Jak Katowice się "lansują" i przyciągają artystów
2009-12-15
, aktualizacja: 15.12.2009 12:26
Grupę młodych malarzy z katowickiej Akademii Sztuk Pięknych zachęciły informacje, że mogą dostać na preferencyjnych warunkach lokale w centrum. Chcą tam otworzyć pracownie wraz z galerią. - Pokazano nam dwa miejsca. Cena i lokalizacja rzeczywiście były atrakcyjne, ale stan techniczny fatalny - kwitują zainteresowani.
ZOBACZ TAKŻE
- Pierwszy zgrzyt: "Tu się tworzy" czy "Miasto ogrodów"? (14-12-09, 20:55)
- "Katowice. Tu się tworzy!". Miasto wybrało też logo (10-12-09, 18:58)
- Mamy program: "Katowice, miasto ogrodów" (14-11-09, 13:00)
Kilka miesięcy temu pisaliśmy o pomyśle władz Katowic na ożywienie śródmieścia. Na preferencyjnych warunkach centrum mają zasiedlać artyści. Koncepcja nie jest niczym nowym, bo w wielu miastach, np. we Wrocławiu, dzieje się podobnie już od kilku lat. W Katowicach wprowadzono pewne obostrzenia: artysta nie może być już zameldowany w mieście i jego twórczość musi wiązać się z miastem lub regionem. Ostateczną decyzję w sprawie przydziału lokalu podejmuje osobiście prezydent miasta.
Jak można było przypuszczać, uchwała wzbudziła spore zainteresowanie wśród artystów. Jednym z zainteresowanych jest Szymon Kobylarz, od trzech lat asystent w pracowni malarstwa ASP. Pomyślał, że spełnia wszystkie kryteria. Na stałe mieszka w Krakowie. W swoim dorobku ma prace, które powinny pasować do drugiego warunku: obrazy współczesnych symboli Katowic, makiety postindustrialnych przestrzeni, prezentowane m.in. na Zamku Ujazdowskim, we Włoszech i w Wiedniu, a także formę przestrzenną nawiązującą do postaci Alojzego Piontka, słynnego górnika, który siedem dni czekał pod ziemią na pomoc. Ta ostatnia praca prezentowana była w czasie ostatniej warszawskiej Nocy Muzeów.
Kobylarz wraz z czwórką przyjaciół z akademii chciałby dostać lokal użytkowy, w którym mogliby tworzyć, a jednocześnie założyć własną galerię.
Urzędnicy zaproponowali lokale do wynajmu po 5 zł za metr kwadratowy. Cena bardzo atrakcyjna, podobnie lokalizacja. Pierwszy lokal był przy ul. Plebiscytowej, drugi przy ul. Raciborskiej, niedaleko uczelni. Ale na tym dobre informacje, niestety, się kończą. Budynek przy ul. Plebiscytowej ma kompletnie zniszczony dach. Artyści musieliby też we własnym zakresie doprowadzić do niego prąd i wodę. Ten przy Raciborskiej z kolei wygląda jak opuszczony warsztat samochodowy.
- Pomijam już wszelkie zniszczenia w tym lokalu. Najgorsze było to, że w podłodze było odkryte wejście do piwnicy. Tam z kolei do pasa stała woda. Nikt nie potrafił wyjaśnić, skąd się tam wzięła - żalił się nam Kobylarz.
Co na to katowicki magistrat? - Lokale użytkowe mamy o różnych standardach. Raz w lepszym, raz w gorszym stanie. Pokazujemy to, co akurat mamy wolnego - wyjaśnił nam Jakub Jarząbek z biura prasowego magistratu.
Kobylarz wraz z przyjaciółmi do pomysłu już się zrazili, na szczęście na razie nie zamierzają przeprowadzać się do innego miasta. Zaczęli szukać lokalu gdzie indziej, niekoniecznie w centrum.
