Kazimierz Kutz: Nowa siła

Kazimierz Kutz
13.02.2012 , aktualizacja: 13.02.2012 17:15
A A A Drukuj
Moim zdaniem ziemia w Polsce drży, i nie mam najlepszych przeczuć co do najbliższej przyszłości, bo widać coraz wyraźniej, że rząd nie dorasta do rzeczywistości w nowej sytuacji. Mam na myśli bunt w cyberprzestrzeni.
Kazimierz Kutz
Fot. Adam Kozak/Agencja Gazeta
Kazimierz Kutz
Umiejętność kontynuacji jest jakby obca polskiej psychice i wyobraźni; u nas co cztery lata wszystko zaczyna się od nowa, a więc wbrew temu, co zostało po poprzedniku. Sprawowanie władzy państwowej od wieków, czyli prawie od zawsze, nie dorastało na terenie Polski do wymogów życia, bo źle swego czasu pojęto wolność, z głupoty szlachty stała się "złotą wolnością"; przez liberum veto (jeden poseł mógł obalić każdą ustawę) rozpadła się Rzeczpospolita. Na pół ćwierci milenium, z własnej woli, utracono niepodległość. Stąd warcholstwo czy sobiepańskość (dziś łatwe do odczytania jako partyjniactwo) jest u nas równie silną tradycją, co umiłowanie wolności i tęsknota za ładem społecznym. Jedni potrafią robić na drutach skarpetki, a inni nigdy się tego nie nauczą. Europa szła swoją drogą ku Rewolucji Francuskiej, a potem ku demokracji, a Polacy szamotali się pod trzema zaborcami. I lubią tańczyć na mogiłach. Dlatego Polska do dziś jest krajem niedoklutym i długo takim jeszcze będzie.

Ostatnie dwudziestolecie było cudnym odzyskaniem wolności, osiągniętym wysiłkiem zbiorowym robotników i garstki elit umysłowych, wyrosłych głównie na tradycjach oświeceniowych, a także społecznych nauk (posoborowych) Kościoła. Dziś widzimy wielki deficyt w obydwu branżach, bo narodowo-katolicka miazga pożera autorytety. Historyczne fusy przysypują żyzną glebę. Minione dwudziestolecie to uciążliwe wchodzenie w "normalność" Europy, czyli dostosowanie się do jego praw, struktur i obyczajów. A także procedur, z czym idzie nam najgorzej, bo w nich skroplone są praktyki społeczne, które Polakom nie były dane jako doświadczenie własne.

Aż przyszedł wstrząs wolnościowy ze świata wirtualnego, który rozprzestrzeniał się poza sceną politycznych praktyk, czyli partyjnych przepychanek i bogoojczyźnianej fuszerki. Wieloletnie tirli-pirli między PiS i PO brano za politykę rzeczywistą, tymczasem gejzer wolności internautów wychynął jak górotwór pomiędzy dwoma atrapami. Oni, globalni, mają internet za swoją nową ojczyznę i naszym patriotom trudno będzie wytłumaczyć, że nią jest, choć nikt PiS-u nie będzie pytał o zdanie. Nie targuje się ze zdechłą rybą. Kaczyński raz jeszcze wszystko zwali na Tuska i zdrzemnie się pod jakimś płotem ziobrystów. Teraz Donald Tusk musi wejść w szranki z całkiem nowym i oryginalnym zjawiskiem współczesnego pojmowania wolności, i jest wobec niego całkowicie bezradny. Wiele rzeczy musi uczyć się od nowa, a w międzyczasie wyzbył się wszystkich mądrych przyjaciół. Dlatego - być może - będziemy świadkami jego osobistego dramatu. Ale, by chcieć być wielkim, należy sprostać nieosiągalnemu. Oto najmłodsze pokolenie weszło w grę, które nie jest ani religijne, ani polityczne. Już w najbliższych wyborach może radykalnie zmienić pejzaż polskiej demokracji. Ale zachodzi obawa, że "zakonsultujemy" się na śmierć.

Historia Śląska szła innym tokiem, my, tu na Śląsku, byliśmy jako szczep biernymi świadkami polskiej historii, co sprawiło naszą inność, którą dziś z coraz większym uporem nazywamy tożsamością śląską. I słusznie, bo jesteśmy produktem swojego odmiennego losu, całkiem osobnego od polskiej epoki jagiellońskiej i czasów saskich. Nie uczestniczyliśmy w nich. Żyliśmy przez wieki w swoich etnicznych enklawach pośród obcych. Usiłowano nas przerabiać na różnych kopytach, nacjonalizować i przemieszczać na pozycje drugorzędne. I do dziś, niby demokratyczne państwo polskie, nie jest w stanie pogodzić się ze śląskim fenomenem z pogranicza wielu nacjonalizmów i kultur. Górny Śląsk przystaje do kultury polskiej i do kultury niemieckiej, ale jest ciągle sobą, bo jego historyczny los - jego wielowiekowe osamotnienie - opiera się na własnej pamięci dziejowej, umożliwia swoje widzenie świata, i domaga się szacunku do swojej historycznej odmienności. Nie można mieć pretensji do żółwia, że nie jest rybą.

Dlatego ważnym wydarzeniem jest zalegalizowanie Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej w Opolu, w najstarszej stolicy Śląska. I mieszka w nim Dorota Simonides (z Nikiszowca), która jest prawdopodobnie najbardziej przerażoną osobą tym, co stało się. Umówmy się: to także przejaw powiewu nowej wolności. Ale już od dawna opowiadając o Śląsku poza jego granicami, czyli w Polsce, używałem - dla podkreślenia jego odmienności - terminu "narodek śląski", albo w wersji bardziej krańcowej - "inna rasa ludzi". Teraz "narodek śląski" ma w SONŚ swoje nowe schronisko, w którym będzie mogło działać ku uciesze własnej i innych obywateli Państwa Polskiego. Ci, co wpiszą się w nowe stowarzyszenie, będą mogli uczestniczyć w dorocznych zjazdach Narodu Śląskiego, całkiem apolitycznych, ale za to naszpikowanych śląskimi bezeceństwami. Np., kto może sobie wyobrazić na katowickim rynku miotlorza z udziałem 10 000 osób? Albo trzygodzinny kurs opalania się blank nago pomiędzy pomnikami Korfantego i Piłsudskiego? Albo ogólnośląski konkurs na wodzionka w Wielki Piątek?

Termin "naród śląski" może już wejść do języka obiegowego.

Podziel się

  • 192 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    26 głosów

  • arnold czuwa nad tym, aby to co tu się veneziano 13.02.12, 20:10

    znajdzie było od razu odpowiednio zaklasyfikowane...wiesz ci, pocałuj mnie w dupę abo bajsnij mie w rzić abo leck mich am Arsch razem ze swoim rasiem...nudzisz mnie, chopie»

  • Kazimierz Kutz: Nowa siła jacgg 13.02.12, 23:31

    Stary cap ogłosił powstanie narodu. Kończ waść, wstydu oszczędź.»

  • Kazimierz Kutz: Nowa siła szpak.nie 14.02.12, 14:12

    Mi także bardzo żal premiera Donalda Tuska, też uważam, ze PiS znów zrzuci na niego całą winę, a dobrze wiemy, ze to nie wina Tuska, ze jest nieudolnym leniem, to ewidentnie wina PiSu. »