Kopalnia już nie zapłaci za samo chodzenie do pracy

Tomasz Głogowski
2010-01-24 , aktualizacja: 24.01.2010 22:25
A A A Drukuj
- Koniec z zasadą: czy się stoi, czy się leży, wypłata się należy - mówi Jarosław Zagórowski, prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej, i zapowiada premiowanie bezpiecznej i efektywnej pracy
Tezę, że nie jest dobrze, potwierdziły ostatnie święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok. Aby przedłużyć sobie wolne, część pracowników kopalń (ale i centrali firmy) nagle się "rozchorowała". Nie stracili na tym. - Okazało się, że niektórzy dostali wyższe pensje niż ci, którzy w tym czasie ciężko pracowali. To niesprawiedliwe - przekonuje Jarosław Zagórowski, prezes JSW, największego w kraju producenta węgla koksowego, i zapowiada rewolucyjne zmiany. - Stworzymy nowy system, który będzie premiował ciężką i bezpieczną pracę - obiecuje.

Spółka nie ma zresztą innego wyjścia. Spada nie tylko wydobycie w kopalniach, ale i wydajność pracy przeliczana na jednego górnika. Wpływ na to - zdaniem prezesa Zagórowskiego - ma nie tylko coraz większa automatyzacja, trudne warunki geologiczne związane z fedrowaniem w coraz głębiej położonych pokładach węgla, ale także brak systemu dodatkowych zachęt i premii. Przez lata wszystkie podwyżki dla górników wywalczone przez związkowców wliczano do pensji zasadniczej. Przeciętne wynagrodzenie w JSW przekracza dziś ponad 6 tys. zł i jest najwyższe wśród wszystkich spółek węglowych. Ale zaledwie ułamek tej kwoty to premia uzależniona od tego, jak kto pracuje. Efekt? - Wróciła stara zasada, że czy się stoi, czy się leży, wypłata się należy - przekonuje Zagórowski. Nawet jemu w ramach rozbudowanego systemu przywilejów należą się darmowe ręczniki w biurze.

Aby to zmienić, JSW wynajęła firmę konsultingową, która ma przekonywać górników i związkowców do zmian. Nadarzyła się okazja, bo rozpoczęły się właśnie negocjacje nad nowym układem zbiorowym pracy w spółce. To w nim zapisane zostaną m.in. zasady wynagradzania i premii dla górników. - Żeby była jasność: nie chcemy nikomu obniżać pensji czy zabierać dodatków. Chcemy tylko zmienić proporcje, aby docenić tych, którzy ciężko pracują, podejmują odpowiedzialne decyzje i dbają o bezpieczeństwo na dole - przekonuje Zagórowski. Zapewnia, że nie zależy mu też na stachanowcach, którzy będę bili kolejne rekordy wydobycia.

Do górników dotarły już pogłoski o planach zarządu JSW, i nie wszyscy są nimi zachwyceni. Pan Edward, który od 18 lat pracuje na dole kopalni Borynia, przyznaje, że niektórzy jego koledzy wiedzą, jak się obijać. Ale w zmianę na lepsze nie wierzy. - Dalej o wszystkim będą decydować sztygarzy i kierownicy, a wiadomo, jak jest. Jeden cię lubi, inny nie, ale niekonieczne dlatego, że źle pracujesz - przekonuje górnik.

Sławomir Kozłowski, szef "Solidarności" w JSW, nie ma nic przeciwko temu, aby spółka szła z duchem czasu (związkowcy spotykają się nawet z przedstawicielami firmy konsultingowej), ale przekonuje, że spadek wydajności pracy to nie wina przestarzałego systemu wynagradzania, ale fatalnego zarządzania. - Górnicy mogą zaharować się na śmierć, a wydajność i tak nie wzrośnie, bo dyrekcja nie potrafi właściwie przygotować ścian do fedrowania. Zamiast się tym zająć, jak był kryzys, to prezes Zagórowski wymyślił wolne piątki - narzeka Kozłowski.

Ale jeżeli eksperyment w JSW się powiedzie, niewykluczone, że tą samą drogą pójdą pozostałe spółki węglowe. Ale to długa droga, bo wypowiedzenie układu zbiorowego pracy oznacza totalną wojnę ze związkami. Kompania Węglowa i Katowicki Holding Węglowy nie mają na to na razie ochoty.

Polecamy: Wszyscy chcą być górnikami, bo kopalnie znowu w modzie



Podziel się

  • 22 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów