Nie można bez przerwy zamiatać śmieci pod dywan
28.10.2010
, aktualizacja: 28.10.2010 23:10
Wiedeń. Spalarnia śmieci Spittelau w Wiedniu to nie tylko zakład przemysłowy, ale i cel turystycznych wycieczek
Choć dotacja na spalarnię śmieci w Rudzie Śląskiej wisi na włosku, to ten zakład i tak kiedyś powstanie. Nikt bowiem nie wymyślił lepszego sposobu na zalewającą nas falę śmieci - pisze Jacek Madeja.
ZOBACZ TAKŻE
- Podrzucanie śmieci to nasza smutna narodowa choroba (05-08-10, 22:52)
- Fatum wisi nad spalarnią śmieci (12-03-11, 14:46)
- Wizytówka Zabrza? Góra śmieci wokół nowego szpitala (05-03-11, 00:15)
- Śmieciami zajmie się komputer i laserowe czujniki (05-11-10, 20:46)
- Metropolia Silesia straciła 600 milionów złotych (03-11-10, 02:02)
- To nie krasnale tylko ludzie palą śmieci w piecach (22-09-10, 22:24)
- Metropolia chce palić śmieci. 1,5 tys. ludzi protestuje (09-09-10, 00:20)
- Albo segreguj i zgniataj śmieci, albo więcej płać (27-07-10, 13:38)
- Segregować znicze? Śmieci przy cmentarzu to nie grzech (31-10-10, 16:54)
- Góra śmieci przyprawia sosnowiczan o mdłości (24-01-11, 11:35)
SONDAŻ
O przyznaniu setek milionów unijnej dotacji zdecydują najbliższe dni. Do końca miesiąca Górnośląski Związek Metropolitalny, który pilotuje inwestycję, ma uzupełnić dokumentację projektu. Wiadomo już, że terminu nie uda się dotrzymać i wszystko zależy od dobrej woli urzędników w stolicy.
Nie ma sensu szukać winnych opóźnienia. Warto się raczej zastanowić, o co toczy się wyścig. Dla mieszkańców to strach przed kominem, który wyrośnie za oknami. Z drugiej strony chodzi o setki tysięcy ton odpadów, z którymi trzeba coś zrobić. Jak sobie z tym poradzić, pokazują kraje tzw. starej Europy, które od kilkudziesięciu lat spalają śmieci. Właśnie tam należy szukać powodów, dla których nie powinniśmy się bać spalarni.
Powód pierwszy: śmieci jest coraz więcej i same nie znikną. Jak teraz sobie radzimy z odpadami? Nie robimy nic więcej jak tylko zamiatamy je pod dywan, bo jak inaczej nazwać wywożenie śmieci na coraz bardziej puchnące składowiska? Problem w tym, że dywan jest coraz krótszy, a śmieci coraz więcej. Po spaleniu odpadów zostaje tylko około 5 proc. ich początkowej objętości.
Powód drugi: współczesne spalarnie nie trują, a - jak przekonują naukowcy - na pewno o wiele mniej niż przydomowe kominy. Wystarczy dzielnica wielkości Nikiszowca i kilka chłodniejszych dni, a mieszkańcy sami "wyprodukują" roczny limit zanieczyszczeń emitowanych przez spalarnie, które są wyposażone w kilka systemów oczyszczania gazów.
Powód trzeci: spalarnia może być ładna i usytuowana w centrum miasta. Wzorcowym przykładem jest Wiedeń, gdzie działają trzy tego typu zakłady z najsłynniejszą chyba na świecie spalarnią Spittelau. Bajkowy komin i olbrzymia chatka jak z piernika, dzieło słynnego malarza i plastyka Friedensreicha Hundertwassera, to symbol miasta, który przyjeżdżają oglądać pielgrzymki turystów. Nie zawsze tak było, bo do bajkowego wyglądu przyczynił się pożar w latach 80. Oprócz przebudowy cała instalacja została wtedy unowocześniona i zaostrzono normy zamieszczenia środowiska. Dziś mieszkańcy na stronie internetowej spalarni mogą na bieżąco śledzić, co wylatuje przez komin.
Powód czwarty: śmieci to cenne paliwo, a spalarnie to elektrociepłownie. Energia wytwarzana przy spalaniu odpadów to nie para, która idzie w gwizdek. Pfaffenau - najmłodsza z wiedeńskich spalarni - nie dość, że jest energetycznie samowystarczalna, to wytwarza prąd dla 25 tys. gospodarstw domowych i ciepło dla 50 tys. domów. Jest o połowę mniejsza od tej, która ma powstać w Rudzie Śląskiej.
Powód piąty: ideałem jest segregacja i recykling, ale to wszystkiego nie załatwi. Choćbyśmy się nie wiadomo jak starali, to wszystkich śmieci i tak nie posegregujemy. Europejskimi prymusami są Holendrzy, którzy segregują około 60 proc. odpadów, a i tak palą śmieci. My jesteśmy na szarym końcu, segregujemy około 5-6 proc. odpadów.
Powód szósty: polskie spalarnie będą równie nowoczesne jak te na Zachodzie. Wymaga tego prawo, które nakazuje budować tego typu obiekty zgodnie z zasadą "best available technology", czyli najlepszą dostępną w danym momencie technologią.
Powód siódmy: palimy albo płacimy. W przyszłym roku wejdzie w życie prawo, zgodnie z którym tylko 75 proc. odpadów będziemy mogli wywozić na wysypiska. Reszta musi zostać przetworzona albo zutylizowana. W kolejnych latach te proporcje będą się zmniejszały, a w 2020 roku tylko czwarta część odpadów będzie mogła trafiać na składowiska.
Nie ma sensu szukać winnych opóźnienia. Warto się raczej zastanowić, o co toczy się wyścig. Dla mieszkańców to strach przed kominem, który wyrośnie za oknami. Z drugiej strony chodzi o setki tysięcy ton odpadów, z którymi trzeba coś zrobić. Jak sobie z tym poradzić, pokazują kraje tzw. starej Europy, które od kilkudziesięciu lat spalają śmieci. Właśnie tam należy szukać powodów, dla których nie powinniśmy się bać spalarni.
Powód pierwszy: śmieci jest coraz więcej i same nie znikną. Jak teraz sobie radzimy z odpadami? Nie robimy nic więcej jak tylko zamiatamy je pod dywan, bo jak inaczej nazwać wywożenie śmieci na coraz bardziej puchnące składowiska? Problem w tym, że dywan jest coraz krótszy, a śmieci coraz więcej. Po spaleniu odpadów zostaje tylko około 5 proc. ich początkowej objętości.
Powód drugi: współczesne spalarnie nie trują, a - jak przekonują naukowcy - na pewno o wiele mniej niż przydomowe kominy. Wystarczy dzielnica wielkości Nikiszowca i kilka chłodniejszych dni, a mieszkańcy sami "wyprodukują" roczny limit zanieczyszczeń emitowanych przez spalarnie, które są wyposażone w kilka systemów oczyszczania gazów.
Powód trzeci: spalarnia może być ładna i usytuowana w centrum miasta. Wzorcowym przykładem jest Wiedeń, gdzie działają trzy tego typu zakłady z najsłynniejszą chyba na świecie spalarnią Spittelau. Bajkowy komin i olbrzymia chatka jak z piernika, dzieło słynnego malarza i plastyka Friedensreicha Hundertwassera, to symbol miasta, który przyjeżdżają oglądać pielgrzymki turystów. Nie zawsze tak było, bo do bajkowego wyglądu przyczynił się pożar w latach 80. Oprócz przebudowy cała instalacja została wtedy unowocześniona i zaostrzono normy zamieszczenia środowiska. Dziś mieszkańcy na stronie internetowej spalarni mogą na bieżąco śledzić, co wylatuje przez komin.
Powód czwarty: śmieci to cenne paliwo, a spalarnie to elektrociepłownie. Energia wytwarzana przy spalaniu odpadów to nie para, która idzie w gwizdek. Pfaffenau - najmłodsza z wiedeńskich spalarni - nie dość, że jest energetycznie samowystarczalna, to wytwarza prąd dla 25 tys. gospodarstw domowych i ciepło dla 50 tys. domów. Jest o połowę mniejsza od tej, która ma powstać w Rudzie Śląskiej.
Powód piąty: ideałem jest segregacja i recykling, ale to wszystkiego nie załatwi. Choćbyśmy się nie wiadomo jak starali, to wszystkich śmieci i tak nie posegregujemy. Europejskimi prymusami są Holendrzy, którzy segregują około 60 proc. odpadów, a i tak palą śmieci. My jesteśmy na szarym końcu, segregujemy około 5-6 proc. odpadów.
Powód szósty: polskie spalarnie będą równie nowoczesne jak te na Zachodzie. Wymaga tego prawo, które nakazuje budować tego typu obiekty zgodnie z zasadą "best available technology", czyli najlepszą dostępną w danym momencie technologią.
Powód siódmy: palimy albo płacimy. W przyszłym roku wejdzie w życie prawo, zgodnie z którym tylko 75 proc. odpadów będziemy mogli wywozić na wysypiska. Reszta musi zostać przetworzona albo zutylizowana. W kolejnych latach te proporcje będą się zmniejszały, a w 2020 roku tylko czwarta część odpadów będzie mogła trafiać na składowiska.
- 22 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
21 głosów
-
Re: Nie można bez przerwy zamiatać śmieci pod dyw
felinecaline
29.10.10, 00:17
Od 26 lat mieszkam o okolo 2 km od spalarni smieci obslugujacej 300tys miasto z przedmiesciami. W tym czasie byla owa spalarnia chyba 3krotnie dostosowywana do zwiekszajacych sie potrzeb.Nie»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

