Nikiszowiec na jarmarku zachwycił każdego [WIDEO]

Anna Malinowska
2009-12-06 , aktualizacja: 07.12.2009 11:45
A A A Drukuj
Świąteczny jarmark na Nikiszowcu, 2009 rok Fot. Bartlomiej Barczyk / Agencja Gazeta Świąteczny jarmark na Nikiszowcu, 2009 rok
Katowicki Nikiszowiec był w niedzielę najradośniejszym miejscem na Śląsku. Miejscowi mieli satysfakcję ze zorganizowania jarmarku, a ich goście cieszyli się, że tu przyjechali.
Świąteczny jarmark na Nikiszowcu
Fot. Bartlomiej Barczyk / Agencja Gazeta
Świąteczny jarmark na Nikiszowcu
Świąteczny jarmark na Nikiszowcu
Fot. Bartlomiej Barczyk / Agencja Gazeta
Świąteczny jarmark na Nikiszowcu
Świąteczny jarmark na Nikiszowcu
Fot. Bartlomiej Barczyk / Agencja Gazeta
Świąteczny jarmark na Nikiszowcu
Świąteczny jarmark na Nikiszowcu
Fot. Bartlomiej Barczyk / Agencja Gazeta
Świąteczny jarmark na Nikiszowcu
Świąteczny jarmark na Nikiszowcu
Fot. Bartlomiej Barczyk / Agencja Gazeta
Świąteczny jarmark na Nikiszowcu
Świąteczny jarmark na Nikiszowcu
Fot. Bartlomiej Barczyk / Agencja Gazeta
Świąteczny jarmark na Nikiszowcu
Świąteczny jarmark na Nikiszowcu
Fot. Bartłomiej Barczyk / Agencja Gazeta
Świąteczny jarmark na Nikiszowcu
Świąteczny jarmark na Nikiszowcu
Fot. Bartlomiej Barczyk / Agencja Gazeta
Świąteczny jarmark na Nikiszowcu
SERWISY
Punktualnie w samo południe kupcy otworzyli swoje kramy z rękodziełem, a na scenę wkroczył pierwszy zespół. Z minuty na minutę nikiszowiecki rynek wypełniał tłum ludzi. "Przyjechaliśmy z Gliwic", "A my z Bytomia", "Dobrze, że tu przyjechaliśmy z dziećmi" - słychać było zewsząd.

Na rynku pracowało dwóch Mikołajów i do każdego ustawiały się długie kolejki, a rodzice pilnowali, by przyprowadzone przez nich maluchy nie zorientowały się, że to oni po kryjomu przekazują paczkę z prezentem. - Mikołaj dał mi cukierki. Teraz idę z mamą rysować - mówiła czteroletnia Jaśmina Pazurek z Katowic.

Sale domu katechetycznego wypełnił tłum dzieci. Tu we własnym gronie mogły rysować, oglądać bajki i bawić się. Dorośli w tym czasie zajęci byli kupowaniem świątecznych specjałów i grzanego wina. Z Krakowa już po raz drugi przyjechały ze swoim rękodziełem Marta Szafraniec i Jolanta Świerz. Były tu podczas lipcowego odpustu i tak im się spodobało, że ani chwili się nie wahały. - Warto tu być dla samej atmosfery. Ludzie są przyjacielscy, zagadają i zażartują, a także częstują nas przepysznym jedzeniem. To jak spotkanie grupy przyjaciół, można zapomnieć o handlu i o tym, że trzeba zarobić - zapewniały.

Wśród kramów z rękodziełem i ozdobami świątecznymi nie brakowało też tych ze słodkościami i śląskim jedzeniem. Rodzina Tomeckich, mieszkająca w Nikiszowcu od pokoleń, pełną parą uwijała się przy podawaniu żurku i klusek z roladą. Inny z mieszkańców Krzysztof Niesporek, którego zakład fotograficzny istnieje w Nikiszu od 1919 r., przy specjalnie ustawionym monidle robił odwiedzającym zdjęcia. Podobnie inni nikiszowianie, każdy miał swoje zajęcie: Zbigniew Brudel w odświętnym mundurze górniczym pilnował porządku, Gabriela Szymkowiak odpowiadała za wykonawców, a Zdzisław Majerczyk sprzedawał specjalnie na ten dzień wybite monety "Balkany".

- W tym roku udało nam się zaangażować znacznie więcej osób. Każdy z mieszkańców zaprosił też na jarmark znajomych. Dziś tu chyba nie ma ani jednej rodziny, która by kogoś nie gościła - cieszyła się Marta Tomecka, pomysłodawczyni jarmarku. Były i atrakcje niezwiązane z handlem. W kościele św. Anny koncertowali studenci katowickiej Akademii Muzycznej, a na rynek przyjechała straż pożarna i pozwalała dzieciom zobaczyć wóz od środka.

Muzyka? Mogła zadowolić każdego! Starszym najbardziej chyba podobała się orkiestra kopalni Wujek, młodzież rozgrzał raper Rahim, zaś Jan Skrzek wraz ze swoimi muzykami przypomniał, że Śląsk bluesem stoi. - Takiej imprezy jeszcze nie prowadziłem! Tu czuje się niesamowitą więź między ludźmi. Czuję się, jakbym wstępował w grono olbrzymiej rodziny. Wszyscy się znają, a jak nie - to chcą się poznać - chwalił organizatorów Tomasz Bacajewski, aktor Teatru Muzycznego w Gdyni, konferansjer jarmarku. Przyznał, że ich zaangażowanie też mu się udzieliło.

Goście zapewniali, że za rok znowu tu przyjadą. Podkreślali, że dzięki jarmarkowi mogli dobrze się zabawić, bo tu przez kilka godzin wiele się dzieje. - W centrum Katowic jest teraz kompletnie pusto, a tutaj takie tłumy! No i wreszcie zobaczyliśmy Mikołaja na ulicy - cieszyła się grupa motocyklistów.

Z całą rodziną przyjechał też architekt Robert Konieczny. - Każdemu się podoba: oblaty, wata cukrowa i orkiestra. Gdzie indziej to jeszcze w jednym miejscu można zobaczyć? - podsumował zalety imprezy. Jego zdaniem z roku na rok gości będzie przybywać.

Podobnie sądzi Agnes Janich, artystka z Nowego Jorku, która właśnie odwiedza Polskę. Znajomi polecili jej katowicki Nikiszowiec. Kiedy dowiedziała się, że w niedzielę będzie tu jarmark, przyjechała do Katowic już w piątek. - Uwielbiam miejsca zniszczone, postindustrialne i zapomniane. Czuję, że Nikiszowiec już wkrótce będzie inny. To miejsce stanie się modne i zostanie mu przywrócony blask - przewiduje artystka i zastanawia się nad zbudowaniem tutaj jednej ze swoich instalacji.

Mieszkańcy Nikisza obiecują, że za rok jarmark będzie jeszcze bardziej huczny i zapraszają do siebie nie tylko z tej okazji. Chcą sprzedawać przed Wielkanocą i na lipcowym odpuście, a może wymyślą też coś innego.

Dochód ze sprzedaży własnych wyrobów mieszkańcy przekazali na kupno i montaż monitoringu w dzielnicy. Każdy z kupców spoza Nikiszowca dołożył po 10 proc. całego utargu. Do tej pory zebrano już na ten cel 12 tys. zł.



Podziel się

  • 21 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów