimi.

Chce Pan powiedzieć, że jakby kierowcy inaczej się zachowywali, to nie byłoby korków?

- Nie, bo od razu pan napisze, że to co dzieje się na autostradzie, to wina kierowców, a tak przecież nie jest. Niemniej jednak przydałoby się trochę innego podejścia także z ich strony, żeby ruch był bardziej płynny. Wystarczyłoby przestrzeganie znaków drogowych i trochę wyobraźni.

Autostrada nie jest dziś produktem pełnowartościowym.

- Zwykły, zdenerwowany kierowca może tak czasem pomyśleć. Ale jak patrzy się na to z punktu widzenia prawa, organizacji ruchu, czy oznakowania, to uważam, że nie ma się czego wstydzić. Bezpieczeństwo nawet na remontowanej autostradzie jest o niebo lepsze niż na każdej drodze krajowej. W ogóle nie ma czego porównywać. Ale nie ma przymusu jeżdżenia autostradą.

Kto nie chce...

- Niech nie jedzie. Każdy może wybrać drogę alternatywną.

Niedawno Mariusz Fras, adwokat z Katowic wygrał z Pana firmą proces sądowy. Zdenerwowany ciągłymi remontami nie zapłacił na drugiej bramce, a sąd uznał, że adwokat miał prawo kwestionować jakość oferowanych usług.

- Uznajemy ten wyrok, ale nie zgadzamy się z argumentacją sądu, który stwierdził, że pan mecenas mógł się zdenerwować, bo nie spodziewał się takich utrudnień. Moim zdaniem ktoś, kto tu mieszka, musi wiedzieć, że na autostradzie przeprowadzane są remonty i trzeba się z tym liczyć.

Czyli jak wiedział, że są remonty, to nie mógł się zdenerwować?

- Mógł, ale powinien zapłacić i ewentualnie później dochodzić swoich roszczeń na drodze cywilnej. Widzę inne niebezpieczeństwo. Zgodnie z taką interpretacją kierowcy mogą zacząć sami decydować kiedy i za co zapłacą, a kiedy nie. Mogą np. uznać, że nie zapłacą podatku dochodowego albo zamiast 18 proc. zapłacą tylko 10 proc. stawki, ponieważ nie podoba im się sposób wydatkowania pieniędzy przez rząd.

Inna sprawa, że dziś wszyscy krzyczą: obniżcie opłaty! Ale nawet gdybyśmy to zrobili, to za trzy dni nikt nie będzie już o tym pamiętał. Przyjedzie kolejny kierowca i powie: nie, ja uważam, że nie powinno być np. 5 zł tylko 3 zł.

Czy po tym, jak sprawa mecenasa Frasa stała się głośna, ktoś próbował iść w jego ślady i nie płacić za przejazd autostradą?

- Dwaj dziennikarze jednej z gazet przeprowadzili prowokację i powołując się na wyrok sądu odmówili zapłaty. Nie wiem, co chcieli udowodnić. Wszczęliśmy normalną procedurę. Wezwaliśmy ochronę oraz policję i dalej będziemy tak robić.

Nie obawiacie się więc lawiny pozwów od innych kierowców, którzy wezmą przykład z adwokata?

- Argumentacja, która w jego przypadku zadziałała, jest już martwa. Dzięki rozgłosowi nikt już nie może powiedzieć, że nie wiedział, że autostrada jest remontowana. Wszelkie próby naśladowania byłyby czynami popełnianymi świadomie, więc bez cienia wątpliwości podlegałyby pod wyłudzenie. Powtarzam, jeśli komuś nie odpowiada przejazd remontowaną A4, to może pojechać inną drogą. Można protestować przez nieużywanie.

Nie ma więc szans na obniżenie opłat?

- Żadnych, bo nawet umowa koncesyjna czegoś takiego nie przewiduje. Przypomnę, że kredyt na remont autostrady dostaliśmy w komercyjnych bankach, które na każde obniżenie przychodów, nawet z powodu kryzysu, reagują bardzo nerwowo.

Ale autostrada jest ciągle w remoncie.

- Państwo budowało tę drogę przez 20 lat i nie potrafiło jej dokończyć. Dopiero, gdy w 1994 roku weszła w życie ustawa autostradowa, ówczesne władze zdecydowały, że będzie to droga płatna i przekazały ją w drodze przetargu w ręce prywatne, czyli naszej firmy. Pierwszy poważny remont zrobiono za pieniądze Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju w latach 1996-97. Jakość wykonanych wówczas prac pozostawiała wiele do życzenia. Musieliśmy naprawić to, co kiedyś zepsuto i jeszcze będziemy musieli zrefundować państwu kredyt zaciągnięty wtedy w EBOR razem z odsetkami, co dzisiaj wynosi około 220 mln zł. Teraz jest już za późno na dyskusje, czy program autostradowy był dobry, czy zły. Dokończenie remontów jest niezbędne, bo autostradą nie dałoby się jeździć. Wyglądałaby jak inne drogi w kraju, czyli dziura na dziurze.

To media tworzą zły klimat wokół autostrady?

- Nie, to raczej ludzie nie są przyzwyczajeni do płacenia za drogi. Nie wiedzą też, jak funkcjonuje system koncesyjny, albo ich to nie interesuje. Zresztą słusznie, bo co przeciętnego Kowalskiego obchodzi jakie SAM ma umowy z państwem, z bankami, to że działa w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego i firma będzie dzieliła się zyskami ze Skarbem Państwa. Program budowy autostrad w naszym kraju kuleje. Gdy dostawaliśmy koncesję, ówczesna Agencja Budowy i Eksploatacji Autostrad mówiła o 2 tysiącach kilometrów autostrad płatnych w krótkim czasie. Gdyby te autostrady rzeczywiście wybudowano, ludzie zdążyliby się przyzwyczaić do płacenia i mniej by się denerwowali. Teraz ktoś, kto jedzie A4 200 kilometrów za darmo z Wrocławia do Katowic, nagle przyjeżdża do Mysłowic, staje na bramkach i nie dość, że musi płacić, to ma jeszcze remonty. A4 Katowice-Kraków to jedyny płatny odcinek na południu Polski i na dodatek dość krótki. Już dawno inne odcinki też powinny być płatne.

Dalej jednak uważam, że powinienem mieć prawo kwestionować jakość usług. Jeżeli idę do sklepu i kupuję buty, to nie dostaję dziurawych. A jak się rozkleją, to mogę je reklamować.

- Ale w przypadku płatnej autostrady nie ma relacji klient - sprzedawca usługi, czy towaru. Opłata, którą wnosi kierowca na bramkach, to nie cena za usługę, ale opłata za korzystanie z drogi, wnoszona również na rzecz Skarbu Państwa. Autostrada jest cały czas drogą publiczną i państwową. My tylko na czas trwania koncesji poddzierżawiamy teren i dzielimy się zyskami z państwem. Wszystkie urządzenia i instalacje, które tu wybudowaliśmy, wrócą do państwa gdy w 2027 roku skończy się umowa koncesyjna.

Czy dla świętego spokoju zrobiliście symulacje dotyczące obniżenia opłat?

- Wręcz przeciwnie. Banki udzielając kredytu na remont domagały się, by podwyższyć opłaty jeszcze o złotówkę, do 7,5 zł. Ale nie zdecydowaliśmy się na to i przez ostatnie trzy lata opłata, utrzymuje się na tym samym poziomie.

Ale podwyżki będą?

- Kiedyś na pewno tak, gdy skończą się remonty i poprawi się standard autostrady.

O ile?

- Trudno przesądzać, ale co najmniej o złotówkę. Nie wiem jednak kiedy to nastąpi. Za to, gdy w listopadzie tego roku skończą się remonty nawierzchni, to powinna ona wytrzymać 10-12 lat. Kierowcy wreszcie odetchną.

A jak Pan ocenia inicjatywę kilku posłów, którzy chcą ustawowo wprowadzić zniżki na czas remontu dróg? To dobry pomysł?

- Mało poważny. Taki sam, jak propozycja, by nagrywać wszystkich, którzy kupują w Polsce alkohol. W pierwszej chwili myślałem, że to żart. Nie da się arbitralne określić czasu trwania remontów, bo to zależy od bardzo wielu czynników. Są posłowie, którzy nie mają niestety dostatecznej wiedzy na temat prac remontowych, zarówno w kontekście prawnym, jak i czysto technicznym. Występują do wszystkich urzędów i prokuratury, doszukując się łamania przez nas prawa, oszukiwania kierowców. Jeszcze raz powtórzę: opłaty, które pobieramy to efekt umowy zawartej kiedyś z państwem. Pokrywamy z nich koszty utrzymania oraz remontów. Likwidując je ugodzilibyśmy nie tylko w prywatną firmę, ale pośrednio też w Skarb Państwa i kierowców. Wtedy autostrada szybko stałaby się kolejną dziurawą drogą lokalną.

Serwis komunikacja poleca: Rewolucja na A4: zamiast biletów będą chipy



Podziel się

  • 286 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

  • Nie ma problemu prezesiku, ale zaraz zrezygnujesz incipit 06.06.09, 15:20

    Nie ma problemu prezesiku, ale zaraz zrezygnujesz z zapisu w umowie o nieremontowaniu i polepszaniu dróg równoległych. Wytniesz to z umowy i możesz brać tyle ciaćków ile chcesz.»

  • Re: Kto nie chce niech nie jedzie A4. Taki protes maniek_ok 07.06.09, 10:14

    Macie Polaczki swoje autostrady - przecież tego właśnie chcieliście! I dalejmamlecie przy każdej okazji o autostradach i żeby budować ich setki - za wszelkącenę. Kiedy wreszcie ktoś tu »

  • Trudno dobrać słow dostatecznie obraźliwe.... ksks3 07.06.09, 18:26

    ... a jednocześnie takie, których nie wytnie moderator. Bo jeżeli prezes tak rozumie biznes to następna koncesja dla niego powinna dotyczyć sprzątania przystanków autobusowych a nie »