NFZ nie chce płacić za karmienie obłożnie chorych
2010-01-22
, aktualizacja: 22.01.2010 13:19
Zakładom leczniczym, w których przebywają obłożnie chorzy i zupełnie niesprawni pacjenci, grozi bankructwo. Powód: NFZ o dwie trzecie obniżył dzienną stawkę za chorych, których trzeba karmić
ZOBACZ TAKŻE
- Pielęgniarki szykują pozwy za niewypłacone podwyżki (01-02-10, 14:47)
- Córka dawcy przekonuje rówieśników do transplantacji (26-01-10, 21:55)
- Przeszczepów za mało, bo szpitale nie zgłaszają dawców (25-01-10, 22:00)
- Co robić, gdy lekarz powie, że dziecko nie ma już szans (22-01-10, 00:05)
- Pacjenci napisali 7 tysięcy recept do minister zdrowia (14-01-10, 00:00)
- Oparzeniówka straciła na leczeniu górników z Wujka (11-01-10, 13:15)
Nie każda pielęgniarka lubi zajmować się pacjentami, przy których dosłownie wszystko trzeba robić samemu: przewracać na bok, oklepywać, zmieniać pampersy, przebierać, myć i cierpliwie karmić. Małgorzata Staszecka lubi. W Zakładzie Pielęgnacyjno-Opiekuńczym w Sosnowcu pracuje od ośmiu lat.
- Wydaje się, że z niektórymi w ogóle nie ma już kontaktu, ale ja wierzę, że do każdego warto mówić, bo może jednak słyszy, tylko już nie daje znać. Ale najwięcej mówię przy karmieniu podopiecznych, z którymi jest kontakt, jednak nie mają apetytu. Trzeba ich cały czas zachęcać, żeby połknęli choć łyżkę zupy. Zanim zjedzą porcję, czasem mija pół godziny - mówi Staszecka.
Czy zakład, w którym pracuje, przetrwa? - Rozważamy ogłoszenie upadłości, bo NFZ drastycznie obniżył stawkę za najcięższych pacjentów, właśnie tych, których trzeba karmić - mówi Renata Zarębska, prezeska spółki, do której należy zakład.
Teoretycznie wszystko jest jak było - w budżecie całego NFZ-etu i w oddziałach pieniądze na opiekę długoterminową są takie jak w zeszłym roku. Zakłady dostały więc takie same kontrakty. Problem w tym, że ich nie wyrobią.
Chodzi o najcięższych pacjentów, przy których trzeba robić wszystko, łącznie z karmieniem. Ich stan według międzynarodowej skali Barthel ocenia się na 0 punktów. W zeszłym roku Ministerstwo Zdrowia "zmodyfikowało" jednak tę skalę. Teraz 0 punktów dostają jedynie ci pacjenci, którzy nie mają już odruchu połykania i są odżywiani za pomocą sondy. - NFZ zmienił zasady finansowania opieki na pacjentami, których musimy karmić, i zamiast 198 zł na dzień otrzymujemy teraz tylko 70 zł za takiego pacjenta. A mam ich ponad 30, dlatego dla mojego zakładu to cios - mówi Waldemar Jurasz, szef zakładu opiekuńczo-leczniczego w Rajczy.
Zakłady lecznicze mają prawo do pobierania części emerytur i rent swoich podopiecznych (maksimum 70 proc.), ale w Rajczy to oznacza niewiele. - To są rolnicze tereny, więc ludzie mają niskie świadczenia - tłumaczy Jurasz. Jeszcze w sierpniu napisał do NFZ-etu, że zmiana zasad płacenia za najcięższych pacjentów doprowadzi do upadku opieki długoterminowej. Nie otrzymał odpowiedzi.
Nie pomogły też interwencje Elżbiety Szałkiewicz, krajowej konsultantki w dziedzinie pielęgniarstwa przewlekle chorych i niepełnosprawnych, ani Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. - Od wielu miesięcy zwracamy uwagę, że przepis jest bezsensowny. Sonda to ostateczność, bo powoduje odleżyny w przełyku i może być źródłem zakażenia. Powinno się ją zakładać najpóźniej, jak to możliwe. Tymczasem NFZ nas za to karze - mówi Iwona Borchulska z zarządu OZZPiP.
W nieoficjalnych rozmowach urzędnicy zarówno w śląskim oddziale NFZ-etu, jak i w centrali przyznają, że stawka jest za niska. Oficjalnie stanowisko prezesa Jacka Paszkiewicza jest jednak inne. "W karmieniu doustnym pacjenta może brać udział każdy personel medyczny. Również wolontariusze i członkowie rodziny" - napisał w odpowiedzi na list konsultantki krajowej. - Mamy wielu starych i samotnych ludzi, których nikt nie odwiedza. A jeśli nawet, to na ogół nie każdego dnia, a karmić ich trzeba trzy razy dziennie - przekonuje Staszecka.
Dr Jarosław Derejczyk, wojewódzki konsultant w dziedzinie geriatrii, popiera pielęgniarki. - Opieka nad pacjentem z sondą jest bardziej kosztowna od tej nad pacjentem karmionym. W takim razie NFZ może zaproponować jakąś pośrednią stawkę, np. 140 zł. Nie może jednak dłużej udawać, że 70 zł to dosyć. To krzywda dla pacjentów, z których żaden już nie krzyknie w swojej obronie, kiedy będą zamykać jego zakład.
- Wydaje się, że z niektórymi w ogóle nie ma już kontaktu, ale ja wierzę, że do każdego warto mówić, bo może jednak słyszy, tylko już nie daje znać. Ale najwięcej mówię przy karmieniu podopiecznych, z którymi jest kontakt, jednak nie mają apetytu. Trzeba ich cały czas zachęcać, żeby połknęli choć łyżkę zupy. Zanim zjedzą porcję, czasem mija pół godziny - mówi Staszecka.
Czy zakład, w którym pracuje, przetrwa? - Rozważamy ogłoszenie upadłości, bo NFZ drastycznie obniżył stawkę za najcięższych pacjentów, właśnie tych, których trzeba karmić - mówi Renata Zarębska, prezeska spółki, do której należy zakład.
Teoretycznie wszystko jest jak było - w budżecie całego NFZ-etu i w oddziałach pieniądze na opiekę długoterminową są takie jak w zeszłym roku. Zakłady dostały więc takie same kontrakty. Problem w tym, że ich nie wyrobią.
Chodzi o najcięższych pacjentów, przy których trzeba robić wszystko, łącznie z karmieniem. Ich stan według międzynarodowej skali Barthel ocenia się na 0 punktów. W zeszłym roku Ministerstwo Zdrowia "zmodyfikowało" jednak tę skalę. Teraz 0 punktów dostają jedynie ci pacjenci, którzy nie mają już odruchu połykania i są odżywiani za pomocą sondy. - NFZ zmienił zasady finansowania opieki na pacjentami, których musimy karmić, i zamiast 198 zł na dzień otrzymujemy teraz tylko 70 zł za takiego pacjenta. A mam ich ponad 30, dlatego dla mojego zakładu to cios - mówi Waldemar Jurasz, szef zakładu opiekuńczo-leczniczego w Rajczy.
Zakłady lecznicze mają prawo do pobierania części emerytur i rent swoich podopiecznych (maksimum 70 proc.), ale w Rajczy to oznacza niewiele. - To są rolnicze tereny, więc ludzie mają niskie świadczenia - tłumaczy Jurasz. Jeszcze w sierpniu napisał do NFZ-etu, że zmiana zasad płacenia za najcięższych pacjentów doprowadzi do upadku opieki długoterminowej. Nie otrzymał odpowiedzi.
Nie pomogły też interwencje Elżbiety Szałkiewicz, krajowej konsultantki w dziedzinie pielęgniarstwa przewlekle chorych i niepełnosprawnych, ani Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. - Od wielu miesięcy zwracamy uwagę, że przepis jest bezsensowny. Sonda to ostateczność, bo powoduje odleżyny w przełyku i może być źródłem zakażenia. Powinno się ją zakładać najpóźniej, jak to możliwe. Tymczasem NFZ nas za to karze - mówi Iwona Borchulska z zarządu OZZPiP.
W nieoficjalnych rozmowach urzędnicy zarówno w śląskim oddziale NFZ-etu, jak i w centrali przyznają, że stawka jest za niska. Oficjalnie stanowisko prezesa Jacka Paszkiewicza jest jednak inne. "W karmieniu doustnym pacjenta może brać udział każdy personel medyczny. Również wolontariusze i członkowie rodziny" - napisał w odpowiedzi na list konsultantki krajowej. - Mamy wielu starych i samotnych ludzi, których nikt nie odwiedza. A jeśli nawet, to na ogół nie każdego dnia, a karmić ich trzeba trzy razy dziennie - przekonuje Staszecka.
Dr Jarosław Derejczyk, wojewódzki konsultant w dziedzinie geriatrii, popiera pielęgniarki. - Opieka nad pacjentem z sondą jest bardziej kosztowna od tej nad pacjentem karmionym. W takim razie NFZ może zaproponować jakąś pośrednią stawkę, np. 140 zł. Nie może jednak dłużej udawać, że 70 zł to dosyć. To krzywda dla pacjentów, z których żaden już nie krzyknie w swojej obronie, kiedy będą zamykać jego zakład.
Polecamy: Pacjenci napisali 7 tysięcy recept do minister zdrowia
- 7 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
-
NFZ nie chce płacić za karmienie obłożnie chorych
0ffka
22.01.10, 20:09
Kiedy przestaniemy płacić kryminalistom z NFZ?»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


