Prezydent: był mobbing. Pracownicy: właśnie, że nie było!
29.10.2009
, aktualizacja: 29.10.2009 22:09
Ponad stu pracowników rudzkiego MOPS-u przyszło w czwartek do urzędu miejskiego, żeby bronić swojej szefowej. Prezydent miasta zwolnił ją, bo miała nękać podwładnych i zmuszać ich do pracy w ogromnym stresie. - Chcemy pokazać, że te zarzuty to bzdura - mówili protestujący.
ZOBACZ TAKŻE
- Mobbing w zespole Śląsk. Sprawa jest już w sądzie (02-09-10, 13:23)
Grażyna Dziedzic, szefowa rudzkiego MOPS-u, pojechała we wtorek do magistratu. Rozmowy miały dotyczyć spraw budżetowych, ale na miejscu dostała wypowiedzenie. Tego samego dnia do MOPS-u przyjechał nowy dyrektor. - Spadło to na nas jak grom z jasnego nieba. Dzięki dyrektorce nasz ośrodek jest jednym z lepszych w kraju. Jej pracę chwalą wszyscy, nawet ministerstwo i wojewoda. Ostatnio dostaliśmy pochwały za akcję pomocy rodzinom górników poszkodowanych w kopalni "Wujek-Śląsk". Pani Dziedzic to nie tylko doskonały fachowiec, ale także ciepła osoba o wielkim sercu - przekonuje Janina Zydorczak, kierowniczka działu świadczeń, która w rudzkim MOPS-ie pracuje od 27 lat. - Zarzut mobbingu? Nie wiem skąd pan prezydent to wziął.
Andrzej Stania, prezydent Rudy Śląskiej, mówi, że stracił zaufanie do Dziedzic. Zarzucił jej, że dzieliła pracowników na lepszych i gorszych, zmuszała ludzi do pracy w ogromnym stresie i nie potrafiła współpracować z innymi placówkami, które zajmują się pomocą społeczną w mieście.
Pracownicy MOPS-u przecierali ze zdumienia oczy, kiedy usłyszeli to uzasadnienie. Najpierw napisali petycję w sprawie przywrócenia Dziedzic na stanowisko dyrektora. Spośród 240 pracowników podpisało ją 196 osób. Ponad 100 osób przyszło też wczoraj na sesję rady miejskiej.
- W pracy zostali tylko ci, którzy musieli. Dla nas to szok. Te zarzuty są wyssane z palca. Jesteśmy tu po to, żeby pokazać, że prawda jest inna. Dyrektorka jest wymagająca, ale o żadnym mobbingu nie ma mowy - mówiła radnym Patrycja Pluta-Szymajda.
Prezydent Stania próbował przekonać protestujących, żeby spotkali się z nim w innym terminie i miejscu, ale pracownicy ośrodka nie chcieli o tym słyszeć. Poparli ich radni, którzy - bez względu na przynależność partyjną - murem stanęli za zwolnioną dyrektorką. - Uzasadnienie zwolnienia to stek bzdur. Wszyscy wiemy, że Grażyna Dziedzic to życzliwa ludziom osoba. Tę decyzję prezydent powinien zmienić jeszcze dziś - argumentował Teodor Howaniec, jeden z radnych.
Radni dawali do zrozumienia, że decyzje prezydenta, co do obsady stanowisk w miejskich spółkach i instytucjach, są od jakiegoś czasu niezrozumiałe. Przez kilkanaście minut odczytywali listy, które przyszły w obronie dyrektor Dziedzic. Stowarzyszenia, organizacje pozarządowe i kościelne nie zostawiały suchej nitki na decyzji prezydenta. Nie znalazł się nikt, kto potwierdziłby zarzuty wobec dyrektorki. Słychać było, że trudno o lepszą szefową MOPS-u. Specjaliści od opieki społecznej, zebrani na Ogólnopolskim Forum Powiatowych Ośrodków Rodzinie, w swoim liście podkreślali, że dzięki Dziedzic w rudzkim MOPS-ie powstają nowatorskie rozwiązania wykorzystywane później z powodzeniem w całym kraju.
Mimo to pracownicy MOPS-u próżno czekali wczoraj na reakcję prezydenta. Po przerwie w obradach Stania nie wrócił już do sali sesyjnej. Nie chciał też komentować sprawy. - Prezydent przeanalizuje wszystkie dokumenty. Decyzję podejmie w najbliższych dniach - tłumaczyła swojego szefa wiceprezydent Aleksandra Skowronek.
