Sąd musi rozstrzygnąć czy Adam Ł. zabił swoją żonę
2009-11-17
, aktualizacja: 17.11.2009 17:56
38-letni pracownik magistratu w Świętochłowicach został oskarżony o zabicie swojej byłej żony. Choć jej ciała nigdy nie odnaleziono, we wtorek rozpoczął się proces
ZOBACZ TAKŻE
- Były prezydent Zabrza wkręcony w spiralę długów (25-11-09, 19:38)
- Wyszedł z więzienia na przepustkę i zabił przechodnia (21-11-09, 00:59)
- Oficer policji postrzelił swojego podwładnego w głowę (16-11-09, 19:52)
- Nastolatek pod wpływem dopalacza zabił nożem kolegę (13-11-09, 11:43)
- Scyzorykiem pchnął ojca prosto w serce. Cios był śmiertelny (06-11-09, 11:41)
- Urzędnik zabił dwie kobiety, które kochał? (05-10-09, 07:47)
To będzie trudny proces, bo w sprawie pewne jest tylko jedno: Alicja Cesarz z Chorzowa zaginęła 21 listopada 2007. Od tego czasu nikt jej nie widział, a jej komórka została wyłączona. - Zebrane przez nas dowody jednoznacznie wskazują, że zabił ją były mąż, a następnie gdzieś ukrył ciało - mówi prokurator Tomasz Truszkowski.
W poszukiwania była zaangażowana cała chorzowska policja. Dobę po zaginięciu kobiety ktoś korzystając z jej karty wypłacił 5 tys. zł z bankomatu. Potwierdzenie wypłaty znaleziono w portfelu Adama Ł. - Mężczyzna wyrwał jednak kwitki policjantom, zamknął się w łazience i je zjadł. Próbował także uciekać - mówi prokurator Truszkowski. Śledczy sprawdzili auto podejrzanego. Było tak wysprzątane w środku, że nie znaleziono ani jednego odcisku palca. Brakowało też wykładziny z bagażnika.
Prokuratorzy ciągle nie mieli jednak dowodu, że Alicja nie żyje. Sprawa nabrała tempa, kiedy Adam Ł. w areszcie poprosił o pomoc więźnia, który miał wyjść na wolność. Zdradził mu, że kartę bankomatową byłej żony wraz z pieniędzmi ukrył między rurami w piwnicy swojego bloku. Podał mu PIN i poprosił o wypłacenie pieniędzy. Miał to być dowód, że Alicja wciąż żyje. Kompan z celi zamiast do piwnicy poszedł na policję. Śledczy znaleźli kartę i pieniądze ze śladami DNA Adama Ł.
Policyjni informatycy ustalili też, że mężczyzna w dniu zaginięcia żony zalogował się na stronie komendy głównej i otworzył plik z procedurami, jakie policja stosuje po zgłoszeniu zaginięcia. Dodatkowo jego komórka logowała się wtedy w tych samych miejscach, co komórka Alicji. Przełom nastąpił, gdy konkubina Adama Ł. zeznała, że jej partner przyznał się jej do zabicia żony. We wtorek razem z nim zasiadła na ławie oskarżonych. Odpowiada za składanie fałszywych zeznań, bo przez parę miesięcy zapewniała Adamowi Ł. alibi.
Adam Ł. nie przyznał się do winy i we wtorek odmówił składania wyjaśnień przed sądem. - Wierzę, że kiedyś nam powie, gdzie pogrzebał córkę. Chcielibyśmy wreszcie zapalić jej znicz - mówił przed rozprawą Zenon Cesarz, ojciec Alicji. W procesie jest oskarżycielem posiłkowym. - Za wcześnie mówić o wyroku, ale zabójstwa dziecka nigdy mu nie daruję - powiedział.
Mecenas Leszek Piotrowski, obrońca Adama Ł. zapowiada, że będzie dowodził niewinności swojego klienta. - Skoro nie ma ciała, to nie ma dowodu, że Alicja nie żyje - przekonywał we wtorek adwokat.
Prokurator Truszkowski: - Nie trzeba ciała, żeby skazać kogoś za zabójstwo. Takie wyroku już zapadały.
Adamowi Ł. grozi dożywocie. Kilka tygodni temu prokuratura przedstawiła mu zarzut zabicia w 1991 r. ciężarnej narzeczonej.
W poszukiwania była zaangażowana cała chorzowska policja. Dobę po zaginięciu kobiety ktoś korzystając z jej karty wypłacił 5 tys. zł z bankomatu. Potwierdzenie wypłaty znaleziono w portfelu Adama Ł. - Mężczyzna wyrwał jednak kwitki policjantom, zamknął się w łazience i je zjadł. Próbował także uciekać - mówi prokurator Truszkowski. Śledczy sprawdzili auto podejrzanego. Było tak wysprzątane w środku, że nie znaleziono ani jednego odcisku palca. Brakowało też wykładziny z bagażnika.
Prokuratorzy ciągle nie mieli jednak dowodu, że Alicja nie żyje. Sprawa nabrała tempa, kiedy Adam Ł. w areszcie poprosił o pomoc więźnia, który miał wyjść na wolność. Zdradził mu, że kartę bankomatową byłej żony wraz z pieniędzmi ukrył między rurami w piwnicy swojego bloku. Podał mu PIN i poprosił o wypłacenie pieniędzy. Miał to być dowód, że Alicja wciąż żyje. Kompan z celi zamiast do piwnicy poszedł na policję. Śledczy znaleźli kartę i pieniądze ze śladami DNA Adama Ł.
Policyjni informatycy ustalili też, że mężczyzna w dniu zaginięcia żony zalogował się na stronie komendy głównej i otworzył plik z procedurami, jakie policja stosuje po zgłoszeniu zaginięcia. Dodatkowo jego komórka logowała się wtedy w tych samych miejscach, co komórka Alicji. Przełom nastąpił, gdy konkubina Adama Ł. zeznała, że jej partner przyznał się jej do zabicia żony. We wtorek razem z nim zasiadła na ławie oskarżonych. Odpowiada za składanie fałszywych zeznań, bo przez parę miesięcy zapewniała Adamowi Ł. alibi.
Adam Ł. nie przyznał się do winy i we wtorek odmówił składania wyjaśnień przed sądem. - Wierzę, że kiedyś nam powie, gdzie pogrzebał córkę. Chcielibyśmy wreszcie zapalić jej znicz - mówił przed rozprawą Zenon Cesarz, ojciec Alicji. W procesie jest oskarżycielem posiłkowym. - Za wcześnie mówić o wyroku, ale zabójstwa dziecka nigdy mu nie daruję - powiedział.
Mecenas Leszek Piotrowski, obrońca Adama Ł. zapowiada, że będzie dowodził niewinności swojego klienta. - Skoro nie ma ciała, to nie ma dowodu, że Alicja nie żyje - przekonywał we wtorek adwokat.
Prokurator Truszkowski: - Nie trzeba ciała, żeby skazać kogoś za zabójstwo. Takie wyroku już zapadały.
Adamowi Ł. grozi dożywocie. Kilka tygodni temu prokuratura przedstawiła mu zarzut zabicia w 1991 r. ciężarnej narzeczonej.
- 12 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
19 głosów




