Mistrz świata w kick boxingu: Za mało Romów walczy

Rozmawiała Małgorzata Goślińska
2009-10-27 , aktualizacja: 27.10.2009 13:41
A A A Drukuj
Polskich uczniów na pierwsze treningi przyprowadzają rodzice. Nie spodziewali się, że Rom może być takim fajnym gościem, że może trenować ich dzieci. Mówią mi o tym. Nigdy nie mieli styczności z Romami. Bali się nas. W sporcie znikają bariery - mówi Gerard Linder Fot. Paweł Sowa/Agencja Gazeta Polskich uczniów na pierwsze treningi przyprowadzają rodzice. Nie spodziewali się, że Rom może być takim fajnym gościem, że może trenować ich dzieci. Mówią mi o tym. Nigdy nie mieli styczności z Romami. Bali się nas. W sporcie znikają bariery - mówi Gerard Linder
Każda walka, której uniknąłem, jest moją wygraną. Zaczepiają mnie. Przechodzę, odpuszczam. Za dużo bym stracił. Wszystko, o co walczyłem przez całe życie.
SERWISY
Małgorzata Goślińska: Łatwiej by ci było, gdybyś był Polakiem?

Gerard Linder: Nie musiałbym tyle walczyć.

Skąd ksywa Black Dragon?

- Bo smok. No i jestem czarny.

Właśnie obroniłeś tytuł międzynarodowego mistrza kick boxingu. Dla Polski, nie dla Romów.

- No co ty, nie ma mistrzostw Romów! Za mało Romów walczy. Ja od małego marzyłem, żeby zaistnieć. Na przekór wszystkim. Nie wierzyli, że mogę do czegoś dojść, ja - Rom. To ja: zobaczycie, pokażę wam! W 1997 roku - mój pierwszy sukces. Zdobyłem mistrzostwo Polski. Po trzech miesiącach ćwiczeń! Uwierzyłem w siebie. W 2003 roku założyłem swój klub w Andrychowie, pięć lat później filię w Bielsku-Białej. Wytyczyłem sobie drogę i cel: będę mistrzem świata.

Zdobyłeś tytuł w tym roku jako pierwszy Rom w historii sztuk walki.

- Musiałem wygrać dodatkowe walki z Polakami, żeby mnie wystawili do mistrzostw. Po co? Przecież byłem już siedmiokrotnym mistrzem Polski! Sam organizowałem galę. Masakra! Znaleźć odpowiednią halę, żeby pomieściła dużo ludzi - miałem nadzieję, że przyjdzie dużo, ustawić ring, oświetlenie, wszystko na mojej głowie, odpowiednia muzyka. Na razie nie puszczam swoich kawałków, najczęściej leci After Tiger, coś mocnego. Ściągałem sędziów, zawodników... Mój przeciwnik był dwukrotnym mistrzem świata, oglądałem jego walki, widziałem po oczach, że nie odpuści. Czułem: będzie ostra jazda. Trudniej obronić tytuł, niż zdobyć. Ale ja miałem dwa lata przerwy, bo pracowałem w Niemczech. W fitnessie, na budowie. Żeby spłacić długi.

Kick boxing nie przynosi pieniędzy?

- To raczej hobby. Na życie zarabiam teraz szkoleniem pracowników ochrony w Bielsku-Białej. Chyba że z dobrej walki, ale nie obracasz milionami, jak w boksie. Trenowałem intensywnie, codziennie po siedem godzin przez dwa miesiące. Rano bieganie, potem trening siłowy, do tego dieta. Zero ziemniaków, odpuściłem kolacje. Musiałem zbić na wadze 10 kilo! Czarek mi pomagał. Cezary Podraza, mój przyjaciel, siedmiokrotny mistrz świata, stał w narożniku. Zjechali Romowie z całej Polski, z Niemiec. Patrzyli na mnie: "Dra-gon, Dra-gon!". Doping dodawał mi skrzydeł. Z drugiej strony czułem nacisk: nie mogę dać plamy. I poszedłem w ogień. Walczyłem dla całego społeczeństwa romskiego, żeby Polacy przestali patrzeć na nas stereotypowo.

"Jestem Rom, dla was śpiewam, żeby ludzie o nas słyszeli, jakie mamy życie". To z twojej piosenki. Masz zespoły hip-hop i breakdance. Gdzie rap, a gdzie kultura romska?!

- Romowie mogą mi zarzucać, że nie kontynuuję tradycji. A to nieprawda, śpiewam po romsku, biorę kawałki romskie i przerabiam na nowy styl. Teraz modne jest łączenie etnicznych klimatów z nowoczesnymi, to dotrze do szerszej publiczności, a nie w kółko to samo. Tradycyjna muzyka romska jest piękna, ale każdy to już słyszał, nie puszczą tego w radiu. Musimy być na topie. Breaka tańczą moi bracia, pokazałem im pierwsze kroki, które podchwyciłem w Niemczech i prześcignęli mnie. Magnetofon, linoleum i szlifowaliśmy na polu. Muzykę robię sam, odkąd kupiłem komputer, podkład, słowa. Hip-hop, dance, reggae - nie zamykam się w jednym pudełku. Patrzę, co się ludziom podoba, i idę dalej w tym kierunku. Daję kuzynowi moje kawałki, żeby puścił na dyskotece. Kuzyn jest didżejem. Stoję w kącie i patrzę: wyjdą na parkiet, nie wyjdą? Tańcowali, zamawiali moje utwory, miałem kilka hitów. Więc chyba nie jest tak źle, powinienem to kontynuować. Chcę nagrać płytę z Michałem. Michał Jarczyk, mój przyjaciel, był moim pierwszym uczniem kick boxingu. Polak. Fajnie by było iść kiedyś ulicą i usłyszeć, że z auta leci mój kawałek. O, Rom rapuje, dobry jest gościu, Romowie jadą z tym koksem!

