Oficer policji postrzelił swojego podwładnego w głowę

Marcin Pietraszewski
2009-11-16 , aktualizacja: 17.11.2009 00:43
A A A Drukuj
Szef szkolenia katowickiej kompanii antyterrorystycznej, najbardziej elitarnej jednostki śląskiej policji, został skazany za postrzelenie w głowę swojego podwładnego. To efekt publikacji "Gazety", bo w oficjalnym raporcie z tego zdarzenia napisano, iż komandos ranił się, przewracając się na schodach
- Nadkomisarz Wojciech N. został skazany na pół roku więzienia w zawieszeniu, będzie też musiał zapłacić 1,6 tys. zł grzywny oraz pokryć koszty sądowe - mówi sędzia Paweł Kornacki, wiceprezes Sądu Rejonowego Katowice Wschód. Jeżeli wydany kilka dni temu wyrok się uprawomocni, skazany oficer będzie musiał odejść z policji.

Nadkomisarz N. odpowiada za szkolenie katowickich komandosów, najbardziej elitarnej i tajnej jednostki śląskiej policji. Pod jego okiem antyterroryści ćwiczą odbijanie zakładników i zatrzymywanie groźnych przestępców, uczą się też posługiwania najnowocześniejszym uzbrojeniem. W maju 2001 r. Wojciech N. kierował obozem bojowo-kondycyjnym na poligonie w Wędrzynie (woj. lubuskie). Katowiccy antyterroryści trenowali tam desant ze śmigłowców oraz szturm na budynek. Nadkomisarz N. zdenerwował się, bo nie mógł kierować wejść na pokład helikoptera i dwukrotnie wystrzelił w powietrze ze strzelby gładkolufowej. Jeden z gumowych pocisków trafił w głowę stojącego na dachu Tomasza Biskupa, komandosa z pięcioletnim stażem. Półprzytomny trafił do szpitala. Leżącego w łóżku antyterrorystę odwiedził Wojciech N.

- Kazał mi podpisać raport, z którego wynikało, że raniłem się, przewracając się na schodach. Byłem w takim stanie, że podpisałbym nawet swój akt zgonu - mówi Biskup. Po powrocie z obozu cierpiał na zawroty głowy, drętwiała mu też ręka. Trafił do szpitala MSWiA w Katowicach, gdzie leczono go pod kątem urazu powstałego w wyniku upadku, a nie postrzelenia. Jego przełożeni wielokrotnie zapewniali lekarzy, że Biskup spadł ze schodów podczas szturmu na budynek.

Kiedy latem 2001 r. "Gazeta" ujawniła kulisy zdarzenia, sprawą zainteresowała się prokuratura. W efekcie Wojciech N. został oskarżony o niedopełnienie obowiązków, postrzelenie w głowę podwładnego i nieumyślne narażenie go na utratę zdrowia lub życia. Oprócz tego w innym postępowaniu zarzucono mu składanie fałszywych zeznań i nakłanianie do tego innych komandosów (ten wątek został przez sąd warunkowo umorzony).

Po postrzeleniu Biskup był szykanowany przez przełożonych i w ostateczności musiał odejść z kompanii antyterrorystycznej. Komisja lekarska uznała bowiem, że z powodów zdrowotnych nie może służyć w jednostce specjalnej. Komandos, na szkolenie którego wydano kilkaset tysięcy złotych, trafił do komendy w Zabrzu, gdzie przez parę lat pracował jako zwykły "krawężnik". Teraz jest dochodzeniowcem.

- Byłem na skraju załamania nerwowego i gdyby nie pomoc psychologów ze szpitala MSWiA, moje życie zawodowe i prywatne ległoby w gruzach - przyznaje były antyterrorysta. Po jego odejściu z kompanii atmosfera w jednostce była fatalna, komandosi przestali sobie ufać. Koledzy, którzy chcieli zeznawać na korzyść Biskupa, byli szykanowani, po czym ich także delegowano do komend miejskich.

Nadkomisarz Wojciech N. nie chciał w poniedziałek rozmawiać z "Gazetą". - Komendant wojewódzki zwróci się do sądu o odpis wyroku i po jego analizie zdecyduje o przyszłości oficera - zapowiedział wczoraj podinspektor Andrzej Gąska, rzecznik prasowy śląskiej policji.

Biskup nie ukrywał zadowolenia z rozstrzygnięcia sądu. - Nie jestem mściwy, ale N. złamał mi karierę i zabrał zdrowie. Szkoda tylko, że dojście do prawdy trwało aż osiem lat.

Rozmowy z Gadu-Gadu pogrążyły policjanta



Podziel się

  • 31 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    41 głosów