Pielęgniarki szykują pozwy za niewypłacone podwyżki

Judyta Watoła
2010-02-01 , aktualizacja: 01.02.2010 14:47
A A A Drukuj
Pielęgniarki z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach miały od tego roku zarabiać 1,5 średniej krajowej. Nie zarabiają, więc przygotowały ponad 400 pozwów do sądu. - Nie chcemy upadku szpitala, ale chcemy być traktowane partnersko - mówią pielęgniarki.
Dwa lata temu w szpitalu zawarto dwa porozumienia płacowe: jedno z Ogólnopolskim Związkiem Zawodowym Lekarzy, drugie - z Ogólnopolskim Związkiem Zawodowym Pielęgniarek i Położnych.

Dyrekcja szpitala zobowiązała się, że lekarze będą otrzymywać od tego roku trzy średnie krajowe. Porozumienie z pielęgniarkami przewidywało, że od stycznia 2009 będą zarabiały jedną średnią krajową, od lipca 2009 - 1,2 średniej krajowej, a od stycznia 2010 - 1,5 średniej krajowej.

- Miałam pełne prawo podpisać takie porozumienia, bo byliśmy w trendzie rosnącym. Kontrakt z NFZ znacząco wzrósł i nic nie wskazywało na to, że ta tendencja się odwróci - mówi dr Ewa Emich-Widera, dyrektorka szpitala.

Ale tendencja się odwróciła. - Nie otrzymałyśmy żadnej z tych podwyżek. Po prostu rok temu dyrektorka wypowiedziała nam porozumienie - mówi Katarzyna Tymińska, przewodnicząca OZZPiP w szpitalu. Lekarze też nie otrzymali wszystkiego, co obiecała im dyrekcja. Część podwyżek jednak im przyznano i wcale nie zrywano z nimi porozumienia.

W tej sytuacji pielęgniarki postanowiły iść do sądu, na początek pięć z zarządu OZZPiP. Poszły i wygrały. - Dyrektorka przekonywała w sądzie, że porozumienie z nami było w ogóle nieważne. Sąd był innego zdania. Uznał, że podwyżki nam się należą - mówi Tymińska.

Wyrok nie jest prawomocny, dyrekcja GCZD się odwołała. Jeśli jednak w apelacji zostanie utrzymany, każdej z pięciu pielęgniarek szpital będzie musiał nie tylko podnieść pensje, ale i wypłacić po kilkanaście tysięcy zaległości.

Tymczasem pozwy przygotowało już ponad 400 pozostałych pielęgniarek zatrudnionych w szpitalu. - Wiemy, że szpital jest teraz w trudnej sytuacji finansowej. Dlatego jesteśmy gotowe do ugody. Możemy na przykład zrezygnować z niewypłaconych nam dodatków za pracę w święta i w nocy - mówi Tymińska. Nawet jednak przy ustępstwach ze strony pielęgniarek szpital będzie potrzebować 4-5 mln zł na same tylko zaległe wynagrodzenia.

Propozycje ugody pielęgniarki przedstawiły dyrektorce w piątek. - Nie mieliśmy jeszcze czasu, by je przeanalizować - mówi Emich-Widera.

Jeśli dyrektorka nie dogada się pielęgniarkami ich pozwy trafią do sądu w najbliższych tygodniach, a kolejne wyroki jeszcze bardziej obciążą budżet szpitala.

Atmosfera w szpitalu jest coraz bardziej napięta. Kilka dni temu szpital obiegła informacja, że część obowiązków pielęgniarek mają wziąć teraz na siebie lekarze rezydenci (przygotowujący się do specjalizacji). - Nie chodzi o zastępowanie pielęgniarek, ale posiadanie niezbędnych umiejętności, takich jak wkłucie do żyły pobranie krwi do badania, czy podanie leku dożylnego. To powinien umieć każdy lekarz - mówi dyrektorka.

Te wyjaśnienia nie wszystkich jednak przekonują. Zwłaszcza, że pielęgniarki zatrudnione w szpitalu na czas określony, np. trzy lata mają teraz przedłużane umowy tylko na miesiąc. - To próba wywarcia na nas presji - twierdzą pielęgniarki.

Emich-Widera odpiera i ten zarzut: - Takimi instrument dano nam do ręki w pakiecie antykryzysowym. Wykorzystujemy go zgodnie z prawem, bo zastanawiamy się nad programem oszczędności.

- To znaczy, że będą zwolnienia? - pytamy.

- Nieprzedłużenie umowy o pracę nie jest zwolnieniem - odpowiada dyrektorka.

Przeczytaj: Córka dawcy przekonuje rówieśników do transplantacji



Podziel się

  • 4 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy