Silesia to miejsce lansu, które zabije centrum Katowic
2009-11-15
, aktualizacja: 15.11.2009 20:56
- Większość młodzieży nie umawia się już na mieście. Wolą ubrać najlepsze ciuchy i być w centrum handlowym. To miejsce lansu - mówi dr Tomasz Nawrocki, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego. W nocy z piątku na sobotę lans połączony z Nocą Zakupów przyciągnął do Silesii City Center 25 tys. osób, w tym grupę socjologów.

Fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Gazeta
Katowice, Silesia City Center. Noc Zakupów

Fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Gazeta
Katowice, Silesia City Center. Noc Zakupów

Fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Gazeta
Zakupy, kolacja, a potem odpoczynek. W piątek w Silesia City Center spełniała wszystkie potrzeby

Fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Gazeta
Katowice, Silesia City Center. Noc Zakupów
ZOBACZ TAKŻE
- Naga pierś w Silesia City Center. Przez kwadrans (16-05-10, 21:26)
- Silesia City Center szokuje. Sztuka trochę obnażona (14-05-10, 21:30)
- Kupcy z centrum rzucają rękawicę Silesia City Center (30-11-09, 11:15)
- Mamy program: "Katowice, miasto ogrodów" (14-11-09, 13:00)
- Nowa większa Silesia City Center. I nawet ładniejsza (25-08-10, 21:10)
- Galerie handlowe na południu Katowic mile widziane (06-01-10, 11:16)
SONDAŻ
Parking przy SCC nie był w stanie pomieścić wszystkich chętnych, więc kierowcy parkowali na chodnikach, wysepkach czy trawnikach przy średnicówce i ul. Chorzowskiej. Rejestracje nie tylko ze śląskiego, ale i małopolskiego i opolskiego. Jak poinformowała Marta Drzewiecka, dyrektorka do spraw marketingu SCC, piątkowa noc przyciągnęła do centrum ponad 25 tys. osób.
Kto znalazł miejsce, mógł wreszcie ruszyć na zakupy. - Kupiłam sukienkę na oko. Cenę obniżyli o 30 proc. Uwielbiam wyprzedaże - mówiła Natalia z Będzina, która nawet nie próbowała się dostać do przymierzalni. W piątek graniczyło to bowiem z cudem.
Nie wszystkich zwabiły przeceny. Ewa z Witkiem z Jaworzna zabrali sześciomiesięcznego synka i przyjechali pospacerować po SCC. - Do sklepów nawet nie pchamy się z wózkiem. Wolimy usiąść w kawiarni, potem pójdziemy do restauracji na kolację - mówili.
Kto nie kupował, mógł posłuchać muzyki, często bardzo dobrej. - Obniżki to chwyt marketingowy, ale fajnie, że pomyśleli o muzyce. Nic nie kupuję, posłucham Andrzeja Smolika. Słyszałem, że ma być gwiazdą wieczoru - mówił Tomek Skrobała, który przyjechał z Chorzowa.
Wśród tłumów badania prowadziła grupa socjologów z Uniwersytetu Śląskiego. Naukowcy od kilku tygodni w Katowicach i Gliwicach sprawdzają m.in. zachowania ludzi w centrach handlowych. - Takiej frekwencji jeszcze tutaj nie widziałem, choć zazwyczaj nigdy nie jest tu pusto - mówił dr Nawrocki.
Według socjologów w dni robocze przed południem do centrów zaglądają po markowe towary przede wszystkim klienci dobrze sytuowani. - Wiedząc, co chcą kupić, nie trwonią czasu na dodatkowe atrakcje - dodaje Nawrocki.
W niedziele dominują rodziny. Robią zakupy, jedzą obiad, bawią się z dziećmi. Dla młodzieży każdy dzień jest dobry, choć piątek i sobota to zdecydowanie najlepsze terminy. Także młodych najliczniej przyciągnęła Noc Zakupów. - SCC jest miejscem spotkań. Oni nie umawiają się już na mieście. "Pod żabą" na ul. Stawowej spotyka się mniejszość bardziej zbuntowana, która wybierze imprezy Ars Cameralis, a nie sklepową wyprzedaż. Bycie w centrum handlowym to lans. Oglądają siebie nawzajem, sprawdzają, co jest modne i na czasie. W centrum wypada bywać, zawsze można kogoś ze znajomych spotkać albo poznać kogoś nowego - mówi socjolog.
Silesia City Center w opinii socjologów powoli urasta do rangi symbolu Katowic, także dla tej sporej części osób, które przyjeżdżają spoza miasta. - To nie tak, że centra handlowe wszędzie zdominowały życie publiczne. Podobne tłumy widziałem ostatnio na wrocławskim Rynku lub na Nowym Świecie w Warszawie. W Katowicach jedyną alternatywą dla centrum handlowego jest rzeczywiste centrum, w którym w piątkowy wieczór można jedynie pospacerować wokół przystanków tramwajowych - mówi dr Nawrocki. I wyjaśnia, że SCC to nie tylko sklepy czy kawiarnie. Właściwie organizuje się tu wszystko: od koncertów, przez akcje adopcyjne zwierząt, po wystawy.
Zdaniem Nawrockiego, jeśli władze Katowic nie podejmą radykalnych i konkretnych działań związanych ze śródmieściem, to ta przestrzeń umrze.
Kto znalazł miejsce, mógł wreszcie ruszyć na zakupy. - Kupiłam sukienkę na oko. Cenę obniżyli o 30 proc. Uwielbiam wyprzedaże - mówiła Natalia z Będzina, która nawet nie próbowała się dostać do przymierzalni. W piątek graniczyło to bowiem z cudem.
Nie wszystkich zwabiły przeceny. Ewa z Witkiem z Jaworzna zabrali sześciomiesięcznego synka i przyjechali pospacerować po SCC. - Do sklepów nawet nie pchamy się z wózkiem. Wolimy usiąść w kawiarni, potem pójdziemy do restauracji na kolację - mówili.
Kto nie kupował, mógł posłuchać muzyki, często bardzo dobrej. - Obniżki to chwyt marketingowy, ale fajnie, że pomyśleli o muzyce. Nic nie kupuję, posłucham Andrzeja Smolika. Słyszałem, że ma być gwiazdą wieczoru - mówił Tomek Skrobała, który przyjechał z Chorzowa.
Wśród tłumów badania prowadziła grupa socjologów z Uniwersytetu Śląskiego. Naukowcy od kilku tygodni w Katowicach i Gliwicach sprawdzają m.in. zachowania ludzi w centrach handlowych. - Takiej frekwencji jeszcze tutaj nie widziałem, choć zazwyczaj nigdy nie jest tu pusto - mówił dr Nawrocki.
Według socjologów w dni robocze przed południem do centrów zaglądają po markowe towary przede wszystkim klienci dobrze sytuowani. - Wiedząc, co chcą kupić, nie trwonią czasu na dodatkowe atrakcje - dodaje Nawrocki.
W niedziele dominują rodziny. Robią zakupy, jedzą obiad, bawią się z dziećmi. Dla młodzieży każdy dzień jest dobry, choć piątek i sobota to zdecydowanie najlepsze terminy. Także młodych najliczniej przyciągnęła Noc Zakupów. - SCC jest miejscem spotkań. Oni nie umawiają się już na mieście. "Pod żabą" na ul. Stawowej spotyka się mniejszość bardziej zbuntowana, która wybierze imprezy Ars Cameralis, a nie sklepową wyprzedaż. Bycie w centrum handlowym to lans. Oglądają siebie nawzajem, sprawdzają, co jest modne i na czasie. W centrum wypada bywać, zawsze można kogoś ze znajomych spotkać albo poznać kogoś nowego - mówi socjolog.
Silesia City Center w opinii socjologów powoli urasta do rangi symbolu Katowic, także dla tej sporej części osób, które przyjeżdżają spoza miasta. - To nie tak, że centra handlowe wszędzie zdominowały życie publiczne. Podobne tłumy widziałem ostatnio na wrocławskim Rynku lub na Nowym Świecie w Warszawie. W Katowicach jedyną alternatywą dla centrum handlowego jest rzeczywiste centrum, w którym w piątkowy wieczór można jedynie pospacerować wokół przystanków tramwajowych - mówi dr Nawrocki. I wyjaśnia, że SCC to nie tylko sklepy czy kawiarnie. Właściwie organizuje się tu wszystko: od koncertów, przez akcje adopcyjne zwierząt, po wystawy.
Zdaniem Nawrockiego, jeśli władze Katowic nie podejmą radykalnych i konkretnych działań związanych ze śródmieściem, to ta przestrzeń umrze.
Przeczytaj: Centrum handlowe Sfera zmienia miasto
- 80 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
37 głosów
-
Silesia to miejsce lansu, które zabije centrum ...
stalinogrod.os
15.11.09, 23:14
No tak, Silesia.. stalinogrod.blox.pl/2009/09/Ukrainski-shopping.html»
-
Nowa religja.
mirage75
16.11.09, 12:46
Dzieje sie dokladnie tak jak na zachodzie Europy.Korporacje handlowe,stosujac odpowiedni marketingdoprowadzaja do uzaleznienia i swoistego wychowywania w swojej kulturze wydawania »




więcej zdjęć

