Michał Smolorz: Jak udowodnić, że nie jest się wielbłądem?

Michał Smolorz
13.02.2012 , aktualizacja: 13.02.2012 17:13
A A A Drukuj
Znów muszę przytoczyć światłą myśl Mistrza Kazimierza Kutza, który od lat powtarza, że Ślązacy są w Polsce wice-Żydami. Ciągle się nas o coś podejrzewa, o jakieś skryte intencje i tajemne zbrodnie.
Michał Smolorz
Fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Gazeta
Michał Smolorz
Żydzi mieli porywać chrześcijańskie dzieci, mordować je rytualnie, zaś utoczoną krew dodawać do macy. Nikt nigdy takiego ceremoniału nie widział, nikt nigdy nie znalazł nań dowodów, ale wszyscy i tak wiedzieli swoje: kiedy w okolicy zaginęło dziecko, to z pewnością porwali je Żydzi i w szabas schrupali macę z jego krwi (jeśli w okolicy nie było Żydów, w odwodzie pozostawali Cyganie). A my - Ślązacy - jak powszechnie wiadomo, nie zabijamy polskich dzieci, za to chcemy oderwać Śląsk od Polski i przyłączyć do Niemiec. Czyli jesteśmy separatystami i to wie każdy świadomy Polak.

Odbyłem spotkanie w Warszawie, w środowisku akademickim, pośród ludzi wykształconych, oczytanych i otwartych na świat współczesny. Imprezę zdominowały pytania, co my tam na Śląsku wyrabiamy, dlaczego chcemy doprowadzić do "dekompozycji państwa polskiego", do "piątego rozbioru Polski" (czwarty, jak wiadomo, dokonał się w 1939 roku) i w ogóle dlaczego tak bardzo chcemy być w Niemczech. Przez trzy godziny nie byłem w stanie wypowiedzieć do końca ani jednego wątku, którego by mi nie przerywano - uczestnicy spotkania nie chcieli słuchać, bo wiedzieli swoje. Może pan wygadywać, co pan chce, może pan zaprzeczać i zaklinać wszystkie świętości, ale wy i tak chcecie wejść w skład RFN, a Polska nie może na to pozwolić. Proszę nie myśleć, że to było środowisko ortodoksyjnych PiS-owców albo, nie daj Boże, koło przyjaciół Radia Maryja. Nic z tego, na sali dominowała światła elita liberalna - ale w tej akurat dziedzinie umysły ściskało im jakieś imadło.

Na jedną chwilę udało mi się odzyskać inicjatywę, a nawet wprowadzić słuchaczy w konsternację. Zapytałem, jak sobie wyobrażają to nasze przyłączenie do Niemiec pod względem czysto fizycznym i geograficznym, skoro od najdalej na zachód wysuniętych rubieży Górnego Śląska do niemieckiej granicy jest jakieś 180 km. Może na przykład wynajmiemy cztery potężne helikoptery, podwiesimy do nich naszą Heimat i przeniesiemy za Odrę i Nysę Łużycką, a najlepiej od razu za Łabę, żeby ominąć dawną NRD? Po chwili namysłu poważny doktor habilitowany wyjaśnił, że nie ma co żartować, bo sprawa jest poważna, a śląscy separatyści mają to już dawno przemyślane. Najpierw przejmą Górny Śląsk, potem, jak już się poczują mocni, to zaanektują Śląsk Dolny (taki Anschluss), a wtedy droga do zjednoczenia z Niemcami stanie otworem. Doktor habilitowany był w Goerlitz, gdzie jeszcze za życia Herberta Hupki otwarto za wielkie pieniądze Muzeum Śląskie, a teraz na całych Łużycach propaguje się "ideę ślązakowską". To znaczy, że jak już nasi polscy "ślązakowcy" opanują Śląsk cały i dotrą do Nysy Łużyckiej, to na moście granicznym powitają ich niemieccy "ślązakowcy" i nastąpi zjednoczenie Śląska pod niemieckim sztandarem. Niewykluczone jednak, że tego będzie im mało, więc będą dążyli do utworzenia niezależnego państwa, a wtedy czeka nas powtórka krwawego terroru z Kraju Basków. Wszak RAŚ działa wedle tej samej strategii co ETA: najpierw autonomia w Baskonii hiszpańskiej, potem roszczenia do Baskonii francuskiej, potem zjednoczenie i w końcu niezależne państwo. A wszystko w huku bomb i serii z karabinów maszynowych, z tysiącami niewinnych ofiar.

Zbaraniałem i nie próbowałem polemizować. Wszelka dyskusja stawała się bezcelowa, zgromadzone towarzystwo wiedziało lepiej. Miało nade mną moralną przewagę, bo nie chodziło mu o żadne animozje warszawsko-śląskie, ale o szczerą patriotyczną troskę o ojczyznę i jej pokój wewnętrzny. Czyli o to, co nieznośny śląski ludek zakłóca.

Podziel się

  • 73 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    22 głosy