Planujesz ślub? Poproś gości o pieluchy zamiast kwiatów
2010-01-07
, aktualizacja: 07.01.2010 21:55
Państwo młodzi coraz częściej proszą gości, by zamiast kwiatów podarowali im maskotki i słodycze, które przekazują domom dziecka. Okazuje się, że to czasem niedźwiedzia przysługa, bo placówki mają dość zabawek oraz łakoci, a brakuje im innych rzeczy.
ZOBACZ TAKŻE
- Osiem tysięcy osób na targach ślubnych. Wśród nich zakonnicy (06-02-11, 20:29)
- O czym marzy panna młoda? O sprzedaniu swej sukni (07-03-10, 23:00)
- Ślub jak z amerykańskiego filmu? I tak rządzi elegancja (11-10-10, 05:25)
- Nowożeńcy już nieraz darowali nam maskotki i słodycze. To miły gest, ale naszym dzieciom ani jednego, ani drugiego nie brakuje. O wiele bardziej przydadzą się artykuły szkolne. Czasem potrzebna jest jakaś drobna część do komputera albo gra edukacyjna - mówi Izabella Madeyska, kierowniczka sosnowieckiego Domu Dziecka nr 2.
Kierowana przez nią placówka jest jedną z tych, które zdecydowały się przygotować listę rzeczywistych potrzeb dzieci. Wśród nich - oprócz przyborów szkolnych i gier komputerowych - znalazły się m.in. artykuły chemiczne oraz odzież.
Listę życzeń Madeyska opublikowała w portalu dla narzeczonych slubowisko.pl, w którym znajdują się porady na temat aktualnych trendów w ślubnej modzie, pomysły na niebanalne przyjęcia weselne czy oferty kapel, fotografów i kamerzystów. Niedawno pojawiła się także zakładka akcji „Dar par”, zachęcająca nowożeńców do ofiarowania domom dziecka przemyślanych upominków.
- Dostrzegliśmy, że takie dary nie zawsze są adekwatne do potrzeb podopiecznych. W domach dziecka mieszka wielu nastolatków, prawie dorosłych ludzi, którym zabawki nie są potrzebne, a bardziej przydałyby się np. ciepłe ubrania albo książki - wyjaśnia Marcin Zaborowski, jeden z twórców platformy slubowisko.pl.
Do "Daru par" zgłosiło się już 59 placówek z całej Polski, w tym pięć z województwa śląskiego. Oprócz sosnowieckiego Domu Dziecka nr 2 zarejestrował się w niej m.in. mysłowicki Dom Dziecka im. św. Ojca Pio. Krystyna Wolwiak, jego dyrektorka, podkreśla, że docenia każdy prezent, także maskotki. Jednak kiedyś w domu było ich tak wiele, że przed Bożym Narodzeniem Wolwiak zdecydowała się część przekazać ubogim uczniom podstawówki, do której chodzą jej podopieczni. Tymczasem dom dziecka cierpi na brak pampersów, artykułów szkolnych i środków czystości.
- Nie dziwię się, że państwu młodym może być niezręcznie prosić o pieluchy, a sami goście też wolą przynieść do kościoła maskotkę, bo wydaje im się to bardziej eleganckie. Ale pary, które chcą pomóc świadomie, zazwyczaj pytają mnie, czego potrzebujemy, i dają gościom wiele propozycji. Dzięki temu zamiast 150 maskotek dostajemy od nich piórniki, książeczki z bajkami i kosmetyki - mówi Wolwiak.
Największe wrażenie na dyrektorce wywarła jednak para, która nie prosiła gości o dodatkowe upominki, ale oddała kuchenkę mikrofalową, którą dostała do nowego mieszkania. - Używamy jej do dziś - cieszy się Wolwiak.
Kierowana przez nią placówka jest jedną z tych, które zdecydowały się przygotować listę rzeczywistych potrzeb dzieci. Wśród nich - oprócz przyborów szkolnych i gier komputerowych - znalazły się m.in. artykuły chemiczne oraz odzież.
Listę życzeń Madeyska opublikowała w portalu dla narzeczonych slubowisko.pl, w którym znajdują się porady na temat aktualnych trendów w ślubnej modzie, pomysły na niebanalne przyjęcia weselne czy oferty kapel, fotografów i kamerzystów. Niedawno pojawiła się także zakładka akcji „Dar par”, zachęcająca nowożeńców do ofiarowania domom dziecka przemyślanych upominków.
- Dostrzegliśmy, że takie dary nie zawsze są adekwatne do potrzeb podopiecznych. W domach dziecka mieszka wielu nastolatków, prawie dorosłych ludzi, którym zabawki nie są potrzebne, a bardziej przydałyby się np. ciepłe ubrania albo książki - wyjaśnia Marcin Zaborowski, jeden z twórców platformy slubowisko.pl.
Do "Daru par" zgłosiło się już 59 placówek z całej Polski, w tym pięć z województwa śląskiego. Oprócz sosnowieckiego Domu Dziecka nr 2 zarejestrował się w niej m.in. mysłowicki Dom Dziecka im. św. Ojca Pio. Krystyna Wolwiak, jego dyrektorka, podkreśla, że docenia każdy prezent, także maskotki. Jednak kiedyś w domu było ich tak wiele, że przed Bożym Narodzeniem Wolwiak zdecydowała się część przekazać ubogim uczniom podstawówki, do której chodzą jej podopieczni. Tymczasem dom dziecka cierpi na brak pampersów, artykułów szkolnych i środków czystości.
- Nie dziwię się, że państwu młodym może być niezręcznie prosić o pieluchy, a sami goście też wolą przynieść do kościoła maskotkę, bo wydaje im się to bardziej eleganckie. Ale pary, które chcą pomóc świadomie, zazwyczaj pytają mnie, czego potrzebujemy, i dają gościom wiele propozycji. Dzięki temu zamiast 150 maskotek dostajemy od nich piórniki, książeczki z bajkami i kosmetyki - mówi Wolwiak.
Największe wrażenie na dyrektorce wywarła jednak para, która nie prosiła gości o dodatkowe upominki, ale oddała kuchenkę mikrofalową, którą dostała do nowego mieszkania. - Używamy jej do dziś - cieszy się Wolwiak.
Polecamy: Rozluźniają się obyczaje. Pałace ślubów wracają do łask
- 22 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
22 głosy
-
Niedźwiedzia przysługa? Nasz język trudny być!
ludwikowiec
08.01.10, 10:24
"Niedźwiedzia przysługa - przynosząca szkodę komuś komu chciano pomóc". Nie sądzę aby maskotki były szkodliwe, okazują się raczej niepotrzebne. Panie redaktorze...»
-
niech dom dziecka nie narzeka wiecznie
q-ku
08.01.10, 12:20
tylko popisać się pomysłowością, na stronie internetowej opublikować listępotrzeb i tam odsyłaćnajlepiej wysłać adres do firm od ślubów żeby przelinkowały u siebiei aktualizować, »
-
obozy koncentracyjne dziecka
wybitniemadry
09.01.10, 05:04
zlikwidowac nie utrzymywac, te kaznie upokarzan i naduzyc nalezy zrownac z ziemia, personel zamumifikowac i pokazywac objazdowo w scenach upadlania i sadyzmu»





