Koniec bujania. Karuzele z lunaparku idą pod młotek

Małgorzata Goślińska
2009-11-30 , aktualizacja: 30.11.2009 20:52
A A A Drukuj
Wesołe Miasteczko w Chorzowie Fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Gazeta Wesołe Miasteczko w Chorzowie
Spełniły się najgorsze obawy karuzelników. Park mówi im: won z wesołego miasteczka! Mają sprzedać parkowi urządzenia albo je stąd niezwłocznie zabrać pod groźbą wysokich kar pieniężnych. Po półwieczu istnienia kończy się sentymentalna historia śląskiego lunaparku.
Z około 60 urządzeń w śląskim wesołym miasteczku do Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku należy tylko 16. Reszta jest w rękach prywatnych właścicieli. Dzierżawią od parku teren, dbają o swoje urządzenia i zatrudniają pracowników, a w zamian biorą część zysku ze sprzedaży karnetów. Z końcem października skończyły im się umowy dzierżawy, które od kilku lat zawierane są tylko na jeden sezon. Przyjęło się jednak, że urządzenia bez podpisanych umów stały do rozpoczęcia następnego sezonu w kwietniu. W tym roku na karuzelników spadł grom z jasnego nieba. Park zaproponował im, że wykupi od nich urządzenia. - To jest propozycja nie do odrzucenia - mówią karuzelnicy.

Niektórzy nazywają ją wprost szantażem. Kto bowiem nie zgodzi się na sprzedaż, musi zabrać karuzelę. Inaczej za każdy dzień zwłoki zapłaci 200 zł kary. Termin upłynął wczoraj, a na decyzję było zaledwie kilka tygodni. Piotr Małecki, dyrektor wesołego miasteczka: - To nie jest ultimatum, modernizujemy naszą działalność.

Oddaj nam karuzelę albo zabierz ją do domu

Lunapark wygląda, jakby nic się nie zmieniło. Niemal wszyscy właściciele karuzel skorzystali z oferty parku. - Nie mieliśmy innego wyjścia - mówią (proszą o nie ujawnianie nazwisk z obawy przed niekorzystnym wynikiem negocjacji). Wesołe miasteczko w Chorzowie to jedyny park rozrywki w Polsce. Urządzenia mogłyby kupić tylko małe, objazdowe lunaparki, ale wiadomo, że nie dysponują one pieniędzmi. Karuzelnicy z Chorzowa są więc skazani na łaskę WPKiW. - Z roku na rok żyliśmy w niepewności, co się z nami stanie. Baliśmy się inwestować - opowiadają. - Dlaczego park nie poinformował nas wcześniej, że to nasz ostatni sezon tutaj? Będziemy zmuszeni oddać nasze karuzele za cenę, jaką park podyktuje. Jaki mamy wybór? Postawić karuzele pod blokiem albo na parkingu?

Niektórzy nie mają nawet takiej możliwości. Budowali swoje urządzenia specjalnie pod lunapark w Chorzowie, na fundamentach, mogą je tylko rozebrać na złom. Są i tacy, którzy nie mają żadnej alternatywy. Z powodu niskiej atrakcyjności urządzenia nie dostali nawet tej propozycji nie do odrzucenia. Mają się po prostu wynieść.

Za 50 zł, ile dusza zapragnie

Na ironię śląskie wesołe miasteczko obchodzi właśnie półwiecze istnienia. Wielu karuzelników związanych jest z nim od początku. Przejęli interes po rodzicach i wychowali tu swoje dzieci.

Historia lunaparku ma wymiar sentymentalny. Co to obchodzi klientów? Trochę na pewno, skoro burzyliśmy się po zamknięciu samolotów dużych (zdjętych do remontu). Przecież to przestarzała atrakcja, ani wysoka, ani szybka. A jednak jeszcze ktoś z nas pamięta, jak stał do samolotów w kolejce...

Pomińmy wspomnienia i zapomnijmy na chwilę o krzywdzie śląskich karuzelników, którzy często są w wieku powyżej 50 lat i trudno im będzie znaleźć pracę. Zapytajmy, dokąd zmierza wesołe miasteczko i jakie korzyści płyną z tego dla nas?

Od przyszłego sezonu zapłacimy tylko raz, wchodząc przez główną bramę. Karnet będzie dwa razy droższy, ale z urządzeń będziemy korzystać do woli. Do tej pory trzeba było wykupić karnet elektroniczny za 25 zł i samo wejście, a potem każda karuzela pożerała nam impulsy, od 1 do 10, każdy za złotówkę, w zależności od atrakcyjności. Najdroższy był rollercoaster, starczało na dwa przejazdy, ewentualnie ładowaliśmy dodatkowo karnet. Wyobraźmy sobie, że teraz możemy jeździć kolejką górską, ile dusza zapragnie, najwyżej poczekamy w kolejce albo ustawimy się na spływ do wody. Za jedyne 50 zł spędzamy cały dzień w wesołym miasteczku!

To oficjalny powód, dlaczego park chce przejąć wszystkie karuzele. Karnet elektroniczny miał wskazywać, które urządzenia są najbardziej pożądane i ułatwiał podział zysków. Jeden bilet ten podział utrudni.

Scenariusz karuzelników jest czarny, być może dyktowany emocjami. Przewidują: - Wesołe miasteczko ma być doprowadzone do upadku.

Nadchodzi inwestor

Lokalizacja chorzowskiego lunaparku jest atrakcyjna dla deweloperów, tego nie trzeba zgadywać. Dziwi też, że spółka WPKiW, która w jednym sezonie była w stanie kupić najwyżej jedną karuzelę, nagle chce kupić prawie 40. I jak zamierza uzyskać dochód bez opłat z dzierżawy urządzeń?

Eugeniusz Wiecha, specjalista z branży karuzelniczej z 20-letnim stażem w śląskim wesołym miasteczku, obecnie właściciel Rabkolandu i wydawca specjalistycznego pisma Interplay: - To właściwe postępowanie, skupić urządzenia w jednej ręce.

Obawia się tylko, że są to ręce państwowe. Zaobserwowaliśmy już, że zarząd parku zmienia się w zależności od panującej opcji politycznej. A właściciele karuzel niezmiennie trwali. Dbali o swój interes, więc i o urządzenia.

Obecne plany parku: ma nadejść zewnętrzny inwestor. Dla Wiechy to obiecujące. Park czyści teren, by zaprosić kogoś do współpracy. Ale kogo? Nikt jeszcze nie widział na oczy żadnego inwestora, a słychać o nim od kilku lat.

W najbliższym sezonie dowiemy się, że Gwiazda Duża, nazywana inaczej Diabelskim Młynem, jest w remoncie. Oby to była błędna prognoza.

Polecamy: Wesołe miasteczko miało bardzo smutne urodziny



Podziel się

  • 29 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów