Księża z ambony: Kopalnia trzęsie, niedługo przestanie

Tomasz Głogowski
2009-11-30 , aktualizacja: 30.11.2009 12:03
A A A Drukuj
Księża na mszach uspokajają: potężne wstrząsy wywołane przez kopalnię Rydułtowy-Anna nie zagrażają ludziom i będą słabnąć. Mieszkańcy nie wierzą. Od lat skarżą się na spadające klosze z lamp, tłukące się szklanki i pękające ściany.
Kopalnia Rydułtowy-Anna już trzy lata temu mogła być pierwszą w Polsce zamkniętą ze względów bezpieczeństwa. Pewnej grudniowej nocy aż 34 górników otarło się o śmierć. Potężne, niespotykane nawet jak na górnictwo tąpnięcie, w ułamku sekundy zdeformowało chodnik, który obniżył się z trzech do jednego metra. Do wyrobiska dostał się metan, a stężenie gazu wyniosło 2,4 proc. Na szczęście nikomu nic się nie stało.

Gigantyczny wstrząs poczynił jednak spustoszenia na powierzchni. Pospadały klosze z lamp, potłukły się szklanki, popękały ściany domów. Mieszkańcy Rydułtów i okolic, choć przyzwyczajeni już do wstrząsów, mówili, że czegoś takiego jeszcze nie przeżyli. - To było prawdziwe trzęsienie ziemi - opowiadali z przejęciem.

Od tego czasu sytuacja w Rydułtowach nieco się uspokoiła, ale nie na długo. Ostatnio ludziom w mieszkaniach znów trzęsą się meble, spadają szklanki, pękają ściany.

Sytuacja jest tak poważna, że Janusz Matuszek, dyrektor kopalni Rydułtowy-Anna, zdecydował się na nietypowy krok. Poprosił miejscowych księży, by z kościelnej ambony odczytali oświadczenie kopalni, że wstrząsy nie zagrażają bezpieczeństwu mieszkańców. - To przejściowa sytuacja, która będzie słabnąć - zapewniali księża w imieniu kopalni.

Kompania Węglowa, do której należy rydułtowska kopalnia, popiera pomysł dyrektora. Jej zdaniem w takich sprawach nie ma lepszej metody komunikowania się z mieszkańcami niż kościół. - Taka deklaracja dla lokalnej społeczności jest dużo więcej warta niż ogłoszenie w prasie czy telewizji - przekonuje Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii. Zapewnia, że kopalnia dotrzyma złożonych zobowiązań.

Część mieszkańców Rydułtów jest jednak sceptyczna. Wielu nie wierzy, że coś może się zmienić na lepsze. Irena Mielimąka z mężem od kilku lat walczą z kopalnią Rydułtowy-Anna. Do tej pory nie doczekali się odszkodowania. Mówią, że ich dom zniszczyły wstrząsy spowodowane wydobyciem i potężne ciężarówki dojeżdżające do kopalni. Kiedyś walczyli o pieniądze na remont, teraz chcą odszkodowania za cały dom, bo zamierzają się przeprowadzić w inne miejsce. Sprawa trafiła już do sądu. Pani Irena nie wierzy w deklaracje kopalni, nawet jeżeli padały z kościelnej ambony.

- Mieliśmy w domu już 17 różnych remontów i gdy kończył się jeden, zaczynał się następny. Mamy już dość mieszkania na placu budowy. Żądamy, by kopalnia potraktowała nas wreszcie poważnie - mówi pani Irena. Jej zdaniem kopalnia boi się roszczeń. Jeżeli Mielimąkowie jako pierwsi wygrają odszkodowanie, w ich ślady mogą pójść kolejni mieszkańcy Rydułtów.

Przeczytaj: Jedno górnicy będą świętować Barbórkę, inni pikietować



Podziel się

  • 4 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy