Bunt parkingowych? Więc w mrozy mogą pić dużo herbaty

Małgorzata Goślińska
2010-01-31 , aktualizacja: 31.01.2010 21:10
A A A Drukuj
Parking przy ul. Odrzańskiej jest cały czas oblegany. Parkingowi mają tyle pracy, że trudno im znaleźć chwilę choćby na wypicie herbaty Fot. Grzegorz Celejewski/Agencja Gazeta Parking przy ul. Odrzańskiej jest cały czas oblegany. Parkingowi mają tyle pracy, że trudno im znaleźć chwilę choćby na wypicie herbaty
Inkasenci parkingowi z Raciborza dostali w sobotę rękawiczki i czapkę. Bo się zbuntowali, że każe im się stać dziesięć godzin na mrozie bez ciepłego posiłku w kurtce przeciwdeszczowej.
Strefa płatnego parkowania w Raciborzu obowiązuje na ulicach wokół rynku. Na zlecenie miasta obsługuje ją firma Park Invest z Wrocławia, która zatrudnia 25 pracowników. Na plecach mają napisane: "inkasent parkingowy", a na plakietkach: "dozorca parkingowy". Prócz pobierania opłat od kierowców do ich obowiązków należy utrzymanie porządku na parkingu, czyli zamiatanie, a zimą odśnieżanie.

Dzień powszedni parkingowego zaczyna się o 7 rano, a kończy o 17 (w sobotę o 13). Bierze z domu prowiant i termos z gorącą herbatą. Gdy jest mroźnie, pod spodnie wkłada dresy i kalesony, na sweter wciąga jeszcze jeden sweter i bluzę, wreszcie kurtkę, którą dostał od firmy. Jej dyrektor ds. rozwoju Piotr Prusicki utrzymuje, że pracownicy otrzymują "miesięczny ekwiwalent pieniężny za używanie własnej odzieży ochronnej oraz obuwia".

Parkingowi pokazują mi swoje paski - faktycznie, widnieje tam pozycja "ekwiwalent", ale za pranie ubrań (30 zł). - Składają pisemne oświadczenia, że używana przez nich odzież własna musi spełniać wymagania określone w tabeli norm, w tym wymagania ciepłochronne - broni się Prusicki i dalej wspomina o firmowej kurtce. Odblaskowy kaftan na watolinie, taka współczesna kufajka, na metce ma napisane: "przeciwdeszczowa do minus 5 stopni".

Pracownikom przysługuje przerwa na lunch między 11.30 a 12.30. Muszą się tym czasem podzielić tak, aby żaden rejon nie pozostał wolny od opłat, co w praktyce okazuje się niemożliwe, bo np. jak w pojedynkę upilnować równoległe i zasłonięte budynkami Batorego i Mickiewicza? Na jednej Batorego w szczycie trzeba się nieźle nabiegać, żeby dorwać każdego kierowcę. Zostawić stanowisko to ryzyko, że kierownik wpadnie na kontrolę i znajdzie nieskasowane auta. Wtedy na parkingowego może paść podejrzenie, że nie wydał biletu, tylko wziął te 1,5 zł do kieszeni.

Pracownicy Park Invest to inwalidzi drugiego i trzeciego stopnia. Zarabiają najniższą krajową, ale boją się, że gdzie indziej nie znajdą pracy. - To jest łobuzerstwo, jak z nami postępują - mówi jeden za drugim, prosząc o anonimowość. - Dasz pani moje nazwisko w gazecie, to ja od marca już tu nie robię. Tylko na luty jestem w grafiku, umowy mamy przedłużane co miesiąc.

Na Odrzańskiej można zdobyć premię. 70 miejsc parkingowych, przez dzień z biletów da się wyciągnąć nawet 500 zł, a za 2,5 tys. zł miesięcznie firma daje 100 zł. Powyżej 3 tys. już 150 zł. Ale człowiek ledwo zapali papierosa przez ten ruch.

W porze lunchu Park Invest gwarantuje pracownikom gorącą herbatę w Barze Różanym. Tani bar Caritasu znajduje się przy ulicy o tej samej nazwie. Parkingowy z Odrzańskiej nie ma szans się napić - to po drugiej stronie rynku. Tak samo nie zdąży do ubikacji. W soboty, kiedy bar jest zamknięty, wszyscy inkasenci muszą wstrzymywać, aż o godz. 11 otworzy się pizzeria na Mickiewicza z drugą toaletą dostępną dla pracowników Park Invest. Ostatecznie pozostaje bieg do Kauflandu na Podwale. Tym razem najszybciej muszą biec inkasenci z ulic Solnej, Długiej, Chopina...

Gdy nastały mrozy, parkingowi dogrzewali się w okolicznych sklepach, bankach, knajpach, na Chopina u szewca. - Korzystają z uprzejmości miejscowych sklepikarzy - odpowiada Prusicki, gdy pytam, czy to pomysł jego firmy, która nie zapewnia pracownikom żadnego schronienia. W końcu się zbuntowali. - Nic mi nie wiadomo o buncie - ucina Prusicki.

Faktycznie, trudno nazwać buntem wizytę w urzędzie miasta z prośbą o urlopy. Urzędnicy obiecali zawiadomić Państwową Inspekcję Pracy. To było w zeszły poniedziałek, gdy temperatura w Raciborzu spadła poniżej minus 20. - Kurtki nam zesztywniały, kasy fiskalne odmawiały posłuszeństwa. Parkingowi z ośrodka sportu i rekreacji mieli w tym czasie wolne, chociaż mają budkę. W mroźne dni i tak nie było zysku, bo auta nie odpalały. Ze wszystkich parkingów zebraliśmy w sumie ledwo 500 zł - mówią mi inkasenci.

Park Invest jednak tego pół tysiąca nie odpuścił. Kazał pracownikom wrócić na ulicę, za to pozwolił im odtąd pić częściej herbatę (prócz sobót, bo to za krótki dzień pracy). Co dwie godziny mogą iść do Baru Różanego na 15 minut, co, jak wyżej wykazaliśmy, jest rzadko możliwe. Prusicki dodaje, że mogą się tam również posilić. Milczy jednak, że za własną kasę. - Domagaliśmy się ciepłego posiłku, ale firma uznała, że się nie należy, bo nie spalamy powyżej 1500 kalorii - mówią inkasenci.

Grzeczny bunt odniósł jednak jakiś skutek. W sobotę Park Invest rozdał pracownikom rękawiczki i czapki. Chodzą plotki, że w poniedziałek rzuci kurtki. Inni słyszeli o butach. Siarczysty mróz ma jeszcze do nas zawitać.

- Zima doskwiera wszystkim, opady śniegu oraz ujemne temperatury są w tym roku rekordowe i nie ułatwiają nikomu funkcjonowania - przyznaje Prusicki. - Pracownicy mają swoje prawa, ale i obowiązki. Szanuję ich pracę, bo wiem, że narażeni są na warunki pogodowe bardziej niż inni. Chciałbym jednak podkreślić, że nie do końca podzielam ich roszczeniową postawę.

Polecamy: Prawdziwe mrozy są wtedy, gdy łzy zamarzają na twarzy



Podziel się

  • 19 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów