Czy ochrona może zatrzymać kierowcę na A4?
2009-11-12
, aktualizacja: 12.11.2009 21:29
Mariusz Fras (w czerwonym krawacie) podczas procesu przeciwko spółce Stalexport Autostrada Małopolska w listopadzie zeszłego roku
W czwartek przed katowickim sądem rozpoczął się proces w tej sprawie. Pozew złożył prawnik, któremu sąd, jako pierwszemu kierowcy w Polsce, przyznał prawo do odmowy zapłaty za przejazd remontowaną A4.
ZOBACZ TAKŻE
- Autostrada z brzuchem. Nikt nie chce się przyznać... (07-12-09, 23:19)
- Adwokat wygrał z dzierżawcą autostrady A4. Mają go przeprosić (23-04-10, 15:20)
- Po podwyżce na A4 samochodów mniej, ale niewiele (02-12-09, 13:34)
- Szybciej od Czechów skończymy budowę A1. Fatalnie? (27-11-09, 12:00)
- Koniec remontów na płatnej A4. Od 1 grudnia podwyżka (26-11-09, 17:34)
Cywilny pozew przeciwko firmie Stalexport Autostrada Małopolska złożył mecenas Mariusz Fras, adwokat z Katowic. W kwietniu wygrał proces karny z zarządcą autostrady A4, a teraz domaga się od 20 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz fundacji prowadzonej przez Annę Dymną oraz przeprosin na łamach "Gazety Wyborczej". Twierdzi, że ochroniarze spółki naruszyli jego dobra osobiste. - Zatrzymali mnie na punkcie poboru opłat w Balicach i bezprawnie przetrzymywali - wyjaśnia mecenas Fras.
We wrześniu 2007 r. prawnik jechał autostradą A4 w stronę Krakowa. Tak jak inni kierowcy na bramce w Brzęczkowicach zapłacił 6,5 zł. Z powodu remontu przez 12 kilometrów ruch na autostradzie odbywał się jednak tylko jednym pasem, samochody wlokły się w korku. Zdenerwowany prawnik na bramkach w Balicach odmówił więc uiszczenia drugiej części opłaty. Ochroniarzom wyjaśnił, że za jazdę czymś takim nie można domagać się pieniędzy. Pokazał swoje dokumenty, został nagrany przez kamery i poprosił, aby go spisano, a następnie puszczono wolno. Ochroniarze jednak na to się nie zgodzili, zablokowali auto prawnika i kazali mu iść na komisariat, gdzie spisano notatkę ze zdarzenia. Potem - według Frasa - ochrona A4 przetrzymywała go na bramkach jeszcze przez ponad pół godziny.
Po tym incydencie Stalexport Autostrada Małopolska wytoczyła katowickiemu adwokatowi w prokuraturze sprawę karną o przywłaszczenie 6,50 zł. Parę miesięcy temu został on jednak prawomocnie oczyszczony z zarzutów, a sąd uznał, iż miał prawo zakwestionować jakość usług świadczonych przez SAM. To pierwszy taki wyrok w Polsce, bo do tej pory sądy skazywały kierowców, którzy odmówili zapłaty za przejazd remontowaną autostradą.
Uskrzydlony tym orzeczeniem Fras złożył w katowickim sądzie pozew cywilny przeciwko SAM. Zarzucił spółce, że ochroniarze, zatrzymując go na bramkach, naruszyli jego dobra osobiste. W czwartek odbyła się pierwsza rozprawa w tej sprawie. Fras będzie przekonywał sąd, że ochroniarze nie mają prawa zatrzymywania osób, które nie łamią przepisów - Wyrok będzie miał znaczenie nie tylko dla kierowców korzystających z A4, ale także na przykład dla klientów hipermarketów, którzy także mają problemy z pracownikami służby ochrony - podkreśla prawnik.
Stalexport Autostrada Małopolska twierdzi jednak, że wersja przedstawiona przez Frasa jest nieprawdziwa. Według przedstawicieli spółki, po powrocie mecenasa z komisariatu kierownik punktu poboru opłat wydał polecenie otwarcia bramki. - Pan Fras ubiegł jednak inkasentkę i próbował otworzyć ją samodzielnie, co mogło skończyć się jej uszkodzeniem. W takiej sytuacji kierownik zmiany postanowił wezwać policję - mówi Alicja Rajtar, rzeczniczka SAM. Dodatkowo mecenas przez cały czas miał być agresywny i krzyczał na obsługę bramek.
Fras: - Oczywiście, że byłem wzburzony i krzyczałem, żeby mnie wypuszczono. To chyba jednak normalne, kiedy ktoś bezprawnie przetrzymuje człowieka.
SAM nie zamierza na razie zmienić obowiązujących procedur. Kierowca, który nie zapłaci za przejazd autostradą, wciąż będzie zatrzymywany na bramkach, a ochrona za każdym razem będzie wzywała policję. Spółka nadal uważa bowiem, że takie zachowanie to wyłudzenie. Przebieg katowickiego procesu śledzić będzie Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Według doktora Adama Bodnara, jej prawnika, mecenas Fras ma spore szanse na kolejne zwycięstwo z zarządcą autostrady. - Bo uprawnienia pracowników ochrony do zatrzymywania osób są mało precyzyjne i najwyższy czas to sprecyzować - mówi doktor Bodnar.
Pierwsi świadkowie w tej sprawie zostaną przesłuchani w lutym.
We wrześniu 2007 r. prawnik jechał autostradą A4 w stronę Krakowa. Tak jak inni kierowcy na bramce w Brzęczkowicach zapłacił 6,5 zł. Z powodu remontu przez 12 kilometrów ruch na autostradzie odbywał się jednak tylko jednym pasem, samochody wlokły się w korku. Zdenerwowany prawnik na bramkach w Balicach odmówił więc uiszczenia drugiej części opłaty. Ochroniarzom wyjaśnił, że za jazdę czymś takim nie można domagać się pieniędzy. Pokazał swoje dokumenty, został nagrany przez kamery i poprosił, aby go spisano, a następnie puszczono wolno. Ochroniarze jednak na to się nie zgodzili, zablokowali auto prawnika i kazali mu iść na komisariat, gdzie spisano notatkę ze zdarzenia. Potem - według Frasa - ochrona A4 przetrzymywała go na bramkach jeszcze przez ponad pół godziny.
Po tym incydencie Stalexport Autostrada Małopolska wytoczyła katowickiemu adwokatowi w prokuraturze sprawę karną o przywłaszczenie 6,50 zł. Parę miesięcy temu został on jednak prawomocnie oczyszczony z zarzutów, a sąd uznał, iż miał prawo zakwestionować jakość usług świadczonych przez SAM. To pierwszy taki wyrok w Polsce, bo do tej pory sądy skazywały kierowców, którzy odmówili zapłaty za przejazd remontowaną autostradą.
Uskrzydlony tym orzeczeniem Fras złożył w katowickim sądzie pozew cywilny przeciwko SAM. Zarzucił spółce, że ochroniarze, zatrzymując go na bramkach, naruszyli jego dobra osobiste. W czwartek odbyła się pierwsza rozprawa w tej sprawie. Fras będzie przekonywał sąd, że ochroniarze nie mają prawa zatrzymywania osób, które nie łamią przepisów - Wyrok będzie miał znaczenie nie tylko dla kierowców korzystających z A4, ale także na przykład dla klientów hipermarketów, którzy także mają problemy z pracownikami służby ochrony - podkreśla prawnik.
Stalexport Autostrada Małopolska twierdzi jednak, że wersja przedstawiona przez Frasa jest nieprawdziwa. Według przedstawicieli spółki, po powrocie mecenasa z komisariatu kierownik punktu poboru opłat wydał polecenie otwarcia bramki. - Pan Fras ubiegł jednak inkasentkę i próbował otworzyć ją samodzielnie, co mogło skończyć się jej uszkodzeniem. W takiej sytuacji kierownik zmiany postanowił wezwać policję - mówi Alicja Rajtar, rzeczniczka SAM. Dodatkowo mecenas przez cały czas miał być agresywny i krzyczał na obsługę bramek.
Fras: - Oczywiście, że byłem wzburzony i krzyczałem, żeby mnie wypuszczono. To chyba jednak normalne, kiedy ktoś bezprawnie przetrzymuje człowieka.
SAM nie zamierza na razie zmienić obowiązujących procedur. Kierowca, który nie zapłaci za przejazd autostradą, wciąż będzie zatrzymywany na bramkach, a ochrona za każdym razem będzie wzywała policję. Spółka nadal uważa bowiem, że takie zachowanie to wyłudzenie. Przebieg katowickiego procesu śledzić będzie Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Według doktora Adama Bodnara, jej prawnika, mecenas Fras ma spore szanse na kolejne zwycięstwo z zarządcą autostrady. - Bo uprawnienia pracowników ochrony do zatrzymywania osób są mało precyzyjne i najwyższy czas to sprecyzować - mówi doktor Bodnar.
Pierwsi świadkowie w tej sprawie zostaną przesłuchani w lutym.
Polecamy: Podwyżka na A4. Czy kierowcy będą bojkotować autostrady?
- 21 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
10 głosów
-
Brawo Fras ! To sa jedyne w Europie platne szosy
1stanczyk
13.11.09, 15:41
Jest niewyobrazalnym skandalem tolerowanie jakichkolwiek oplat na tej drodze.Prawnicy dobrze by zrobili gdyby zwolali raid turystyczny przez A4 i zapewniliochrone prawna wszystkim »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