Pracownicy MOPS-u nie kryli zawodu, gdy opuszczali urząd. - Po tym wszystkim, co dzisiaj usłyszeliśmy na temat pani dyrektor, nikt nie powinien mieć wątpliwości, że całe to zwolnienie to jakieś nieporozumienie. Liczyliśmy, że prezydent od razu przywróci ją na stanowisko, ale widać zabrakło mu odwagi, żeby przyznać się do błędu. Pewnie zrobi to za kilka dni, jak nie będzie tylu ludzi i tych wszystkich kamer. Bo innej decyzji, niż powrót pani Dziedzic, sobie nie wyobrażamy - mówi Lidia Białkowska, jedna z pracownic MOPS-u.
Andrzej Stania, prezydent Rudy Śląskiej, mówi, że stracił zaufanie do Dziedzic. Zarzucił jej, że dzieliła pracowników na lepszych i gorszych, zmuszała ludzi do pracy w ogromnym stresie i nie potrafiła współpracować z innymi placówkami, które zajmują się pomocą społeczną w mieście.
Pracownicy MOPS-u przecierali ze zdumienia oczy, kiedy usłyszeli to uzasadnienie. Najpierw napisali petycję w sprawie przywrócenia Dziedzic na stanowisko dyrektora. Spośród 240 pracowników podpisało ją 196 osób. Ponad 100 osób przyszło też wczoraj na sesję rady miejskiej.
- W pracy zostali tylko ci, którzy musieli. Dla nas to szok. Te zarzuty są wyssane z palca. Jesteśmy tu po to, żeby pokazać, że prawda jest inna. Dyrektorka jest wymagająca, ale o żadnym mobbingu nie ma mowy - mówiła radnym Patrycja Pluta-Szymajda.
Prezydent Stania próbował przekonać protestujących, żeby spotkali się z nim w innym terminie i miejscu, ale pracownicy ośrodka nie chcieli o tym słyszeć. Poparli ich radni, którzy - bez względu na przynależność partyjną - murem stanęli za zwolnioną dyrektorką. - Uzasadnienie zwolnienia to stek bzdur. Wszyscy wiemy, że Grażyna Dziedzic to życzliwa ludziom osoba. Tę decyzję prezydent powinien zmienić jeszcze dziś - argumentował Teodor Howaniec, jeden z radnych.
Radni dawali do zrozumienia, że decyzje prezydenta, co do obsady stanowisk w miejskich spółkach i instytucjach, są od jakiegoś czasu niezrozumiałe. Przez kilkanaście minut odczytywali listy, które przyszły w obronie dyrektor Dziedzic. Stowarzyszenia, organizacje pozarządowe i kościelne nie zostawiały suchej nitki na decyzji prezydenta. Nie znalazł się nikt, kto potwierdziłby zarzuty wobec dyrektorki. Słychać było, że trudno o lepszą szefową MOPS-u. Specjaliści od opieki społecznej, zebrani na Ogólnopolskim Forum Powiatowych Ośrodków Rodzinie, w swoim liście podkreślali, że dzięki Dziedzic w rudzkim MOPS-ie powstają nowatorskie rozwiązania wykorzystywane później z powodzeniem w całym kraju.
Mimo to pracownicy MOPS-u próżno czekali wczoraj na reakcję prezydenta. Po przerwie w obradach Stania nie wrócił już do sali sesyjnej. Nie chciał też komentować sprawy. - Prezydent przeanalizuje wszystkie dokumenty. Decyzję podejmie w najbliższych dniach - tłumaczyła swojego szefa wiceprezydent Aleksandra Skowronek.
Pracownicy MOPS-u nie kryli zawodu, gdy opuszczali urząd. - Po tym wszystkim, co dzisiaj usłyszeliśmy na temat pani dyrektor, nikt nie powinien mieć wątpliwości, że całe to zwolnienie to jakieś nieporozumienie. Liczyliśmy, że prezydent od razu przywróci ją na stanowisko, ale widać zabrakło mu odwagi, żeby przyznać się do błędu. Pewnie zrobi to za kilka dni, jak nie będzie tylu ludzi i tych wszystkich kamer. Bo innej decyzji, niż powrót pani Dziedzic, sobie nie wyobrażamy - mówi Lidia Białkowska, jedna z pracownic MOPS-u.
Polecamy: Chirurg musiał wozić do pracy żonę swojego szefa i odbierać jego dzieci ze szkoły
- 29 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
13 głosów
-
Prezydent: był mobbing. Pracownicy: właśnie, że...
kamiec
30.10.09, 15:28
Każdy szef ma święte prawo do doboru swoich pracowników,ma je równieżPrezydent miasta.W żadnej firmie nie ma już kierowniczych stanowisk doemerytury,bez względu na fachowość czy brak »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

