Na torach nie będzie lepiej. Sami się na to skazaliśmy
2009-11-26
, aktualizacja: 26.11.2009 16:43
Czy podpisanie pięcioletniej umowy z Przewozami Regionalnymi było błędem? Tak, i to poważnym. Po przejęciu kolejowej spółki przez samorząd województwa praktycznie zamknęliśmy prywatnym przewoźnikom drogę na śląskie tory.
ZOBACZ TAKŻE
- Pociągi walczą o życie, przygotuj się na mobilną kasę (30-11-09, 10:20)
- Wspólny bilet w aglomeracji się oddala (05-12-09, 01:36)
- Alarm! Szybkie pociągi będą omijać Zagłębie Dąbrowskie (23-11-09, 20:15)
- Rozkład? Po co on komu, skoro pociągi jeżdżą jak chcą (20-11-09, 21:17)
- Jak nowe pociągi okazały się "starymi" flirtami (16-11-09, 20:30)
- Gliwice chcą pociągu, a marszałek ich nie lubi (11-10-09, 22:38)
- Nowy rozkład PKP to będzie... nowa jakość (17-09-09, 10:41)
- Niech pociągi na Śląsku kursują stałym taktem (01-09-09, 19:53)
SERWISY
Śląski Urząd Marszałkowski 19 października 2007 roku podpisał umowę z PKP Przewozami Regionalnymi (od niedawna spółka zmieniła nazwę i odcięła się od PKP). Firma miała się zająć organizacją transportu pasażerskiego w naszym regionie. Kontraktu nie można zerwać przez pięć lat.
Umowa miała być lekiem na wszystkie kolejowe kłopoty regionu. Samorząd zobowiązał się dać Przewozom Regionalnym 510 mln zł, czyli prawie o 20 proc. więcej niż w ostatnich latach. W zamian za to mieliśmy mieć punktualne pociągi, większą liczbę połączeń, nowocześniejsze składy, a w perspektywie spore szanse na pojawienie się prywatnej konkurencji. Urzędnicy tłumaczyli, że umowa z Przewozami Regionalnymi pozwoli wreszcie na rzetelną weryfikację pasażerskich potrzeb. Tam, gdzie nie wyrobi się PKP, będziemy mogli z czystym sumieniem wpuścić prywatne szynobusy - słyszeliśmy zapewnienia.
Minęły dwa lata i rzeczywistość skrzeczy. Nikt nie ma już chyba wątpliwości, że skazanie się na usługi Przewozów Regionalnych okazało się błędem. Spółka zdążyła już zbankrutować i zmierzyć się z problemem zablokowanych przez wierzycieli kont. Przetrwała tylko dlatego, że przejęły ją samorządy w całej Polsce. Musieliśmy objąć drugi co do wielkości pakiet udziałów. Bez entuzjazmu i niejako pod przymusem rządu, który postanowił pozbyć się kłopotu.
Ale i tak najtrudniejsze dopiero przed nami. Aby przetrwać, Przewozy Regionalne muszą teraz zredukować zatrudnienie i "wygonić" część kolejarzy zza biurek do pracy w pociągach. Już szykują się związkowe protesty. Spadną na głowę marszałka, który będzie musiał uporać się z tym problemem. Jakoś nie wierzę, że będzie jeszcze czas na walkę o poprawę komfortu pasażerów.
Najgorsze jednak, że możemy zapomnieć o prywatnej konkurencji na torach, bo podpisując pięcioletnią umowę, niejako sami skazaliśmy się na usługi Przewozów Regionalnych. Gdyby marszałek chciał teraz znaleźć prywatnego partnera, działałby na szkodę własnej spółki! Przez trzy następne lata ma związane ręce. Marszałek Bogusław Śmigielski doskonale zdaje sobie sprawę z pułapki, w jaką wpadł. - W obecnej sytuacji nie szukamy alternatywnych przewoźników, bo musimy skupić się na restrukturyzacji Przewozów Regionalnych - powiedział ostatnio "Gazecie".
Szkoda, bo np. w województwie kujawsko-pomorskim od 1,5 roku mieszkańców wożą także pociągi polsko-brytyjskiego konsorcjum Arriva PCC. Wszyscy na tym korzystają. W budżecie marszałka zostało niemal 30 mln zł, a pasażerowie jeżdżą wygodnymi szynobusami, choć początki były trudne. Pociągi Arrivy spóźniały się na potęgę, rozkład jazdy przestał praktycznie funkcjonować, a pasażerowie przeklinali, na czym świat stoi. Ale okres prób i błędów minął. I jakoś nie słychać, że władze chcą zrezygnować z usług prywatnego przewoźnika. Nad podobnym rozwiązaniem zastanawiają się w Łodzi. Na torach też ma się pojawić prywatna konkurencja, która ma wspomagać tradycyjną kolejową spółkę. Ale tam władze nie podpisały z Przewozami Regionalnymi cyrografu. Taki błąd zrobiliśmy tylko my.
W tej całej sytuacji jest tylko jeden plus. Przez cale lata to kolejarze dyktowali nam, na jakich zasadach i gdzie będą jeździć, a właściwie dokąd nie będą jeździć. Marszałek miał tylko płacić. Teraz mamy realny wpływ na to, jak nasze pieniądze zostaną wydane. A skoro tak, to musimy zacząć też wymagać. I wytrzymać z Przewozami Regionalnymi jeszcze przez trzy lata. Byle do końca umowy.
Umowa miała być lekiem na wszystkie kolejowe kłopoty regionu. Samorząd zobowiązał się dać Przewozom Regionalnym 510 mln zł, czyli prawie o 20 proc. więcej niż w ostatnich latach. W zamian za to mieliśmy mieć punktualne pociągi, większą liczbę połączeń, nowocześniejsze składy, a w perspektywie spore szanse na pojawienie się prywatnej konkurencji. Urzędnicy tłumaczyli, że umowa z Przewozami Regionalnymi pozwoli wreszcie na rzetelną weryfikację pasażerskich potrzeb. Tam, gdzie nie wyrobi się PKP, będziemy mogli z czystym sumieniem wpuścić prywatne szynobusy - słyszeliśmy zapewnienia.
Minęły dwa lata i rzeczywistość skrzeczy. Nikt nie ma już chyba wątpliwości, że skazanie się na usługi Przewozów Regionalnych okazało się błędem. Spółka zdążyła już zbankrutować i zmierzyć się z problemem zablokowanych przez wierzycieli kont. Przetrwała tylko dlatego, że przejęły ją samorządy w całej Polsce. Musieliśmy objąć drugi co do wielkości pakiet udziałów. Bez entuzjazmu i niejako pod przymusem rządu, który postanowił pozbyć się kłopotu.
Ale i tak najtrudniejsze dopiero przed nami. Aby przetrwać, Przewozy Regionalne muszą teraz zredukować zatrudnienie i "wygonić" część kolejarzy zza biurek do pracy w pociągach. Już szykują się związkowe protesty. Spadną na głowę marszałka, który będzie musiał uporać się z tym problemem. Jakoś nie wierzę, że będzie jeszcze czas na walkę o poprawę komfortu pasażerów.
Najgorsze jednak, że możemy zapomnieć o prywatnej konkurencji na torach, bo podpisując pięcioletnią umowę, niejako sami skazaliśmy się na usługi Przewozów Regionalnych. Gdyby marszałek chciał teraz znaleźć prywatnego partnera, działałby na szkodę własnej spółki! Przez trzy następne lata ma związane ręce. Marszałek Bogusław Śmigielski doskonale zdaje sobie sprawę z pułapki, w jaką wpadł. - W obecnej sytuacji nie szukamy alternatywnych przewoźników, bo musimy skupić się na restrukturyzacji Przewozów Regionalnych - powiedział ostatnio "Gazecie".
Szkoda, bo np. w województwie kujawsko-pomorskim od 1,5 roku mieszkańców wożą także pociągi polsko-brytyjskiego konsorcjum Arriva PCC. Wszyscy na tym korzystają. W budżecie marszałka zostało niemal 30 mln zł, a pasażerowie jeżdżą wygodnymi szynobusami, choć początki były trudne. Pociągi Arrivy spóźniały się na potęgę, rozkład jazdy przestał praktycznie funkcjonować, a pasażerowie przeklinali, na czym świat stoi. Ale okres prób i błędów minął. I jakoś nie słychać, że władze chcą zrezygnować z usług prywatnego przewoźnika. Nad podobnym rozwiązaniem zastanawiają się w Łodzi. Na torach też ma się pojawić prywatna konkurencja, która ma wspomagać tradycyjną kolejową spółkę. Ale tam władze nie podpisały z Przewozami Regionalnymi cyrografu. Taki błąd zrobiliśmy tylko my.
W tej całej sytuacji jest tylko jeden plus. Przez cale lata to kolejarze dyktowali nam, na jakich zasadach i gdzie będą jeździć, a właściwie dokąd nie będą jeździć. Marszałek miał tylko płacić. Teraz mamy realny wpływ na to, jak nasze pieniądze zostaną wydane. A skoro tak, to musimy zacząć też wymagać. I wytrzymać z Przewozami Regionalnymi jeszcze przez trzy lata. Byle do końca umowy.
Polecamy: Rozkład? Po co on komu, skoro pociągi jeżdżą jak chcą
- 15 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
-
I sądzicie, że za trzy lata cokolwiek się zmieni?
bahn
26.11.09, 20:01
Będzie powtórka z rozrywki, teraz to już w ogóle jak PR zostały wepchniętesamorządom.»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


