Wspólny bilet w aglomeracji się oddala

Tomasz Głogowski
2009-12-05 , aktualizacja: 05.12.2009 01:36
A A A Drukuj
Fot. Dawid Chalimoniuk / AG
Kibicujmy Szybkiej Kolei Regionalnej z Tychów do Katowic, bo jej porażka może oznaczać koniec marzeń o wspólnym bilecie dla aglomeracji
Od 14 grudnia, gdy wejdzie w życie nowy rozkład jazdy pociągów, na trasę pomiędzy Tychami Miastem a Katowicami zamiast czterech nowoczesnych flirtów wyjadą tylko trzy. Odebrana Szybkiej Kolei Regionalnej maszyna będzie kursować między Gliwicami a Częstochową. Do tej pory urząd marszałkowski, próbując wyjaśnić tę decyzję, twierdził, że nie tylko tyszanie, ale również inni mieszkańcy regionu zasłużyli na luksusy, które oferuje nowoczesny flirt. Brzmiało to mało przekonująco i, niestety, okazało się, że faktycznie to tylko część prawdy. W rzeczywistości poszło o pieniądze, a konkretnie o dotację do pomarańczowego biletu. Obowiązuje on we flirtach, autobusach i trolejbusach tyskiego MZK, a pasażerowie SKR nie muszą - tak jak inni mieszkańcy aglomeracji - kupować różnych biletów na autobus i pociąg. Do pomarańczowego biletu - który jest eksperymentem wzorowanym na idei ATP - biletu, który z powodzeniem funkcjonował już w aglomeracji przez trzy lata - dopłacają wspólnie Tychy i urząd marszałkowski.

Ponieważ liczba pasażerów Szybkiej Kolei Regionalnej jest mniejsza, niż oczekiwano, władze Tychów zamiast 2 mln zł dotacji przekazały urzędowi marszałkowskiemu jedynie 500 tys. zł. Zrobiło się zamieszanie, a marszałek Bogusław Śmigielski wspomniał o tym nawet przy okazji spotkania na temat nowego rozkładu jazdy. Od razu stało się jasne, że właśnie finanse były prawdziwym powodem przeniesienia flirta do Częstochowy.

Obawiam się, że zamieszanie wokół Szybkiej Kolei Regionalnej zaszkodzi wszystkim pasażerom w regionie. Pomarańczowy bilet, o który teraz kłócą się prezydent Tychów z marszałkiem, miał być bowiem testem przed wprowadzeniem wspólnego biletu dla całego regionu. - Jeżeli uda się Tychom, może udać się i nam - powtarzali zwolennicy tego rozwiązania. Eksperyment miał zadać kłam wszystkim sceptykom, którzy od lat twierdzą, że nie da się wprowadzić wspólnego biletu, bo kolej, województwo i poszczególne samorządy nigdy nie dogadają się w sprawie sensownego finansowania tego przedsięwzięcia.

Przykład SKR pokazuje, że malkontenci mieli jednak rację. Choć wszyscy wykonali kawał dobrej roboty - Tychy dostosowały swoją komunikację do flirtów, a urząd marszałkowski dał przedsięwzięciu zielone światło - to z powodu sporu, kto ma za co płacić i na jakich zasadach, idea wspólnego biletu i Szybka Kolej Regionalna znalazły się w kłopotach. Wygląda na to, że jednej i drugiej stronie zabrakło cierpliwości. Przecież nawet jeżeli flirtami jeździ mniej pasażerów, niż się spodziewano, to winy należałoby upatrywać np. w źle skonstruowanym rozkładzie jazdy. Całe szczęście, że teraz siatkę połączeń stworzono od nowa tak, by najwięcej kursów było rano i wieczorem - gdy ludzie jadą do pracy i z niej wracają. Poprawa frekwencji powinna być widoczna już od połowy grudnia.

Pospieszył się też chyba Andrzej Dziuba, prezydent Tychów, który decyzję o zabraniu flirta nazwał skandalem i głupotą. Może rzeczywiście założenia dotyczące liczby pasażerów powstały na wyrost i czas dostosować je do realiów? Może miasto powinno jednak bardziej zaangażować się w finansowanie flirtów, skoro to jednak głównie mieszkańcy Tychów z nich korzystają?

Jedno jest pewne. Trzeba poczekać, aż emocje opadną i kibicować Szybkiej Kolei Regionalnej. Porażka tego projektu dotknie wszystkich korzystających z transportu publicznego.

Polecamy: W nowym rozkładzie jazdy przybędzie sto pociągów



Podziel się

  • 27 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów