Dzieci mało mają z góry grosza, bo trzeba ją policzyć
2009-11-19
, aktualizacja: 19.11.2009 23:56
Dzieci mają dużo frajdy z liczenia góry grosza, ale okazuje się, że przedsięwzięcie
wymaga też wydania części zebranej kwoty na transport
W ramach akcji "Góra Grosza" uczniowie z całej Polski znów będą zbierać pieniądze dla domów dziecka. Ale szkoły wahają się, czy do niej przystąpić, bo dowiedziały się, że nie wszystkie pieniądze są przekazywane na pomoc dzieciom. Ponad 1/4 zebranej w zeszłym roku kwoty została wydana m.in. na transport i liczenie pieniędzy.
ZOBACZ TAKŻE
- Sklepik w pobliżu szkoły oferuje "młodzieżowe nawozy" (18-11-09, 19:06)
- Szkoły liczą nieobecnych, bo sanepid boi się grypy (12-11-09, 12:00)
- Szkoły chcą radosnych toalet zamiast placów zabaw (27-10-09, 12:12)
Akcję "Góra Grosza" organizuje Towarzystwo "Nasz Dom", a patronuje jej Ministerstwo Edukacji Narodowej. Już od dziesięciu lat uczniowie do ustawionych na szkolnych korytarzach szklanych skrzynek wrzucają drobne monety, np. resztę z zakupów w sklepiku. Tylko w zeszłym roku w 10 tys. szkół w całej Polsce zebrali prawie 2,5 mln zł. Za te pieniądze w województwie śląskim zostały m.in. wyremontowane domy zawodowych rodzin zastępczych w Strzebinie i w Bytowie. Pieniądze zostały też przekazane na szkolenia dla rodziców zastępczych i dofinansowanie do studiów dla usamodzielniających się wychowanków. - Dzięki "Górze grosza" piątka naszych podopiecznych mogła spędzić ostatnie wakacje w Łebie, dzieci jeździły konno, były zachwycone - mówi Barbara Recmanik, która z mężem prowadzi Rodzinny Dom Dziecka w Hażlachu pod Cieszynem.
W akcji od kilku lat uczestniczą m.in. Szkoły Ewangelickiego Towarzystwa Edukacyjnego z Gliwic. Marcin Szala, ich wicedyrektor, zamierzał zgłosić swoją placówkę także do tegorocznej edycji, która rozpoczyna się za tydzień. Od Towarzystwa "Nasz Dom" dostał pakiet zachęcających do tego materiałów: plakat, komplet ulotek i rozliczenie zeszłorocznej edycji. - Okazało się, że z zebranych 2,5 mln zł ponad 680 tys. zł, czyli ponad 25 proc., to koszty akcji. To strasznie dużo, więc postanowiłem sprawdzić sprawozdanie finansowe towarzystwa. Ale nie znalazłem go ani na stronie internetowej, ani w innych bazach danych, chociaż organizacje pożytku publicznego mają obowiązek publikowania takich dokumentów - mówi Szala.
O sprawie opowiedział znajomym z organizacji pozarządowych, a ci wyjaśnili mu, że koszty akcji dobroczynnych zwykle pochłaniają 10 proc. budżetu. Takie same informacje znalazł w sprawozdaniach innych fundacji, m.in. Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Dlaczego zatem obsługa Góry Grosza jest tak droga?
Elżbieta Prządka z Towarzystwa "Nasz Dom" wyjaśnia, że nie da się bardziej obniżyć kosztów. Najwięcej pieniędzy pochłania przeliczenie i transport monet (odpowiednio ponad 101 tys. zł i prawie 192 tys. zł). - Bardzo chcielibyśmy, żeby firma kurierska, którą zatrudniamy, pracowała za darmo, ale to niemożliwe. I tak nie zarabia na nas, realizuje zlecenie po kosztach - zapewnia Prządka.
Kolejne 188 tys. zł towarzystwo wydało na tzw. obsługę merytoryczną i administracyjną Góry Grosza, czyli m.in. na wizytowanie placówek, którym chciało pomóc (w tamtym roku było ich 88). Zdaniem towarzystwa na tym także nie można zaoszczędzić, bo bez osobistej wizyty nie da się poznać potrzeb placówek. Kolejne 104 tys. zł poszło na druk ulotek i plakatów reklamowych, a prawie 100 tys. zł wróci w postaci nagród do 15 najhojniejszych szkół-ofiarodawców.
Wiesława Kosmala, księgowa Naszego Domu, zapewniała nas kilka dni temu, że towarzystwo nie ma nic do ukrycia, a sprawozdanie wywieszone jest... na ścianie w warszawskiej siedzibie. W internecie nie zdążyło go jeszcze umieścić, ale zrobi to na pewno. - Mamy niewielu pracowników, przecież staramy się oszczędzać - wyjaśniała Kosmala.
Szala nie wątpi w dobre intencje Naszego Domu, podkreśla, że robi on wiele dobrego. Ale nie jest przekonany, czy jego szkoła powinna nadal uczestniczyć w Górze Grosza, bo może lepiej przystąpić do innej akcji, z której więcej pieniędzy trafi do adresatów. - Decyzję podejmie samorząd uczniowski. W końcu to młodzież wrzuca pieniądze do puszki, więc sama powinna zadecydować, kogo chce wspierać - mówi wicedyrektor.
W akcji od kilku lat uczestniczą m.in. Szkoły Ewangelickiego Towarzystwa Edukacyjnego z Gliwic. Marcin Szala, ich wicedyrektor, zamierzał zgłosić swoją placówkę także do tegorocznej edycji, która rozpoczyna się za tydzień. Od Towarzystwa "Nasz Dom" dostał pakiet zachęcających do tego materiałów: plakat, komplet ulotek i rozliczenie zeszłorocznej edycji. - Okazało się, że z zebranych 2,5 mln zł ponad 680 tys. zł, czyli ponad 25 proc., to koszty akcji. To strasznie dużo, więc postanowiłem sprawdzić sprawozdanie finansowe towarzystwa. Ale nie znalazłem go ani na stronie internetowej, ani w innych bazach danych, chociaż organizacje pożytku publicznego mają obowiązek publikowania takich dokumentów - mówi Szala.
O sprawie opowiedział znajomym z organizacji pozarządowych, a ci wyjaśnili mu, że koszty akcji dobroczynnych zwykle pochłaniają 10 proc. budżetu. Takie same informacje znalazł w sprawozdaniach innych fundacji, m.in. Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Dlaczego zatem obsługa Góry Grosza jest tak droga?
Elżbieta Prządka z Towarzystwa "Nasz Dom" wyjaśnia, że nie da się bardziej obniżyć kosztów. Najwięcej pieniędzy pochłania przeliczenie i transport monet (odpowiednio ponad 101 tys. zł i prawie 192 tys. zł). - Bardzo chcielibyśmy, żeby firma kurierska, którą zatrudniamy, pracowała za darmo, ale to niemożliwe. I tak nie zarabia na nas, realizuje zlecenie po kosztach - zapewnia Prządka.
Kolejne 188 tys. zł towarzystwo wydało na tzw. obsługę merytoryczną i administracyjną Góry Grosza, czyli m.in. na wizytowanie placówek, którym chciało pomóc (w tamtym roku było ich 88). Zdaniem towarzystwa na tym także nie można zaoszczędzić, bo bez osobistej wizyty nie da się poznać potrzeb placówek. Kolejne 104 tys. zł poszło na druk ulotek i plakatów reklamowych, a prawie 100 tys. zł wróci w postaci nagród do 15 najhojniejszych szkół-ofiarodawców.
Wiesława Kosmala, księgowa Naszego Domu, zapewniała nas kilka dni temu, że towarzystwo nie ma nic do ukrycia, a sprawozdanie wywieszone jest... na ścianie w warszawskiej siedzibie. W internecie nie zdążyło go jeszcze umieścić, ale zrobi to na pewno. - Mamy niewielu pracowników, przecież staramy się oszczędzać - wyjaśniała Kosmala.
Szala nie wątpi w dobre intencje Naszego Domu, podkreśla, że robi on wiele dobrego. Ale nie jest przekonany, czy jego szkoła powinna nadal uczestniczyć w Górze Grosza, bo może lepiej przystąpić do innej akcji, z której więcej pieniędzy trafi do adresatów. - Decyzję podejmie samorząd uczniowski. W końcu to młodzież wrzuca pieniądze do puszki, więc sama powinna zadecydować, kogo chce wspierać - mówi wicedyrektor.
Michał dorośnie i zaraz umrze, dlatego nikt go nie chce
- 9 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Dzieci mało mają z góry grosza, bo trzeba ją po...
vito3
20.11.09, 11:56
jak zwykle w tym kraju szczytny cel i jakies mendy strzyga czy po za owsiakiem nie ma w tym kraju uczciwej fundacji»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

