Pielęgniarki szykują pozwy za niewypłacone podwyżki
2010-02-01
, aktualizacja: 01.02.2010 14:47
Pielęgniarki z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach miały od tego roku zarabiać 1,5 średniej krajowej. Nie zarabiają, więc przygotowały ponad 400 pozwów do sądu. - Nie chcemy upadku szpitala, ale chcemy być traktowane partnersko - mówią pielęgniarki.
ZOBACZ TAKŻE
- Czy rozgniewany pacjent najlepiej zmobilizuje lekarza? (01-02-10, 19:36)
- Śląskiemu NFZ zabrakło kart chipowych dla pacjentów (29-01-10, 23:00)
- Córka dawcy przekonuje rówieśników do transplantacji (26-01-10, 21:55)
- Przeszczepów za mało, bo szpitale nie zgłaszają dawców (25-01-10, 22:00)
- NFZ nie chce płacić za karmienie obłożnie chorych (22-01-10, 13:19)
- Co robić, gdy lekarz powie, że dziecko nie ma już szans (22-01-10, 00:05)
- Pacjenci napisali 7 tysięcy recept do minister zdrowia (14-01-10, 00:00)
Dwa lata temu w szpitalu zawarto dwa porozumienia płacowe: jedno z Ogólnopolskim Związkiem Zawodowym Lekarzy, drugie - z Ogólnopolskim Związkiem Zawodowym Pielęgniarek i Położnych.
Dyrekcja szpitala zobowiązała się, że lekarze będą otrzymywać od tego roku trzy średnie krajowe. Porozumienie z pielęgniarkami przewidywało, że od stycznia 2009 będą zarabiały jedną średnią krajową, od lipca 2009 - 1,2 średniej krajowej, a od stycznia 2010 - 1,5 średniej krajowej.
- Miałam pełne prawo podpisać takie porozumienia, bo byliśmy w trendzie rosnącym. Kontrakt z NFZ znacząco wzrósł i nic nie wskazywało na to, że ta tendencja się odwróci - mówi dr Ewa Emich-Widera, dyrektorka szpitala.
Ale tendencja się odwróciła. - Nie otrzymałyśmy żadnej z tych podwyżek. Po prostu rok temu dyrektorka wypowiedziała nam porozumienie - mówi Katarzyna Tymińska, przewodnicząca OZZPiP w szpitalu. Lekarze też nie otrzymali wszystkiego, co obiecała im dyrekcja. Część podwyżek jednak im przyznano i wcale nie zrywano z nimi porozumienia.
W tej sytuacji pielęgniarki postanowiły iść do sądu, na początek pięć z zarządu OZZPiP. Poszły i wygrały. - Dyrektorka przekonywała w sądzie, że porozumienie z nami było w ogóle nieważne. Sąd był innego zdania. Uznał, że podwyżki nam się należą - mówi Tymińska.
Wyrok nie jest prawomocny, dyrekcja GCZD się odwołała. Jeśli jednak w apelacji zostanie utrzymany, każdej z pięciu pielęgniarek szpital będzie musiał nie tylko podnieść pensje, ale i wypłacić po kilkanaście tysięcy zaległości.
Tymczasem pozwy przygotowało już ponad 400 pozostałych pielęgniarek zatrudnionych w szpitalu. - Wiemy, że szpital jest teraz w trudnej sytuacji finansowej. Dlatego jesteśmy gotowe do ugody. Możemy na przykład zrezygnować z niewypłaconych nam dodatków za pracę w święta i w nocy - mówi Tymińska. Nawet jednak przy ustępstwach ze strony pielęgniarek szpital będzie potrzebować 4-5 mln zł na same tylko zaległe wynagrodzenia.
Propozycje ugody pielęgniarki przedstawiły dyrektorce w piątek. - Nie mieliśmy jeszcze czasu, by je przeanalizować - mówi Emich-Widera.
Jeśli dyrektorka nie dogada się pielęgniarkami ich pozwy trafią do sądu w najbliższych tygodniach, a kolejne wyroki jeszcze bardziej obciążą budżet szpitala.
Atmosfera w szpitalu jest coraz bardziej napięta. Kilka dni temu szpital obiegła informacja, że część obowiązków pielęgniarek mają wziąć teraz na siebie lekarze rezydenci (przygotowujący się do specjalizacji). - Nie chodzi o zastępowanie pielęgniarek, ale posiadanie niezbędnych umiejętności, takich jak wkłucie do żyły pobranie krwi do badania, czy podanie leku dożylnego. To powinien umieć każdy lekarz - mówi dyrektorka.
Te wyjaśnienia nie wszystkich jednak przekonują. Zwłaszcza, że pielęgniarki zatrudnione w szpitalu na czas określony, np. trzy lata mają teraz przedłużane umowy tylko na miesiąc. - To próba wywarcia na nas presji - twierdzą pielęgniarki.
Emich-Widera odpiera i ten zarzut: - Takimi instrument dano nam do ręki w pakiecie antykryzysowym. Wykorzystujemy go zgodnie z prawem, bo zastanawiamy się nad programem oszczędności.
- To znaczy, że będą zwolnienia? - pytamy.
- Nieprzedłużenie umowy o pracę nie jest zwolnieniem - odpowiada dyrektorka.
Dyrekcja szpitala zobowiązała się, że lekarze będą otrzymywać od tego roku trzy średnie krajowe. Porozumienie z pielęgniarkami przewidywało, że od stycznia 2009 będą zarabiały jedną średnią krajową, od lipca 2009 - 1,2 średniej krajowej, a od stycznia 2010 - 1,5 średniej krajowej.
- Miałam pełne prawo podpisać takie porozumienia, bo byliśmy w trendzie rosnącym. Kontrakt z NFZ znacząco wzrósł i nic nie wskazywało na to, że ta tendencja się odwróci - mówi dr Ewa Emich-Widera, dyrektorka szpitala.
Ale tendencja się odwróciła. - Nie otrzymałyśmy żadnej z tych podwyżek. Po prostu rok temu dyrektorka wypowiedziała nam porozumienie - mówi Katarzyna Tymińska, przewodnicząca OZZPiP w szpitalu. Lekarze też nie otrzymali wszystkiego, co obiecała im dyrekcja. Część podwyżek jednak im przyznano i wcale nie zrywano z nimi porozumienia.
W tej sytuacji pielęgniarki postanowiły iść do sądu, na początek pięć z zarządu OZZPiP. Poszły i wygrały. - Dyrektorka przekonywała w sądzie, że porozumienie z nami było w ogóle nieważne. Sąd był innego zdania. Uznał, że podwyżki nam się należą - mówi Tymińska.
Wyrok nie jest prawomocny, dyrekcja GCZD się odwołała. Jeśli jednak w apelacji zostanie utrzymany, każdej z pięciu pielęgniarek szpital będzie musiał nie tylko podnieść pensje, ale i wypłacić po kilkanaście tysięcy zaległości.
Tymczasem pozwy przygotowało już ponad 400 pozostałych pielęgniarek zatrudnionych w szpitalu. - Wiemy, że szpital jest teraz w trudnej sytuacji finansowej. Dlatego jesteśmy gotowe do ugody. Możemy na przykład zrezygnować z niewypłaconych nam dodatków za pracę w święta i w nocy - mówi Tymińska. Nawet jednak przy ustępstwach ze strony pielęgniarek szpital będzie potrzebować 4-5 mln zł na same tylko zaległe wynagrodzenia.
Propozycje ugody pielęgniarki przedstawiły dyrektorce w piątek. - Nie mieliśmy jeszcze czasu, by je przeanalizować - mówi Emich-Widera.
Jeśli dyrektorka nie dogada się pielęgniarkami ich pozwy trafią do sądu w najbliższych tygodniach, a kolejne wyroki jeszcze bardziej obciążą budżet szpitala.
Atmosfera w szpitalu jest coraz bardziej napięta. Kilka dni temu szpital obiegła informacja, że część obowiązków pielęgniarek mają wziąć teraz na siebie lekarze rezydenci (przygotowujący się do specjalizacji). - Nie chodzi o zastępowanie pielęgniarek, ale posiadanie niezbędnych umiejętności, takich jak wkłucie do żyły pobranie krwi do badania, czy podanie leku dożylnego. To powinien umieć każdy lekarz - mówi dyrektorka.
Te wyjaśnienia nie wszystkich jednak przekonują. Zwłaszcza, że pielęgniarki zatrudnione w szpitalu na czas określony, np. trzy lata mają teraz przedłużane umowy tylko na miesiąc. - To próba wywarcia na nas presji - twierdzą pielęgniarki.
Emich-Widera odpiera i ten zarzut: - Takimi instrument dano nam do ręki w pakiecie antykryzysowym. Wykorzystujemy go zgodnie z prawem, bo zastanawiamy się nad programem oszczędności.
- To znaczy, że będą zwolnienia? - pytamy.
- Nieprzedłużenie umowy o pracę nie jest zwolnieniem - odpowiada dyrektorka.
Przeczytaj: Córka dawcy przekonuje rówieśników do transplantacji
- 4 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