W centrum aglomeracji górnośląskiej jest niewiele galerii. Oczywiście można narzekać, że Katowice to nie Kraków czy Warszawa, że u nas nie ma tak silnego środowiska artystycznego. Ale jak to się dzieje, że np. w robotniczej Łodzi jest wiele takich miejsc?
Prof. Marian Oslislo, rektor ASP, uważa, że dużo zależy od włodarzy miasta. Powinni młodych twórców wspierać, a z drugiej strony zapewnić śródmieściu właściwy koloryt, przyciągnąć do niego ludzi.
Szkoda, że mimo kolejnych uchwał i deklaracji nic z tego nie wynika.
Jak można było przypuszczać, uchwała wzbudziła spore zainteresowanie wśród artystów. Jednym z zainteresowanych jest Szymon Kobylarz, od trzech lat asystent w pracowni malarstwa ASP. Pomyślał, że spełnia wszystkie kryteria. Na stałe mieszka w Krakowie. W swoim dorobku ma prace, które powinny pasować do drugiego warunku: obrazy współczesnych symboli Katowic, makiety postindustrialnych przestrzeni, prezentowane m.in. na Zamku Ujazdowskim, we Włoszech i w Wiedniu, a także formę przestrzenną nawiązującą do postaci Alojzego Piontka, słynnego górnika, który siedem dni czekał pod ziemią na pomoc. Ta ostatnia praca prezentowana była w czasie ostatniej warszawskiej Nocy Muzeów.
Kobylarz wraz z czwórką przyjaciół z akademii chciałby dostać lokal użytkowy, w którym mogliby tworzyć, a jednocześnie założyć własną galerię.
Urzędnicy zaproponowali lokale do wynajmu po 5 zł za metr kwadratowy. Cena bardzo atrakcyjna, podobnie lokalizacja. Pierwszy lokal był przy ul. Plebiscytowej, drugi przy ul. Raciborskiej, niedaleko uczelni. Ale na tym dobre informacje, niestety, się kończą. Budynek przy ul. Plebiscytowej ma kompletnie zniszczony dach. Artyści musieliby też we własnym zakresie doprowadzić do niego prąd i wodę. Ten przy Raciborskiej z kolei wygląda jak opuszczony warsztat samochodowy.
- Pomijam już wszelkie zniszczenia w tym lokalu. Najgorsze było to, że w podłodze było odkryte wejście do piwnicy. Tam z kolei do pasa stała woda. Nikt nie potrafił wyjaśnić, skąd się tam wzięła - żalił się nam Kobylarz.
Co na to katowicki magistrat? - Lokale użytkowe mamy o różnych standardach. Raz w lepszym, raz w gorszym stanie. Pokazujemy to, co akurat mamy wolnego - wyjaśnił nam Jakub Jarząbek z biura prasowego magistratu.
Kobylarz wraz z przyjaciółmi do pomysłu już się zrazili, na szczęście na razie nie zamierzają przeprowadzać się do innego miasta. Zaczęli szukać lokalu gdzie indziej, niekoniecznie w centrum.
W centrum aglomeracji górnośląskiej jest niewiele galerii. Oczywiście można narzekać, że Katowice to nie Kraków czy Warszawa, że u nas nie ma tak silnego środowiska artystycznego. Ale jak to się dzieje, że np. w robotniczej Łodzi jest wiele takich miejsc?
Prof. Marian Oslislo, rektor ASP, uważa, że dużo zależy od włodarzy miasta. Powinni młodych twórców wspierać, a z drugiej strony zapewnić śródmieściu właściwy koloryt, przyciągnąć do niego ludzi.
Szkoda, że mimo kolejnych uchwał i deklaracji nic z tego nie wynika.
Polecamy: Silesia to miejsce lansu, które zabija centrum Katowic
- 23 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
-
Jak Katowice się "lansują" i przyciągają artystów
moritani
15.12.09, 16:44
Jak wsawja jenoekich bandytów - bedą mieli kasę na remon? Kto teraz bedie tam od nich kpowa, jak ludzi nie mają na chleb??? Z czego beda dopłaty do ich "użytkowanie" lokalów???»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


