Sześciolatki wcześniej do szkoły albo lekcje na zmiany
2009-12-20
, aktualizacja: 20.12.2009 01:05
Plakaty na przystankach i w autobusach oraz listy adresowane osobiście do każdej z ponad tysiąca rodzin wychowujących sześciolatki mają przekonać tyszan, by wybrali dla dzieci szkołę zamiast przedszkola. Jeśli tego nie zrobią, za trzy lata wrócą lekcje na dwie zmiany.
ZOBACZ TAKŻE
- Rodzice samotni na niby. Rzecznik chce z nimi walczyć (24-02-10, 12:00)
- Miały być fajne zajęcia pozalekcyjne, a jest nuda (05-02-10, 21:43)
- Mali rybniczanie wybiorą zawód już w... przedszkolu (07-01-10, 21:58)
- Sześciolatki: Szkoła jest fajniejsza od przedszkola (25-06-10, 12:48)
Na ponad tysiąc tyskich sześciolatków do pierwszych klas poszło we wrześniu zaledwie 17. Dla reszty rodzice wybrali przedszkolne zerówki. - Paradoksalnie, zanim Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło obniżenie wieku szkolnego, na życzenie rodziców do szkół szło więcej sześciolatków niż teraz. Kiedy MEN zaczęło zachęcać do takiego kroku, rodzice, jakby na przekór, sprzeciwili się temu rozwiązaniu - mówi Grażyna Piechota, rzeczniczka tyskiego magistratu.
Właśnie dlatego Miejski Zarząd Oświaty w Tychach rozpoczął kampanię zachęcającą rodziców do zmiany nastawienia wobec reformy. Plakaty rozwieszone na przystankach autobusowych, w autobusach, szkołach i przedszkolach mają zachęcić rodziców, by dobrowolnie posyłali sześciolatków do szkoły już od września.
- Przez następne dwa lata rodzice mogą wybierać między szkołą a przedszkolem. Jeśli jednak większość wybierze przedszkole, to za trzy lata, gdy nie będzie już odwołania, do pierwszych klas pójdą jednocześnie dwa roczniki. Trzeba będzie organizować lekcje na dwie zmiany - mówi Dorota Gnacik, dyrektorka MZO.
Jej zdaniem większość rodziców boi się posłać sześciolatka do pierwszej klasy, bo nie zdaje sobie sprawy, że zmienił się program nauczania. Pierwszaki nie siedzą już, jak dawniej, cały czas w ławkach, ale uczą się także poprzez zabawę, w kąciku na dywanie. Tymczasem zajęcia w zerówkach są typowo przedszkolne.
Dlatego w ramach kampanii, oprócz plakatów i ulotek z hasłem "Jestem za duży już na przedszkole, świetnie odnajdę się w tyskiej szkole", zaplanowano spotkania rodziców z pracownikami poradni psychologiczno-pedagogicznych. Będą odwiedzać przedszkola i wyjaśniać, jak rozpoznać, czy dziecko jest gotowe do podjęcia nauki i jak przygotować je do nowego etapu życia.
Na razie najwięcej sześciolatków w mieście, bo aż czwórka, chodzi do Szkoły Podstawowej nr 36. Danuta Wójcik, jej dyrektorka, przekonuje, że maluchy świetnie zintegrowały się ze starszymi kolegami i nie odstają od nich pod żadnym względem. Ich rodzice są zadowoleni, w odróżnieniu od części tych, którzy posłali dzieci do przedszkolnej zerówki. - W połowie września przyszło kilku rodziców z pytaniem, czy mogą jeszcze przenieść do nas dziecko z przedszkola, bo na zajęciach maluch się nudzi. Ale było już za późno. Mam nadzieję, że dzięki kampanii inni rodzice podejmą wybór, którego nie będą żałować po kilku tygodniach - mówi Wójcik.
Gnacik zapewnia, że w szkołach są dobre warunki dla pierwszaków. We wszystkich salach, w których się uczą, są już kąciki zabaw. Magistrat dał na nie w tym roku 120 tys. zł, a w przyszłym przekaże kolejne pieniądze.
Właśnie dlatego Miejski Zarząd Oświaty w Tychach rozpoczął kampanię zachęcającą rodziców do zmiany nastawienia wobec reformy. Plakaty rozwieszone na przystankach autobusowych, w autobusach, szkołach i przedszkolach mają zachęcić rodziców, by dobrowolnie posyłali sześciolatków do szkoły już od września.
- Przez następne dwa lata rodzice mogą wybierać między szkołą a przedszkolem. Jeśli jednak większość wybierze przedszkole, to za trzy lata, gdy nie będzie już odwołania, do pierwszych klas pójdą jednocześnie dwa roczniki. Trzeba będzie organizować lekcje na dwie zmiany - mówi Dorota Gnacik, dyrektorka MZO.
Jej zdaniem większość rodziców boi się posłać sześciolatka do pierwszej klasy, bo nie zdaje sobie sprawy, że zmienił się program nauczania. Pierwszaki nie siedzą już, jak dawniej, cały czas w ławkach, ale uczą się także poprzez zabawę, w kąciku na dywanie. Tymczasem zajęcia w zerówkach są typowo przedszkolne.
Dlatego w ramach kampanii, oprócz plakatów i ulotek z hasłem "Jestem za duży już na przedszkole, świetnie odnajdę się w tyskiej szkole", zaplanowano spotkania rodziców z pracownikami poradni psychologiczno-pedagogicznych. Będą odwiedzać przedszkola i wyjaśniać, jak rozpoznać, czy dziecko jest gotowe do podjęcia nauki i jak przygotować je do nowego etapu życia.
Na razie najwięcej sześciolatków w mieście, bo aż czwórka, chodzi do Szkoły Podstawowej nr 36. Danuta Wójcik, jej dyrektorka, przekonuje, że maluchy świetnie zintegrowały się ze starszymi kolegami i nie odstają od nich pod żadnym względem. Ich rodzice są zadowoleni, w odróżnieniu od części tych, którzy posłali dzieci do przedszkolnej zerówki. - W połowie września przyszło kilku rodziców z pytaniem, czy mogą jeszcze przenieść do nas dziecko z przedszkola, bo na zajęciach maluch się nudzi. Ale było już za późno. Mam nadzieję, że dzięki kampanii inni rodzice podejmą wybór, którego nie będą żałować po kilku tygodniach - mówi Wójcik.
Gnacik zapewnia, że w szkołach są dobre warunki dla pierwszaków. We wszystkich salach, w których się uczą, są już kąciki zabaw. Magistrat dał na nie w tym roku 120 tys. zł, a w przyszłym przekaże kolejne pieniądze.
Polecamy: Hannah Montana krzywi uczniowskie kręgosłupy
- 4 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

