Rodzina potrzebuje dwóch tapczanów pod choinkę

Małgorzata Goślińska
2009-12-01 , aktualizacja: 02.12.2009 02:27
A A A Drukuj
Bliźniaczki Michalina i Aleksandra Czyż urodziły się z porażeniem mózgowym Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta Bliźniaczki Michalina i Aleksandra Czyż urodziły się z porażeniem mózgowym
Świąteczne marzenie mamy z Miedźnej: żeby się wygodniej podnosiło córki i kładło do snu, bo mają już po 17 lat i sporo ważą
Czteroletnia Wanessa i siedmioletnia Natalia marzą o telewizorze, młodsza z sióstr jeszcze o misiu, lalce, kisielu i szczoteczce do zębów. Co to za dom, jeśli takie rzeczy są marzeniami? Kompletnie nieprzygotowany do zimy. Ile węgla rodzina chciałaby znaleźć pod choinką, jakie rozmiary butów i kurtek - dowiesz się w portalu www.szlachetnapaczka.pl. Świąteczną akcję o tej samej nazwie po raz kolejny prowadzi Stowarzyszenie Wiosna. Jej ideą jest trafiać prezentem w potrzeby konkretnego człowieka, nie tylko te przyziemne, jak żywność czy środki czystości, chociaż takich jest najwięcej. Wolontariusze Wiosny przez ośrodki pomocy społecznej, parafie i własnych sąsiadów znaleźli najuboższych ludzi na Śląsku. Odwiedzili ich, spisali pragnienia i zamieścili w internecie. Teraz pora na darczyńców. Każdy może wybrać sobie kogoś z listy i obdarzyć prezentem.

Bliźniaczki Michalina i Aleksandra Czyż z Miedźnej urodziły się z porażeniem mózgowym. Same nie zjedzą, nie umyją się, tylko rodzice znają ich język. Mama poświęciła dla nich karierę zawodową, ojciec zrezygnował z pracy po 30 latach, gdy dziewczynki urosły i zrobiły się ciężkie. W styczniu będą obchodzić 17. urodziny, waga każdej skoczyła prawie do 50 kilo. Rodzice powoli przystosowali dla córek dom, dobudowali windę, łazienkę z piętra przenieśli do garażu, zdobyli specjalny wózek pod prysznic. Brakuje jeszcze dwóch tapczanów wysokich na ok. 90 cm, żeby Michalinę i Aleksandrę łatwiej było podnosić i kłaść do snu.

W tym roku w naszym województwie roku padł smutny rekord. Na liście znalazło się aż 708 potrzebujących rodzin. Jedna straciła ojca, w drugiej pochorowały się dzieci, albo matka od zawsze sama wychowuje chore, albo straciła pracę. Jeszcze inna rodzina tonie w długach, odcięto jej gaz, za chwilę straci światło, są takie, które nigdy nie miały ciepłej wody. Gdzieś jest potrzebny dywan, gdzie indziej bojler, lodówka czy duże ilości papieru toaletowego, tam znów wodoodporna tapeta do walki z uciążliwym grzybem. Dzieci nie mogą uczyć się angielskiego, bo nie mają podręczników i słowników, chcą być jak inne i proszą o rolki, są skromne - jeśli o komputer, to używany. Bywają też marzenia wysublimowane, takie jak dinozaur rozpuszczalny w wodzie. Julita, lat 44, ucieszyłaby się z farb olejnych. Malując, zapomina o nieuleczalnej chorobie. Dorośli rzadko odważają się marzyć.

- Czego chciałaby Pani dla siebie? - pytam mamę bliźniaczek z Miedźnej. Zastanawia się długo. - Ja domatorką jestem, niczego mi nie potrzeba - mówi w końcu. - Żadnych przyjemności, żeby oderwać się na chwilę od bycia matką? - dopytuję. - Wie pani, jak już mam wszystkiego dość, wsiadam w auto. Całe moje życie toczy się między kuchnią, łazienką i pralnią. Jeżdżę po wsi bez celu, żeby się odstresować.

Na razie zgłosiło się zaledwie 254 darczyńców. Dla niektórych udział w Szlachetnej Paczce stał się już tradycją. Rodzina zamiast obdarowywać siebie nawzajem, wspólnie przygotowuje prezent dla obcej rodziny. W ten prosty sposób obdarza się satysfakcją z pomagania, chociaż obdarowywanych nigdy nie spotyka.

Jedni marzą o lunecie, drudzy bardzo potrzebują bojlera



Podziel się

  • 3 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów