Michał Smolorz: Wydawanie rocznych remanentów
01.01.2012
, aktualizacja: 01.01.2012 23:10
Odkąd tylko dorosłem i zacząłem pracować, we wszystkich zakładach, instytucjach i urzędach, które w tym czasie zaliczyłem, zawsze na koniec roku znajdowały się pieniądze do szybkiego wydania.
ZOBACZ TAKŻE
- Michał Smolorz: Dziennikarstwo czy populizm? (17-01-12, 17:20)
- Michał Smolorz: Królowie dobrego smaku (12-01-12, 16:15)
- Michał Smolorz: Niesłuszna refleksja o stanie wojennym (28-12-11, 10:27)
- Michał Smolorz: Autonomia dla miasta Sosnowca (14-12-11, 11:09)
- Michał Smolorz: Katowickie liczby względne (11-12-11, 18:50)
SERWISY
Główny księgowy robił remanent i biegł do naczelnego, że mamy tydzień na przeputanie jakiejś astronomicznej kwoty, bo jak nie, to przepadnie. Pamiętam koniec grudnia 1979 w telewizji, kiedy to za jeden mały felietonik do lokalnego dziennika płacono więcej niż za cały miesiąc roboty od stycznia do listopada. Wprawdzie w swoim czasie PRL zbankrutował, ale w tej sprawie jakby czas się zatrzymał i ostatni tydzień roku po staremu oznacza gwałtowne wydawanie kasy na pierdoły. Oto kilka spektakularnych przykładów.
Urząd marszałkowski wypuścił serię gadżetów reklamujących Regionalny Program Operacyjny "Śląskie do przodu!". Produkty robią wrażenie, jakby na projektanta i wykonawcę urządzono uliczną łapankę, by nie przegapić terminu - skala estetycznej tandety jest nie do opisania. Promujące program kubki termiczne wypisz wymaluj przypominają puszki piwa Mocny Full, które pije bohater popularnego serialu Ferdek Kiepski.
Do kubków dodają kalendarz wyglądający jak skrzyżowanie serii nekrologów z fotoalbumem świata po zagładzie nuklearnej. Trzeba wielkiego talentu, aby najpiękniejsze obiekty województwa pokazać tak, że wyglądają na ruinę. Wprawdzie o gustach się nie dyskutuje, ale jednego można być pewnym: każdy po obejrzeniu tego kalendarza będzie województwo śląskie omijał z daleka i jeszcze odmówi dziesiątkę różańca za miliony ofiar kataklizmu, jaki dotknął tę przeklętą ziemię. Ale najważniejsze, że Śląsk pozostaje "krainą nowoczesnego dizajnu", a pieniądze wydano w terminie i nic nie przepadnie.
Miasto Katowice też doliczyło się kilku milionów do szybkiego zbycia, więc na okoliczność przyjazdu prezydenta pod kopalnię Wujek wykonało błyskawiczny remont okolicy. W ratuszu uznano, że oprócz 2 milionów przeznaczonych na okolicznościową chałturę estradową znajdzie się i na "infrastrukturę". Kto przechodził wówczas w okolicy kopalni, mógł podziwiać, jak dniem i nocą w morderczym pośpiechu ekipy remontowe zrywały nawierzchnie i układały nowe, odnawiały elewacje i instalacje, nawoziły, sadziły, karczowały, wywoziły, przywoziły, przekopywały i zasypywały. Ostatni raz widziałem taki wyścig z czasem przed wizytą Edwarda Gierka na kopalni Halemba w czerwcu 1980 roku. Czekałem z zainteresowaniem, czy zgodnie z utrwaloną tradycją trawniki pod Wujkiem też zostaną pomalowane na zielono, ale chyba ktoś przytomnie zauważył, że mamy grudzień i trawa o tej porze roku jest przywiędła. Jednak nie jestem pewien, czy nie rozważano i tego wariantu.
Wszystkich przebiła spółka PKP Polskie Linie Kolejowe, która w ostatnich dniach roku też ma sporo wolnych środków na koncie, więc intensywnie reklamuje przejazdy na ekspresowej linii Katowice - Kraków, której... jeszcze nie ma. Mało, że jej nie ma - jej budowa nawet się nie zaczęła. Ba! Nawet nie ustalono zasad jej finansowania, bo z reklam wynika, że inwestor dopiero zabiega o dopłaty. Nikt nie wie, kiedy szybkie pociągi przyjadą do nas spod Wawelu (i czy w ogóle kiedykolwiek przyjadą), ale na wszelki wypadek już dziś możemy słuchać reklam dowodzących, że samochodem jedzie się z Krakowa do Katowic pół godziny dłużej niż pociągiem, więc (za 20, a może 30 lat) powinniśmy rezygnować z autostrady i raczej wybierać kolej. Mamy więc do czynienia z reklamą gruszek na wierzbie w chwili, gdy wierzby jeszcze nie posadzono.
Gdyby jeszcze któraś z publicznych instytucji (np. Katowice Miasto Ogrodów) znalazła u siebie zbywające miliony i szukała sposobów na ich szybkie upłynnienie, to jestem do dyspozycji - chętnie pomogę. Do nocy sylwestrowej zdążymy, księgowy będzie zadowolony, ani złotówka nie przepadnie.
Urząd marszałkowski wypuścił serię gadżetów reklamujących Regionalny Program Operacyjny "Śląskie do przodu!". Produkty robią wrażenie, jakby na projektanta i wykonawcę urządzono uliczną łapankę, by nie przegapić terminu - skala estetycznej tandety jest nie do opisania. Promujące program kubki termiczne wypisz wymaluj przypominają puszki piwa Mocny Full, które pije bohater popularnego serialu Ferdek Kiepski.
Do kubków dodają kalendarz wyglądający jak skrzyżowanie serii nekrologów z fotoalbumem świata po zagładzie nuklearnej. Trzeba wielkiego talentu, aby najpiękniejsze obiekty województwa pokazać tak, że wyglądają na ruinę. Wprawdzie o gustach się nie dyskutuje, ale jednego można być pewnym: każdy po obejrzeniu tego kalendarza będzie województwo śląskie omijał z daleka i jeszcze odmówi dziesiątkę różańca za miliony ofiar kataklizmu, jaki dotknął tę przeklętą ziemię. Ale najważniejsze, że Śląsk pozostaje "krainą nowoczesnego dizajnu", a pieniądze wydano w terminie i nic nie przepadnie.
Miasto Katowice też doliczyło się kilku milionów do szybkiego zbycia, więc na okoliczność przyjazdu prezydenta pod kopalnię Wujek wykonało błyskawiczny remont okolicy. W ratuszu uznano, że oprócz 2 milionów przeznaczonych na okolicznościową chałturę estradową znajdzie się i na "infrastrukturę". Kto przechodził wówczas w okolicy kopalni, mógł podziwiać, jak dniem i nocą w morderczym pośpiechu ekipy remontowe zrywały nawierzchnie i układały nowe, odnawiały elewacje i instalacje, nawoziły, sadziły, karczowały, wywoziły, przywoziły, przekopywały i zasypywały. Ostatni raz widziałem taki wyścig z czasem przed wizytą Edwarda Gierka na kopalni Halemba w czerwcu 1980 roku. Czekałem z zainteresowaniem, czy zgodnie z utrwaloną tradycją trawniki pod Wujkiem też zostaną pomalowane na zielono, ale chyba ktoś przytomnie zauważył, że mamy grudzień i trawa o tej porze roku jest przywiędła. Jednak nie jestem pewien, czy nie rozważano i tego wariantu.
Wszystkich przebiła spółka PKP Polskie Linie Kolejowe, która w ostatnich dniach roku też ma sporo wolnych środków na koncie, więc intensywnie reklamuje przejazdy na ekspresowej linii Katowice - Kraków, której... jeszcze nie ma. Mało, że jej nie ma - jej budowa nawet się nie zaczęła. Ba! Nawet nie ustalono zasad jej finansowania, bo z reklam wynika, że inwestor dopiero zabiega o dopłaty. Nikt nie wie, kiedy szybkie pociągi przyjadą do nas spod Wawelu (i czy w ogóle kiedykolwiek przyjadą), ale na wszelki wypadek już dziś możemy słuchać reklam dowodzących, że samochodem jedzie się z Krakowa do Katowic pół godziny dłużej niż pociągiem, więc (za 20, a może 30 lat) powinniśmy rezygnować z autostrady i raczej wybierać kolej. Mamy więc do czynienia z reklamą gruszek na wierzbie w chwili, gdy wierzby jeszcze nie posadzono.
Gdyby jeszcze któraś z publicznych instytucji (np. Katowice Miasto Ogrodów) znalazła u siebie zbywające miliony i szukała sposobów na ich szybkie upłynnienie, to jestem do dyspozycji - chętnie pomogę. Do nocy sylwestrowej zdążymy, księgowy będzie zadowolony, ani złotówka nie przepadnie.
- 8 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter



