Były prezydent Zabrza podejrzany o zabójstwo prawnika
W tej sprawie pewne jest tylko to, że Lech Frydrychowski, syn byłej wspólniczki prezydenta G., nie żyje. 18 sierpnia 2008 roku jego skrępowane, przypalone i pozbawione ucha ciało znaleziono w lesie koło Będzina. Według katowickiej prokuratury Frydrychowskiego zamordował Jerzy G. oraz dwaj związani z nim mężczyźni. Cała trójka w sobotę została aresztowana.
- Mój mąż padł ofiarą oszustów, którzy doprowadzili nas do bankructwa. Był z tego powodu przybity, zirytowany, ale nie jest mordercą. Nie jest też hazardzistą, nawet nie umie grać w karty - mówi Renata G., żona byłego prezydenta.
Według prokuratury motywem zbrodni były pieniądze. Na początku 2003 roku G. zaczął osuszać teren wokół domu. - Z tego, co pamiętam, bank zwlekał z przydzieleniem nam kredytu, więc mąż zaczął pożyczać pieniądze od znajomych - mówi Renata G. Jednym z nich był Lech Frydrychowski, którego G. znał od dziecka. W marcu 2003 roku spędzający całe dnie na siłowni bezrobotny mężczyzna pożyczył prezydentowi Zabrza 20 tys. zł. Jerzy G. zwrócił dług wraz z 5 tys. zł odsetek.
Półtora roku później Frydrychowski domaga się od Jerzego G. spłaty kolejnej pożyczki. Zdumiony prezydent twierdzi, że nie brał już od niego żadnych pieniędzy. Frydrychowski pokazuje wypisaną własną rękę umowę, z której wynika, że pożyczył prezydentowi 246 tys. zł. Miesięczne oprocentowanie wynosi 5 punktów, na dole widnieje podpis G. Biegli potwierdzają, że jest autentyczny.
- Mąż musiałby być skończonym idiotą, żeby świadomie podpisać umowę na takich warunkach - mówi Renata G.
Prezydent tłumaczy, że Frydrychowski dał mu do podpisania dokument in blanco i on go podpisał. Zapiera się jednak, że żadnych dodatkowych pieniędzy nie brał. - Jurek jest naiwny. Jak komuś ufał, to podpisywał dokumenty bez czytania - przyznaje Mieczysław Cupiał, były wiceprezydent Zabrza.
Frydrychowski pozywa Jerzego G. o zwrot pieniędzy, a prezydent zawiadamia prokuraturę o próbie wyłudzenia. Następnie jedzie do komendy wojewódzkiej w Katowicach i ujawnia, że Frydrychowski za wycofanie pozwu domaga się przejęcia bez przetargu wartych parę milionów złotych terenów w pobliżu planowanej Drogowej Trasy Średnicowej. Policja daje G. pluskwę, żeby nagrał propozycję Frydrychowskiego. Jednak ten na miejsce spotkania wyznacza saunę w aquaparku w Tarnowskich Górach. W środku w obawie przed podsłuchem prosi prezydenta, aby ten rozebrał się do naga. Prowokacja się nie udaje, ale prokuratura przedstawia Frydrychowskiemu zarzuty szantażowania G. Po jakimś czasie jednak je umarza. Powód?
- Prezydent G. w zależności od tego, gdzie zeznawał w tej sprawie, za każdym razem przedstawiał inną wersję wydarzeń - mówi prokurator Michał Szułczyński, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.
Jerzy G. zostaje skazany za składanie fałszywych zeznań. Następnie bezrobotny Frydrychowski przekonuje sędziów, że pożyczone G. pieniądze zarobił, zbierając truskawki i grając w zakładach bukmacherskich. W efekcie Jerzy G. ma oddać Frydrychowskiemu 246 tys. zł. Wraz z odsetkami kwota długu wynosi już 900 tys. zł. Frydrychowski ginie, kiedy komornik zajmuje już część wynagrodzenia byłego prezydenta. - Jak usłyszałam o tej śmierci, wiedziałam, że będziemy mieli kłopoty. Wiadomo przecież, że pierwszym podejrzanym jest dłużnik - mówi Renata G.
3 września 2008 roku do domu państwa G. wkroczyło 12 policjantów z Będzina. Zabrali ich auto, sekator, nóż do obierania warzyw, taśmę klejącą (podobną związane było ciało), komórki oraz buty i ubrania byłego prezydenta. Nigdzie nie znaleziono jednak śladów krwi. Skuty kajdankami G. przez dwa dni był przesłuchiwany w komendzie. Zeznał, że w dniu śmierci Frydrychowskiego pojechał zobaczyć skutki tornada, jakie 16 sierpnia przeszło przez Opolszczyznę. W jednej ze zniszczonych wiosek robił bowiem plan zagospodarowania przestrzennego i chciał sprawdzić, co tam się stało. Na dowód pokazał zrobione na miejscu zdjęcia. Potem miał odwiedzić market w Rudzie Śląskiej (potwierdziło to nagranie monitoringu) oraz mieszkanie córki. Prokuratura nie potrafiła obalić jego alibi i kazała wypuścić go na wolność. Jednak w czwartek prezydent ponownie został zatrzymany. Co się w tym czasie zmieniło? - Szczegóły ujawnimy, gdy policja zatrzyma czwartą związaną z tą zbrodnią osobę, która od kilku dni jest poszukiwana - zapowiadają katowiccy prokuratorzy. Zapewniają, że zebrane dowody były na tyle mocne, iż sąd nie miał żadnych wątpliwości, by aresztować byłego prezydenta Zabrza.
- Nasi ludzie podeszli do tej sprawy niezwykle drobiazgowo, starając się obalić wszystkie wątpliwości - zapewnia jeden z wysokich rangą oficerów śląskiej policji.
Renata G.: - Zrobię wszystko, żeby ustalić, kto stał za Frydrychowskim i dlaczego zniszczył mojego męża.