Johann Bros: dyżurny ratownik górnośląskich zabytków

Anna Malinowska
2009-11-24 , aktualizacja: 24.11.2009 13:24
A A A Drukuj
Johann Bros Fot. Dawid Chalimoniuk/Agencja Gazeta Johann Bros
Johann Bros jest jedną z sześciu osób nominowanych w tym roku do Nagrody im. Janoscha "Cegła z Gazety". Jak sam mówi o sobie, jest hipisem wychowanym przez kobiety, który w Hamburgu nauczył się robić interesy. Wrócił do Katowic, by w stare przemysłowe mury tchnąć nowe życie.
Nagroda w plebiscycie
Fot. Przemek Jendroska/Agencja Gazeta
Nagroda w plebiscycie "Cegła z Gazety"
"Gazeta" już po raz piąty przyzna w tym roku nagrodę dla osoby, która w największym stopniu przyczyniła się do budowania śląskiej tożsamości. Bros buduje śląską tożsamość dosłownie.

Najpierw zrewitalizował stary browar Petera Mokrskiego w Szopienicach - dzisiaj mieszczą się tam siedziby różnych firm. Potem zajął się szybem Wilson w Nikiszowcu. Zrobił tam galerię, która szczyci się posiadaniem jednej z największych na Śląsku kolekcji sztuki nowoczesnej.

Ostatnio zajął się 160-letnim budynkiem w Szopienicach. Nie szuka pod inwestycje miejsc prestiżowych, ale tych najbardziej zdegradowanych. - Nie ma mowy o prawdziwej rewitalizacji bez zaangażowania ludzi, którzy w takich miejscach mieszkają. Dlatego do pracy zatrudnia miejscowych, uczestniczy w działalności lokalnych stowarzyszeń, współpracuje ze społecznikami.

Bros urodził się w śląskiej rodzinie, dzieciństwo spędził w Wodzisławiu Śląskim. - Były lata 50. i na moich oczach do pięciotysięcznego starego miasteczka wkraczał wielki przemysł. Przybywało kopalń, budowano blokowiska, zjeżdżali ludzie z całej Polski. Wszystko co stare i tradycyjne odchodziło. Myślę, że to wtedy właśnie narodziło się we mnie pragnienie zachowania tego, co wiązało się z tym moim Śląskiem - przyznaje.

W jego rodzinnym domu się nie przelewało, ale Bros z tkliwością wspomina, że nigdy nie brakowało mu ciepła i miłości. - Wychowywały mnie kobiety: mama, babcia i tłum ciotek. Byłem ich oczkiem w głowie. To kobiece towarzystwo zdominowało moje przyszłe życie. Do tej pory lubię pracować z kobietami. Kiedyś one mnie wychowywały, dziś ja wychowuje je - śmieje się Bros.

Wyjechał do Katowic, do kolejnej kobiety - ciotki, która prowadziła pralnię i punkt gastronomiczny. Rozpoczął naukę w Śląskich Technicznych Zakładach Naukowych. - Szybko zaprzyjaźniłem się z ludźmi, którzy tak jak ja zafascynowani byli poszukiwaniem wolności. Przy ul. Kościuszki była kawiarnia Bambino i tam się spotykaliśmy. Kolorowe ciuchy, obowiązkowa książka "Skowyt" Allena Ginsberga i jazzowe płyty. Zazdrościłem tym, którzy mieli długie włosy. Ja nie zapuszczałem, bo bałem się reakcji nauczycieli. Choć nawet bez tego w szkole miałem kłopoty - wspomina.

Po maturze Bros zrozumiał, że upragniona wolność nadejdzie wraz z finansową niezależnością. Nie poszedł więc na studia, czego dziś bardzo żałuje, i zaczął pomagać ciotce w prowadzeniu usług. Zarabiane pieniądze nie przynosiły jednak szczęścia - zaczęła mu doskwierać polska szarzyzna. Pod koniec lat 70. postanowił wyjechać do Nowej Zelandii. W eskapadzie pomogła kolejna ciotka, która od lat mieszkała w Niemczech. Kiedy wysiadł na dworcu w Hamburgu, zobaczył młodego chłopaka, który sprzedawał gazety, śpiewał i grał na harmonijce. - Luz tego chłopaka przekonał mnie, że Hamburg da mi wreszcie to, czego tak bardzo poszukiwałem. To miasto było fascynujące. Zamiast jechać dalej, zapisałem się do Szkoły Kupieckiej. I zrozumiałem, że mam żyłkę do robienia pieniędzy. Handlowałem wszystkim: dżinsami, kawą, tekstyliami - wylicza. Dorobił się dużych pieniędzy.

Jednak pod koniec lat 80. wrócił do Katowic. Uruchomił sieć dyskontów, chciał mieć też fabrykę kawy. Dlatego kupił w Szopienicach stary browar. I wtedy wszystko się zmieniło. - Poznałem Monikę Pacę, która do dziś jest moim najbliższym współpracownikiem i życiową partnerką. Dyskonty nam padły, z kawy zrezygnowaliśmy świadomie. U Moniki zaimponowała mi znajomość sztuki. Zaczęliśmy kolekcjonować dzieła, skupiać wokół siebie artystów. Zamiast budować fabrykę, odnowiliśmy stary browar - wspomina Bros. O wszystkim, co prawie od 20 lat robi na Śląsku, mówi krótko: - Odnalazłem swoją wolność.

Brosa nominował do nagrody Kazimierz Kutz, wybitny reżyser, a obecnie poseł na Sejm. Ale to czytelnicy "Gazety" zdecydują ostatecznie (kupony do głosowania drukujemy w katowickim wydaniu "Gazety"), komu przypadnie cegła z autografem znanego pisarza Janoscha artystycznie ozdobiona przez Jerzego Becelę. Wyniki plebiscytu poznamy już 11 grudnia. W środę w "Gazecie" sylwetka kolejnej osoby nominowanej do "Cegły".



Polecamy: Komu Cegłę przyznaliby internauci? Zobacz wyniki głosowania



Podziel się

  • 10 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    33 głosy