Kazimierz Kutz: 1:0
12.01.2012
, aktualizacja: 13.01.2012 16:59
Boje Ślązaków o prawne uznanie swojej tożsamości etnicznej przypominają golgotę. Zarejestrowanie w Opolu Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej raz jeszcze pokazuje, ile jest uprzedzeń i złości w ludziach, gdy tylko dotknie się inności śląskiej.
ZOBACZ TAKŻE
- Kazimierz Kutz: Tak to leci (31-01-12, 00:21)
- Kazimierz Kutz: Iwacho (27-01-12, 16:24)
- Kazimierz Kutz: Factum est fatum (17-01-12, 17:30)
- Kazimierz Kutz: Piękny smutek (01-01-12, 23:06)
- Kazimierz Kutz: Co komu pod choinkę? (24-12-11, 10:34)
- Kazimierz Kutz: Miasto musi się przebudzić (14-12-11, 11:09)
- Kazimierz Kutz: Rewitalizacja kopalni Mysłowice (11-12-11, 18:51)
- Kazimierz Kutz: Szopienice, Ojczyzno moja... (11-12-11, 18:48)
Pan Andrzej Gałażewski, poseł z Gliwic, jest tego najlepszym przykładem, bo natychmiast na swojej internetowej witrynie dał sprawie odpór w języku iście prokuratorskim: " kreacja narodowości śląskiej jest niewątpliwie działaniem politycznym, w którym język śląski i kultura są tylko narzędziami do osiągnięcia celu politycznego i wyodrębnienia się pewnej grupy osób z narodu polskiego".
Pytam: jakiego celu i jakiego wyodrębnienia? Mamy tu do czynienia z moralnie niską insynuacją na temat zakapturzonej działalności antypaństwowej grupy wywrotowców, do której należę (obok Michała Smolorza i Jerzego Gorzelika), choć zarejestrowane stowarzyszenie ma status podobny do organizacji hodowców kanarków czy wielbicieli ósmego dnia tygodnia. Zdaje się, że poseł z Gliwic jest jednym z nielicznych repatriantów, którzy po ponad pół wieku - choć się na Śląsku urządzili - nie zdołali się na nim zaadaptować. To przykre, bo widać, jak go to męczy. Dlatego leje pałą w nasze łby.
Znam to jego nastawienie od dawna. I wszystko byłoby w porządku, gdyby był posłem Prawa i Sprawiedliwości, bo w partii Prawdziwych Polaków w myśl doświadczenia naszych dziadków: "jak my som u Niemca, to majom nos za Poloków, a jak u Poloka, to majom nos za Niemca". My som teroz u Poloka i dlatego robiymy na etacie "zakapturzonych Niemców".
Myśl przewodnia insynuacji posła Gałażewskiego o "wyodrębnieniu się pewnej grupy osób z narodu polskiego" sugeruje, że RAŚ jest polityczną wypustką śląskiego zaprzaństwa co najmniej na rzecz Angeli Merkel. A przecież poseł jest wybrańcem (prawie od zawsze) Platformy Obywatelskiej i nie idzie o to, by się w sprawach śląskich nieco poedukował, ale o to, by miał w sobie więcej tolerancji, wszak PO jest partią proeuropejską.
Inność Ślązaków istnieje, czy kto tego chce, czy nie, i oni, obywatele wolnego państwa, zgodnie z konstytucją mają prawo domagać się usankcjonowania swojej tożsamości. W każdym cywilizowanym kraju szanuje się odmienności regionalne na równi z tożsamością państwową. Poczucie narodowości jest sferą wysoce subiektywną, zwłaszcza na dawnych pograniczach nacji i cywilizacji, a scala ją kultura, którą wybrali przodkowie. Górny Śląsk jest taką sferą i miejscowa ludność dzieli się na takich, którzy są za sąsiadem zachodnim albo wschodnim lub za swoją pierwotnością. Ja nic na to nie poradzę, że czuję w sobie prymat śląskości nad polskością. I nie widzę w tym nic podejrzanego ani złego, choć nam się to do dziś wmawia. To bezsens i dlatego walczymy o prawne uznanie tych różnic, które wyrobiły się przez wieki. Mniejszość niemiecka, a więc ci Ślązacy, którzy się zniemczyli, takie prawo ma, więc dlaczego nie chce się uznać inności pozostałych dwóch grup, choć są Polsce bliższe? Przecież w kraju demokratycznym to absurd!
Skąd się bierze ten antyśląski państwowy, zgoła ośli upór? Ano z polonocentryzmu, który często bywa nacjonalizmem i jest sklejeniem się katolicyzmu z brakiem własnej państwowości w zaborze rosyjskim. I jest także efektem odwrócenia się państwa polskiego w stronę Kresów Wschodnich od czasów jagiellońskich aż po rok 1945. Rzecz jest mentalna: w polskiej kulturze, myśleniu politycznym i aspiracjach państwowych Polska ma tylko jedne kresy - Wschodnie i nigdy nie interesowała się obrzeżem zachodnim, czyli kresami zachodnimi, które były i miały swój odmienny los. Pozostawiono je sobie. Wielowiekowe trwanie Śląska w obcych cesarstwach i przetrwanie jest tajemnicze, niepoznane, bo poza pojmowaniem utrwalonym duchowością Kresów Wschodnich.
Trzykrotny zryw powstańczy i przyłączenie po pierwszej wojnie światowej Górnego Śląska do Polski było hitem XX wieku. Józef Piłsudski, ostatni wizjoner polskiej potęgi na Kresach Wschodnich i mocarstwowego myślenia, wcale powstań na Śląsku nie chciał. Był germanofilem i czekał, co mu na zachodniej granicy kapnie. Korfantego nienawidził i z czasem wykończył go jako polityka i człowieka. W głowie mu były wielkie wyprawy na Kijów i Wilno. Jego polityczny gubernator na Śląsku Michał Grażyński przeniósł stereotyp traktowania ludzi jak na Ukrainie; radykalnie polonizował ich z urzędu, w czym podobny był do Niemców. Wszyscy, którzy przyjeżdżali na Śląsk przed wojną i po wojnie, wyposażeni byli w mentalność obrzeża wschodniego - przepełnieni misją narodową, i realizowali ją z namaszczeniem. A często z nienawiścią do Ślązaków.
Od 1926 roku, roku zamachu majowego, czyli początku państwa autorytarnego, wszyscy liderzy państwa polskiego i ich polityczne konfraternie po dzień dzisiejszy "chorują" na kompleks Kresów Wschodnich. Pod tym względem mamy do czynienia z podziwu godną kontynuacją, może jedyną, na jaką Polaków było stać. I tylko my tu, na Górnym Śląsku, do dziś mamy zaszczyt być trzymani w kresowych ryzach władczej mentalności. Tylko dlatego, że mamy swoje miejsce, własną historię, a przez to nieco odmienną tożsamość.
Poseł Andrzej Gałażewski jest spektakularnym przykładem tej "wielkopolskiej" mentalności i nic na to nie poradzimy. Jest pełnokrwistym patriotą, a my tylko ojczyźnianymi kalekami. Dla takich jak on śląskość będzie zawsze podejrzana. A nie daj Boże jak przychodzi im do głowy myśl, aby się w jakiejkolwiek sprawie zrzeszać. Wtedy Polska w zagrożeniu.
Trzeba zapisywać się, gdzie się chce, i robić swoje. Ślązacy są szczepem i mają prawo do własnych winorośli i warzenia swojego piwa!
Pytam: jakiego celu i jakiego wyodrębnienia? Mamy tu do czynienia z moralnie niską insynuacją na temat zakapturzonej działalności antypaństwowej grupy wywrotowców, do której należę (obok Michała Smolorza i Jerzego Gorzelika), choć zarejestrowane stowarzyszenie ma status podobny do organizacji hodowców kanarków czy wielbicieli ósmego dnia tygodnia. Zdaje się, że poseł z Gliwic jest jednym z nielicznych repatriantów, którzy po ponad pół wieku - choć się na Śląsku urządzili - nie zdołali się na nim zaadaptować. To przykre, bo widać, jak go to męczy. Dlatego leje pałą w nasze łby.
Znam to jego nastawienie od dawna. I wszystko byłoby w porządku, gdyby był posłem Prawa i Sprawiedliwości, bo w partii Prawdziwych Polaków w myśl doświadczenia naszych dziadków: "jak my som u Niemca, to majom nos za Poloków, a jak u Poloka, to majom nos za Niemca". My som teroz u Poloka i dlatego robiymy na etacie "zakapturzonych Niemców".
Myśl przewodnia insynuacji posła Gałażewskiego o "wyodrębnieniu się pewnej grupy osób z narodu polskiego" sugeruje, że RAŚ jest polityczną wypustką śląskiego zaprzaństwa co najmniej na rzecz Angeli Merkel. A przecież poseł jest wybrańcem (prawie od zawsze) Platformy Obywatelskiej i nie idzie o to, by się w sprawach śląskich nieco poedukował, ale o to, by miał w sobie więcej tolerancji, wszak PO jest partią proeuropejską.
Inność Ślązaków istnieje, czy kto tego chce, czy nie, i oni, obywatele wolnego państwa, zgodnie z konstytucją mają prawo domagać się usankcjonowania swojej tożsamości. W każdym cywilizowanym kraju szanuje się odmienności regionalne na równi z tożsamością państwową. Poczucie narodowości jest sferą wysoce subiektywną, zwłaszcza na dawnych pograniczach nacji i cywilizacji, a scala ją kultura, którą wybrali przodkowie. Górny Śląsk jest taką sferą i miejscowa ludność dzieli się na takich, którzy są za sąsiadem zachodnim albo wschodnim lub za swoją pierwotnością. Ja nic na to nie poradzę, że czuję w sobie prymat śląskości nad polskością. I nie widzę w tym nic podejrzanego ani złego, choć nam się to do dziś wmawia. To bezsens i dlatego walczymy o prawne uznanie tych różnic, które wyrobiły się przez wieki. Mniejszość niemiecka, a więc ci Ślązacy, którzy się zniemczyli, takie prawo ma, więc dlaczego nie chce się uznać inności pozostałych dwóch grup, choć są Polsce bliższe? Przecież w kraju demokratycznym to absurd!
Skąd się bierze ten antyśląski państwowy, zgoła ośli upór? Ano z polonocentryzmu, który często bywa nacjonalizmem i jest sklejeniem się katolicyzmu z brakiem własnej państwowości w zaborze rosyjskim. I jest także efektem odwrócenia się państwa polskiego w stronę Kresów Wschodnich od czasów jagiellońskich aż po rok 1945. Rzecz jest mentalna: w polskiej kulturze, myśleniu politycznym i aspiracjach państwowych Polska ma tylko jedne kresy - Wschodnie i nigdy nie interesowała się obrzeżem zachodnim, czyli kresami zachodnimi, które były i miały swój odmienny los. Pozostawiono je sobie. Wielowiekowe trwanie Śląska w obcych cesarstwach i przetrwanie jest tajemnicze, niepoznane, bo poza pojmowaniem utrwalonym duchowością Kresów Wschodnich.
Trzykrotny zryw powstańczy i przyłączenie po pierwszej wojnie światowej Górnego Śląska do Polski było hitem XX wieku. Józef Piłsudski, ostatni wizjoner polskiej potęgi na Kresach Wschodnich i mocarstwowego myślenia, wcale powstań na Śląsku nie chciał. Był germanofilem i czekał, co mu na zachodniej granicy kapnie. Korfantego nienawidził i z czasem wykończył go jako polityka i człowieka. W głowie mu były wielkie wyprawy na Kijów i Wilno. Jego polityczny gubernator na Śląsku Michał Grażyński przeniósł stereotyp traktowania ludzi jak na Ukrainie; radykalnie polonizował ich z urzędu, w czym podobny był do Niemców. Wszyscy, którzy przyjeżdżali na Śląsk przed wojną i po wojnie, wyposażeni byli w mentalność obrzeża wschodniego - przepełnieni misją narodową, i realizowali ją z namaszczeniem. A często z nienawiścią do Ślązaków.
Od 1926 roku, roku zamachu majowego, czyli początku państwa autorytarnego, wszyscy liderzy państwa polskiego i ich polityczne konfraternie po dzień dzisiejszy "chorują" na kompleks Kresów Wschodnich. Pod tym względem mamy do czynienia z podziwu godną kontynuacją, może jedyną, na jaką Polaków było stać. I tylko my tu, na Górnym Śląsku, do dziś mamy zaszczyt być trzymani w kresowych ryzach władczej mentalności. Tylko dlatego, że mamy swoje miejsce, własną historię, a przez to nieco odmienną tożsamość.
Poseł Andrzej Gałażewski jest spektakularnym przykładem tej "wielkopolskiej" mentalności i nic na to nie poradzimy. Jest pełnokrwistym patriotą, a my tylko ojczyźnianymi kalekami. Dla takich jak on śląskość będzie zawsze podejrzana. A nie daj Boże jak przychodzi im do głowy myśl, aby się w jakiejkolwiek sprawie zrzeszać. Wtedy Polska w zagrożeniu.
Trzeba zapisywać się, gdzie się chce, i robić swoje. Ślązacy są szczepem i mają prawo do własnych winorośli i warzenia swojego piwa!
- 68 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
14 głosów
-
Re: Kazimierz Kutz: 1:0
cirano
13.01.12, 15:49
Prokuratorom sie decyzja sondu niy podobo, kwestionujom co sie ino do, bydom walczyć o nasze spolszczynie, abo nos wg. starych wzorów wygoniom. Przeciepuje sie nom minn., że niy wyrażomy sie»
-
Re: Kazimierz Kutz: 1:0
ricfic
16.01.12, 15:13
Poloki dostali Ślōnsk w podarunku i do dzisiej niy wiedzōm co z tym fantym zrobić! Jak dugo szło, to Go wykorzystywali, a teroz jak sie czasy zmiyniōły to sie bojom Go uwolnić»
-
fajne filmiki - 3 czesci :
amoremio
24.01.12, 03:12
www.youtube.com/watch?v=oJ2LzHwktrk&feature=related www.youtube.com/watch?v=NoI0pCMn7pE&feature=related www.youtube.com/watch?v=IDrCyFVliaw&feature=related»

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter



