Będą pieniądze to nauczysz się śląskiego przez internet
2009-11-11
, aktualizacja: 11.11.2009 20:49
Miłośnicy mowy śląskiej chcą stworzyć komputerowy program, dzięki któremu za pośrednictwem internetu będzie można się nauczyć wszystkiego o Śląsku. Liczą na pomoc śląskich instytucji, ale te na razie milczą.
ZOBACZ TAKŻE
- Można pisać po śląsku w internecie. Ściągnij program (07-12-09, 16:43)
- Najpiękniejsze śląskie słowo. Szlus, czyli to już koniec (01-11-09, 12:52)
- Koniec gadania o godce. Czas się jej uczyć (16-09-09, 19:41)
- Możesz sobie zamówić mszę z kazaniem po śląsku (10-09-09, 16:23)
- Elementarz na pewno pomoże śląskiej mowie (13-07-09, 17:00)
Elektroniczna nauka mowy śląskiej to kolejna inicjatywa Stowarzyszenia "Pro Loquela Silesiana", które zabiega o uznanie jej za język regionalny. Wciąż nie wiadomo, kiedy Sejm zajmie się tą sprawą, ale miłośnicy godki uznali, że już teraz mogą sami coś zrobić dla jej rozpropagowania.
Najnowszy pomysł to śląski e-laerning. Rafał Adamus, lider Stowarzyszenia "Pro Loquela Silesiana", wyjaśnia, że chodzi o to, by wiadomości o geografii, historii, kulturze, języku i tradycji Górnego Śląska znalazły się w dostępnym dla każdego programie komputerowym. Adamus przekonuje, że dzięki temu łatwo będzie uczyć się o regionie. Dziś edukacja regionalna w szkołach zależy przede wszystkim od pasji i zaangażowania nauczycieli, ale z tym bywa różnie, więc strona internetowa, która będzie wirtualnym naukowym przewodnikiem po Górnym Śląsku, na pewno się przyda. I co, zdaniem Adamusa, najważniejsze: dzięki takiemu programowi będzie można się też uczyć śląskiej mowy. Dziś brakuje dobrych nagrań, tak żeby można było jej słuchać i uczyć się. Bez dostępu do takiej wiedzy przez internet śląskiego nie uda nam się spopularyzować. Miłośnicy śląskiej mowy, twórcy ślabikorza, są zgodni, że masztalszczyzna czy śląska godka prezentowana przez telewizyjnego Bercika nie służą dobrze sprawie. Ba! Ośmieszają mowę śląską i nadają jej jarmarczno-knajpiarski charakter. Adamus przyznaje jednak, że stworzenie śląskiej platformy e-learningowej nie będzie łatwe. Jeśli ma być profesjonalna i obejmować całą wiedzę związaną ze Śląskiem, to koszt może wynieść co najmniej milion złotych. Gdy wszyscy pokazują puste kieszenie, jedyna szansa w unijnych dotacjach. Adamus chce się o nie starać za pośrednictwem Urzędu Marszałkowskiego w Opolu. Opolscy urzędnicy uzgodnili, że będzie tu można zdobywać dotacje na budowę portali tematycznych dotyczących m.in. kultury.
Adamus nie ukrywa też, że o potrzebne pieniądze byłoby łatwiej, gdyby śląski był już językiem regionalnym. Tym jednak muszą się zająć politycy, a, niestety, nic nie wskazuje na to, że sprawa doczeka się rychłego finału. To oznacza, że działania miłośników mowy śląskiej wkrótce mogą napotkać na poważną przeszkodę w postaci braku pieniędzy.
Towarzystwo Piastowania Śląskiej Mowy "Danga" już dziś alarmuje, że dalsza profesjonalna praca związana z kodyfikacją mowy śląskiej i stworzenie z niej spójnego literackiego języka nie będą możliwe, jeśli zajmować się będą tym wyłącznie społecznicy i zapaleńcy. - Odpowiedni poziom merytoryczny prac zapewnić mogą jedynie naukowcy, specjaliści w dziedzinie dialektologii i lingwistyki - uważa Danga. Dlatego byłoby najlepiej, gdyby któraś z regionalnych instytucji albo naukowa placówka podjęła się współpracy z miłośnikami mowy śląskiej i wsparła kodyfikację. Okazuje się jednak, że śląskie instytucje do współpracy ze społecznikami nie palą się. Chlubnym wyjątkiem jest tylko wojewoda, który obiecał dołożyć się do wydania ślabikorza, ale to za mało. Dziwi milczenie marszałka województwa śląskiego. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że pomoc społecznikom, którzy zajmują się kodyfikacją śląskiej mowy, proponują naukowcy z Opola. Czyżby górnośląscy politycy, którzy w czasie kampanii wyborczych lubią chwalić się swoim pochodzeniem i przywiązaniem do tradycji, zapomnieli o tym, że czasem trzeba w nią zainwestować? Wydaje się, że rozumie to tylko Marek Plura, poseł PO z Katowic, który przygotowuje w Sejmie grunt pod zmianę przepisów. Cały czas zabiega o to, by pokazać swoim kolegom z Warszawy, że język śląski nie jest czczym wymysłem. Zapowiada, że jeszcze w listopadzie powstanie honorowy komitet ludzi, którzy wspierają starania o zmianę przepisów. Czy to jednak wystarczy?
Najnowszy pomysł to śląski e-laerning. Rafał Adamus, lider Stowarzyszenia "Pro Loquela Silesiana", wyjaśnia, że chodzi o to, by wiadomości o geografii, historii, kulturze, języku i tradycji Górnego Śląska znalazły się w dostępnym dla każdego programie komputerowym. Adamus przekonuje, że dzięki temu łatwo będzie uczyć się o regionie. Dziś edukacja regionalna w szkołach zależy przede wszystkim od pasji i zaangażowania nauczycieli, ale z tym bywa różnie, więc strona internetowa, która będzie wirtualnym naukowym przewodnikiem po Górnym Śląsku, na pewno się przyda. I co, zdaniem Adamusa, najważniejsze: dzięki takiemu programowi będzie można się też uczyć śląskiej mowy. Dziś brakuje dobrych nagrań, tak żeby można było jej słuchać i uczyć się. Bez dostępu do takiej wiedzy przez internet śląskiego nie uda nam się spopularyzować. Miłośnicy śląskiej mowy, twórcy ślabikorza, są zgodni, że masztalszczyzna czy śląska godka prezentowana przez telewizyjnego Bercika nie służą dobrze sprawie. Ba! Ośmieszają mowę śląską i nadają jej jarmarczno-knajpiarski charakter. Adamus przyznaje jednak, że stworzenie śląskiej platformy e-learningowej nie będzie łatwe. Jeśli ma być profesjonalna i obejmować całą wiedzę związaną ze Śląskiem, to koszt może wynieść co najmniej milion złotych. Gdy wszyscy pokazują puste kieszenie, jedyna szansa w unijnych dotacjach. Adamus chce się o nie starać za pośrednictwem Urzędu Marszałkowskiego w Opolu. Opolscy urzędnicy uzgodnili, że będzie tu można zdobywać dotacje na budowę portali tematycznych dotyczących m.in. kultury.
Adamus nie ukrywa też, że o potrzebne pieniądze byłoby łatwiej, gdyby śląski był już językiem regionalnym. Tym jednak muszą się zająć politycy, a, niestety, nic nie wskazuje na to, że sprawa doczeka się rychłego finału. To oznacza, że działania miłośników mowy śląskiej wkrótce mogą napotkać na poważną przeszkodę w postaci braku pieniędzy.
Towarzystwo Piastowania Śląskiej Mowy "Danga" już dziś alarmuje, że dalsza profesjonalna praca związana z kodyfikacją mowy śląskiej i stworzenie z niej spójnego literackiego języka nie będą możliwe, jeśli zajmować się będą tym wyłącznie społecznicy i zapaleńcy. - Odpowiedni poziom merytoryczny prac zapewnić mogą jedynie naukowcy, specjaliści w dziedzinie dialektologii i lingwistyki - uważa Danga. Dlatego byłoby najlepiej, gdyby któraś z regionalnych instytucji albo naukowa placówka podjęła się współpracy z miłośnikami mowy śląskiej i wsparła kodyfikację. Okazuje się jednak, że śląskie instytucje do współpracy ze społecznikami nie palą się. Chlubnym wyjątkiem jest tylko wojewoda, który obiecał dołożyć się do wydania ślabikorza, ale to za mało. Dziwi milczenie marszałka województwa śląskiego. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że pomoc społecznikom, którzy zajmują się kodyfikacją śląskiej mowy, proponują naukowcy z Opola. Czyżby górnośląscy politycy, którzy w czasie kampanii wyborczych lubią chwalić się swoim pochodzeniem i przywiązaniem do tradycji, zapomnieli o tym, że czasem trzeba w nią zainwestować? Wydaje się, że rozumie to tylko Marek Plura, poseł PO z Katowic, który przygotowuje w Sejmie grunt pod zmianę przepisów. Cały czas zabiega o to, by pokazać swoim kolegom z Warszawy, że język śląski nie jest czczym wymysłem. Zapowiada, że jeszcze w listopadzie powstanie honorowy komitet ludzi, którzy wspierają starania o zmianę przepisów. Czy to jednak wystarczy?
Polecamy: Możesz sobie zamówić mszę z kazaniem po śląsku
- 36 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
13 głosów
-
Będą pieniądze to nauczysz się śląskiego przez ...
henryk.moscibrodzki
12.11.09, 11:19
Kochani krytykanci, nie macie co zazdrościć Ślązakom bo sami możecie zostać wpodobnej sytuacji, gdy "angole" opanują Europę swoim językiem.»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

