Michał Smolorz: Głos demona nietolerancji

Michał Smolorz
31.01.2012 , aktualizacja: 31.01.2012 00:23
A A A Drukuj
Ile znieść musi człowiek starej daty, by młodzi rodzice pojęli, że kula ziemska, słońce i galaktyka nie kręcą się wokół ich dziatek? Że poza bezgranicznym i bezkrytycznym uwielbieniem, jakie oni sami żywią dla swojej progenitury, na świecie żyje kilka miliardów innych ludzi. I każdy z nich ma swoje własne problemy, radości i smutki, i wcale nie musi się zachwycać baraszkowaniem małego Sebastiana, świdrującym wrzaskiem małej Patrycji lub rzadką kupką małego Alana. Niestety, do pewnej grupy rodziców to nie dociera. Do niektórych dziennikarek również.
Michał Smolorz
Fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Gazeta
Michał Smolorz
W internetowym wydaniu "Gazety" przeczytałem artykuł Magdaleny Warchali pt. "Wierni krzywo patrzą na płaczące w kościele dzieci? Jest na to sposób" (z dn. 20.01.2012). Główna teza wywodu jest mniej więcej taka: dlaczego w naszych kościołach panuje brak tolerancji dla rodziców z małymi dziećmi, karcące spojrzenia, zwracanie uwagi? Bo przecież powinniśmy być wyrozumiali, gdy te nasze skarby wydzierają się, gaworzą, biegają po świątyni, skaczą po ławkach albo zapamiętale kopią w nie, wspinają się na ołtarz, demolują bożonarodzeniowe betlejki i bawią się w chowanego między konfesjonałami.

Z niewiadomych przyczyn rozpanoszyło się przekonanie, że małe dzieci powinny być obecne zawsze i wszędzie w tak zwanej przestrzeni publicznej, że nie powinno być dla nich miejsc niedostępnych. I że każda instytucja powinna z szacunkiem witać rodziny z oseskami, zapewniać im opiekę i wszelkie inne udogodnienia. Całkiem spora grupa rodziców przynosi niemowlaki do teatrów i na koncerty, bo przecież zawczasu trzeba je oswajać ze sztuką - tacy są nowocześni. Spotykałem nawet panią, która w teatrze karmiła piersią, siedząc na widowni. Żebyż jeszcze ci ludzie uznawali prawo innych gości do przeżywania sztuki w ciszy i skupieniu i przynajmniej starali się dzieci uspokajać. Ale gdzie tam: kompozytor zapisał w partyturze subtelne pianissimo, Hamlet woła "być albo nie być", a tu bachor wrzeszczy wniebogłosy, artyści i słuchacze dostają szału, ale mamuśka nie widzi powodu, aby dziecię stresować zakazami lub ograniczeniami, a tym bardziej, by wyjść z nim sali. Niech wrzeszczy, po to Pan Bóg dał mu ten aparat, aby mogło bez ograniczeń wyrażać emocje.

Do niedawna było oczywistym, że świątynia jest miejscem głębokiego modlitewnego skupienia, gdzie przychodzi się przeżywać najbardziej intymne akty wiary, wysłuchać z namysłem kazania, przeżywać Eucharystię. Niestety, dla części mamuś i tatusiów kościół niczym się nie różni od osiedlowego placu zabaw albo centrum handlowego, gdzie przychodzi się w niedzielę z wózkiem, siada na ławce, a dziecko puszcza samopas, niech sobie w ramach bezstresowego wychowania pohasa, pokopie i powrzeszczy. I proszę mi nie opowiadać bredni, że dziecka nie sposób okiełznać. Zdecydowana większość rodzin przychodzi z dziećmi do kościoła i potrafi je utrzymać w ryzach. Wystarczy jedna z familia z "bezstresowym", by sterroryzować świątynię i zniweczyć cały nastrój.

Oczywiście trzeba przyklaskiwać proponowanym przez autorkę rozwiązaniom (osobne msze dla rodzin z dziećmi lub wydzielone pomieszczenia za szybą) - wszędzie tam, gdzie to jest możliwe. Ale gdzie takich możliwości nie ma, nie można trzymać w szachu kilkuset ludzi i zmuszać ich do znoszenia tych tortur. Dzieci do lat 7 nie mają kanonicznego obowiązku uczestniczenia w niedzielnej mszy, rodzice mogą chodzić do kościoła na zmianę. A jeśli już zabierają dzieci, w imię szacunku dla innych powinni je uczyć istoty obecności w świątyni. Jeśli dziecko rozrabia, to znaczy, że tej świadomości nie ma, więc jaki jest sens jego tam obecności? Dopuśćcie do siebie - o wy, rodzice "bezstresowych" geniuszy - tę oczywistość, że wasza familia niekoniecznie jest najważniejsza na świecie. Co niniejszym przypomina ojciec czwórki (już dorosłych) dzieci i dziadek pięciorga (małoletnich) wnucząt.

Podziel się

  • 25 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

  • Re: Michał Smolorz: Głos demona nietolerancji lord_destroyer 31.01.12, 15:48

    Jak byłem mały, mama zabierała mnie do kościoła i jasne - robiłem głupoty, zwłaszcza jak obok znaleźli się znajomi z podwórka. Różnica między moim pokoleniem, a pokoleniem obecnym jest taka,»

  • Michał Smolorz: Głos demona nietolerancji vito3 01.02.12, 18:25

    ja uwazam ze gospodarz interesu dobiera sobie fanow,ksiedzu dzieci nie przeszkadzaja bo przychodzi,smolorzowi przeszkadzaja nikt go nie pedzi smolorz mysli ze jest kibolem i uzna matki z »

  • Michał Smolorz: Głos demona nietolerancji pacynka0258 13.02.12, 22:32

    autor chyba nie widział jeszcze dokarmiania i pojenia pociech w kościele - to jest dopiero cyrk»