Pasy dla autobusów uratują Katowice przed korkami?

Anna Malinowska
2009-11-20 , aktualizacja: 20.11.2009 11:20
A A A Drukuj
Ciekawe, jak radni chcieliby wydzielić specjalny pas ruchu na ulicach tak wąskich jak Batorego? Fot. Marta Błażejowska / Agencja Gazeta Ciekawe, jak radni chcieliby wydzielić specjalny pas ruchu na ulicach tak wąskich jak Batorego?
Radni w Katowicach chcą wydzielić oddzielne pasy jezdni dla autobusów. Gorąco popieram, pod warunkiem że je najpierw wybudują. Inaczej ten pomysł po prostu nie ma sensu.
Praca kierowcy miejskiego autobusu przypomina rosyjską ruletkę. Uda się albo nie uda dojechać zgodnie z rozkładem. Najgorzej jest między 7.30 a 9, a także od 15 do 17. Ale nie ma reguły, w niektóre dni stoi całe miasto, a autobusy razem z nim. Zdarzają się ryzykanci, którzy mijają się z innymi autami na grubość lakieru. W okolicach dworca kolejowego, na Sokolskiej i Mikołowskiej szofer autobusu musi mieć oczy dookoła głowy, żeby uniknąć kolizji przy przeciskaniu się przez korek. Ale i na szerszych ulicach - Roździeńskiego lub Murckowskiej - byle stłuczka może zakorkować całe miasto. Pasażerowie klną, a kierowcy pocieszają się, że jeszcze nikt nie wpadł na pomysł karania ich za spóźnienia. Muszą tylko odnotować wszystko w karcie pojazdu.

Z tego powodu pomysł, by autobusy mogły jeździć po specjalnie dla nich wyznaczonych pasach jezdni na pierwszy rzut oka wydaje się zły. Takie rozwiązanie sprawdziło się już w wielu miastach na świecie. W Polsce stosuje się go w Krakowie i Warszawie. Tyle tylko, że z dużo mniejszym niż gdzie indziej sukcesem. Te miasta, a w Katowicach przecież wcale nie jest pod tym względem lepiej, budowano bowiem w czasach, gdy aut jeździło znacznie mniej niż dzisiaj albo nie było ich wcale.

Wąskie jezdnie bez możliwości poszerzenia, bo po jednej i drugiej stronie stoją domy. Jak w takich warunkach wydzielić jeszcze kilka metrów dla autobusu? Andrzej Zydorowicz, jeden z radnych, którzy postulują wprowadzenie tego rozwiązania do Katowic, nie ma na to recepty. Liczy, że znajdą ją specjaliści, ale w KZK GOP i Miejskim Zarządzie Ulic i Mostów, gdzie o to pytałam, sprawę chyba traktuje się z dystansem. W obydwu instytucjach padła tylko nic nieznacząca obietnica, że warto się zastanowić i przeprowadzić badania.

Pomysł z pasami wszystkich kierowców z naszych korków nie uwolni, ale z autobusami na pewno da radę. Skorzystają pasażerowie, a może przy okazji ten i ów kierowca prywatnych kółek uzna, że lepiej mu będzie przesiąść się na autobus. Tak przynajmniej rozumują radni.

Chciałabym podzielać ich optymizm, ale to się w Katowicach nie uda. W Warszawie sukcesywnie wydzielane są pasy dla komunikacji miejskiej. Dla autobusów zabrano już 40 kilometrów jezdni, którą wcześniej jeździli wszyscy i owszem, na niektórych trasach autobusy jeżdżą szybciej, ale nawet z entuzjazmem opowiadający mi o tym rzecznik stołecznego Zarządu Transportu Miejskiego przyznał, że nikt z jego znajomych ani on sam nie przesiadł się z samochodu do autobusu. Korki, jak były, tak w Warszawie nadal są takie same. Zmieniło się tylko tyle, że kierowcy częściej płacą mandaty, gdy dadzą się przyłapać na korzystaniu z zastrzeżonego nie dla nich pasa jezdni.

A Warszawa ma znacznie więcej dróg z szerokimi, kilkupasmowymi jezdniami od Katowic. Dr Grzegorz Karoń z Katedry Inżynierii Ruchem Politechniki Śląskiej, którego pytałam o zdanie w tej sprawie, przyznaje, że pasy dla autobusów przydałyby się na Mikołowskiej, Sokolskiej, Brynowskiej czy Załęskiej. Tylko jak je tam wydzielić? Jakiekolwiek próby przyniosłyby więcej szkody niż pożytku. Katowice zakorkowałyby się jeszcze bardziej.

Przekonałam się, że pomysł sceptycznie przyjmują też kierowcy autobusów, którzy na jego wprowadzeniu mieliby skorzystać. Od kilku z nich usłyszałam, że lepiej byłoby wychować i przypilnować kierowców "osobówek", by przestrzegali przepisów, nie wymuszali pierwszeństwa i nie zajeżdżali drogi. Choć grożą za to punkty karne i kilkusetzłotowy mandat, mało kto się tym przejmuje.

W praktyce więc prace nad pomysłem radnych pewnie skończą się na czteropasmówkach. Tam, przynajmniej teoretycznie, można specjalne pasy wydzielić. Tylko po co? Na analizy szkoda czasu, bo takie rozwiązanie nie rozkorkuje miasta.

Polecamy: Korki to sprawka rodziców odwożących dzieci do szkół?



Podziel się

  • 56 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów