Gapowicz to zwykły złodziej. Pasażerowie mają go dość
09.02.2012
, aktualizacja: 09.02.2012 00:12
Jeszcze kilka lat temu współpasażerowie bronili tych, którzy jeżdżą bez biletu. Ostatnio autobusowi adwokaci zniknęli, podobnie jak pobłażliwy "gapowicz" został wreszcie nazwany po imieniu "złodziejem". Ludzie zrozumieli, że nie kto inny, tylko oni sami płacą za biletowych oszustów - pisze
SONDAŻ
Pamiętam, jak kilka lat temu poczułem się nieswojo, wchodząc do autobusu w Niemczech. Miałem co prawda kilkudniowy karnet na przejazdy, ale moja komunikacyjna prowincjonalność wyszła w czasie wsiadania. O tym, że w większości cywilizowanych krajów wchodzi się pierwszymi drzwiami, pokazując bilet kierowcy, mało kto u nas słyszał. Wsiadłem środkowymi i rozsiadłem się zadowolony. Szybko poczułem, że coś jest nie tak. Od współpasażerów biła co najmniej niechęć, jeśli nie wrogość. Po dłuższej chwili ktoś nie wytrzymał i wyjaśnił, że powinienem pójść i kupić bilet u kierowcy. Pokazałem szoferowi mój bilet okresowy, atmosfera się rozluźniła, a ja tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że Niemcy to własną matkę sprzedaliby w imię przepisów.
To, że to wcale nie niemiecka przypadłość, dotarło do mnie, kiedy krótko później byłem w Londynie. Tam jeszcze bardziej zdziwiony obserwowałem, jak szofer zatrzymał autobus, bo ktoś próbował prześlizgnąć się przez kontrolę. Nic więcej nie musiał robić. Resztę zrobili już sami pasażerowie, usuwając delikwenta z pojazdu, a ja przypominałem sobie, jak taka scena wyglądała wtedy u nas. Kontrolerzy, którzy złapali kogoś bez biletu, najpierw musieli stoczyć słowną potyczkę z innymi pasażerami. Ludzie z zaskakującym uporem bronili oszusta i mnożyli argumenty, które miały ocalić go od kary: a bo to młody, albo stary, tylko kawałek chciał podjechać, a w ogóle to znajdźcie sobie panowie inne zajęcie zamiast nachodzić porządnych ludzi w drodze do pracy.
Ostatnio w tramwaju, którym jeżdżę, obserwuję nowe zjawisko. Obrońcy gdzieś zniknęli. Nie ma już zajadłej walki i niezrozumiałej solidarności przeciwko kontrolerom. Spostrzeżenie potwierdza Tomasz Musioł, kontroler KZK GOP z prawie 20-letnim stażem. Kontrolerzy takich ludzi nazywali adwokatami i jeszcze niedawno nie mogli się od nich opędzić. Teraz nie dość, że adwokatów nie ma, to na dodatek zamieniają się w oskarżycieli. Musioł opowiada, że coraz częściej kontrolerzy słyszą słowa otuchy i aprobaty. - Bardzo dobrze, dlaczego my mamy płacić, a inni nie - przyznają rację kontrolerom pasażerowie.
Z internetowych forum coraz częściej znika też podszyte pozytywną zaradnością i poczciwością określenie "gapowicz". Zamiast tego ludzie zaczynają nazywać rzecz po imieniu - złodziejstwo i oszustwo. To trochę jak ze szkolnym ściąganiem. My przymykamy na nie oko, w angielskim nie ma takiego słowa, jest za to zwykłe "oszustwo".
Anna Koteras, rzeczniczka KZK GOP, również obserwuje zmianę świadomości pasażerów. Przekonuje, że ludzie wreszcie poszli po rozum do głowy. Zrozumieli, że biletowi złodzieje nie oszukują jakiejś bliżej nieokreślonej organizacji, tylko ich samych. To właśnie złodzieje są po części winni wysokości podwyżek biletów. Koteras porównuje autobus do taksówki, którą zamówiliśmy. Nagle ktoś się dosiadł na waleta, dojechał na miejsce i trzasnął drzwiami, zostawiając nas z rachunkiem. Prawda, że taka darmowa podwózka by nie przeszła?
To, że to wcale nie niemiecka przypadłość, dotarło do mnie, kiedy krótko później byłem w Londynie. Tam jeszcze bardziej zdziwiony obserwowałem, jak szofer zatrzymał autobus, bo ktoś próbował prześlizgnąć się przez kontrolę. Nic więcej nie musiał robić. Resztę zrobili już sami pasażerowie, usuwając delikwenta z pojazdu, a ja przypominałem sobie, jak taka scena wyglądała wtedy u nas. Kontrolerzy, którzy złapali kogoś bez biletu, najpierw musieli stoczyć słowną potyczkę z innymi pasażerami. Ludzie z zaskakującym uporem bronili oszusta i mnożyli argumenty, które miały ocalić go od kary: a bo to młody, albo stary, tylko kawałek chciał podjechać, a w ogóle to znajdźcie sobie panowie inne zajęcie zamiast nachodzić porządnych ludzi w drodze do pracy.
Ostatnio w tramwaju, którym jeżdżę, obserwuję nowe zjawisko. Obrońcy gdzieś zniknęli. Nie ma już zajadłej walki i niezrozumiałej solidarności przeciwko kontrolerom. Spostrzeżenie potwierdza Tomasz Musioł, kontroler KZK GOP z prawie 20-letnim stażem. Kontrolerzy takich ludzi nazywali adwokatami i jeszcze niedawno nie mogli się od nich opędzić. Teraz nie dość, że adwokatów nie ma, to na dodatek zamieniają się w oskarżycieli. Musioł opowiada, że coraz częściej kontrolerzy słyszą słowa otuchy i aprobaty. - Bardzo dobrze, dlaczego my mamy płacić, a inni nie - przyznają rację kontrolerom pasażerowie.
Z internetowych forum coraz częściej znika też podszyte pozytywną zaradnością i poczciwością określenie "gapowicz". Zamiast tego ludzie zaczynają nazywać rzecz po imieniu - złodziejstwo i oszustwo. To trochę jak ze szkolnym ściąganiem. My przymykamy na nie oko, w angielskim nie ma takiego słowa, jest za to zwykłe "oszustwo".
Anna Koteras, rzeczniczka KZK GOP, również obserwuje zmianę świadomości pasażerów. Przekonuje, że ludzie wreszcie poszli po rozum do głowy. Zrozumieli, że biletowi złodzieje nie oszukują jakiejś bliżej nieokreślonej organizacji, tylko ich samych. To właśnie złodzieje są po części winni wysokości podwyżek biletów. Koteras porównuje autobus do taksówki, którą zamówiliśmy. Nagle ktoś się dosiadł na waleta, dojechał na miejsce i trzasnął drzwiami, zostawiając nas z rachunkiem. Prawda, że taka darmowa podwózka by nie przeszła?
- 79 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
23 głosy
-
Gapowicz to zwykły złodziej. Pasażerowie mają g...
grzegorz.ostry
10.02.12, 12:45
Zasada jest prosta:Dać ludziom uczciwie zarobić(nie alternatywa chleb lub bilet),jeżdzić punktualnie czystym taborem,przejść kurs dobrego wychowania a gdy po spełnieniu tych warunków ktoś »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