"Całe życie jest walką. Musimy być silni. Uwierz w siebie. Tylko wiara we własne siły pozwoli nam iść przez świat z podniesioną głową" - to o kick boxingu, o muzyce?

- Całe moje życie to jedno wielkie wyzwanie. Wszędzie muszę się przebijać, od podstawówki. Nikt nie chciał ze mną siedzieć w ławce. "Cygan" - wołali. Do tego byłem niski. Musiałem się bronić. Wiesz, że ci, którym wlałem, stawali się moimi ziomkami? Ale nie tylko przez bicie. Musieli mnie poznać. Jak graliśmy w piłkę, wołali: "Gerard, chodź do nas, o, Gerard jest z nami!".

Cygan jest obraźliwe?

- Zależy, jak to powiesz. Kiedy myślisz: złodziej, pijak. Są tacy w Andrychowie, robią złą opinię i ci w porządku Romowie cierpią. Mieszkam w Andrychowie od trzech pokoleń. Dziadkowie jeszcze jeździli wozami. Ja już urodziłem się w bloku. Dziadek od strony mamy żył z kotlarstwa. Dzisiaj trudno mu sprzedać patelnie, robi je tylko dla pokazu na piknikach. Tato grał w piłkę i układał kostkę brukową. Długo pracował. Moja rodzina zawsze się wyróżniała. Chodziliśmy czyściutko, do szkoły chodziliśmy. Dobry byłem, nawet z matematyki! Najlepszy z WF-u, wiadomo, i z muzyki. Muzykę Romowie mają we krwi. Mama zajmowała się domem. Dużo nas było, jedenaścioro. Nie, czekaj, niech policzę: sześciu braci, dwie siostry... Przepraszam, dziewięcioro! Ja najstarszy.

Dlaczego zająłeś się kick boxingiem?

- Chciałem być taki jak Bruce Lee! Obejrzałem "Wejście Smoka" i ćwiczyłem przed telewizorem. Gdy w 11. roku życia poszedłem na pierwsze zajęcia z karate, to praktycznie znałem wszystkie techniki. Chodziłem na kung-fu, boks, capoeirę, bo kick boxing nie był wtedy popularny w Polsce. Na pierwsze treningi jeździłem do Krakowa. Fascynowała mnie walka pełnokontaktowa. Był jeszcze taki bodziec: zaczepili nas na ulicy, ich było ośmiu, a nas, Romów, czterech. Miałem jakieś 10 lat. Nigdy tego nie zapomnę: sami dorośli i ja taki malutki rzucam się, chociaż wiem, że nic nie mogę. Postanowiłem wtedy, że będę bronić swojej rodziny, tych, co sobie nie radzą. Dwa lata temu założyłem w Andrychowie Stowarzyszenie Romów.

W zeszłym roku w twoim mieście doszło do starcia między polskim sklepikarzem a Romami. Zaczęło się od tego, że trzy Romki zatarasowały mu chodnik w drodze do sklepu, a potem na forum andrychowskim wzywano do stworzenia getta romskiego.

- To był incydent, wcześniej były gorsze akcje, skinheadzi lali się z Romami, wojny były. Uspokoiło się dopiero, jak poszli siedzieć.

Polacy?

- Jedni i drudzy. W każdym narodzie są ludzie i ludziska. Ale jak Romowi coś zrobią, to policja przyjeżdża za pół godziny, a jak Rom coś zrobi - to w pięć minut i buch do paki. Poznałem policjantów od dobrej strony w Wadowicach, gdzie szkoliłem ich z samoobrony. Oni też zmienili podejście do nas. O, Rom ich czegoś uczy! Jestem asystentem romskim, dostałem biuro, mam tam być od 8 do 16 i czekać na petentów. Wymyślam powody, żeby wyjść. Romowie mają taką naturę, wciąż nas gdzieś goni. W klubie tak samo - mam paru uczniów romskich, przychodzą i za chwilę ich nie ma. Nie potrafię usiedzieć na miejscu i więcej załatwię w plenerze, spotykając się z ludźmi na ulicy, w ich domach. Załatwiam remonty, zamiany mieszkań. Romowie mieszkają w złych warunkach. Wyobrażasz sobie żyć bez WC, prysznica, wanny? Grzyb na ścianach, okna zepsute, rozwalone drzwi. Żenada.

Takie mieszkania dostają?

- Czasem sami sobie niszczą. Rozmawiam z nimi, co innego mogę zrobić? Słuchają, a za dwa dni jest to samo. Z ministerstwa są pieniądze dla Romów, ale idą na elewacje, żeby ładnie wyglądało. A nam trzeba od wewnątrz! Piszę skargi, interweniuję, jak wyrzucają nas ze sklepów, z restauracji. Do dziś w Andrychowie jest knajpa, która nie podaje Romom. Ja już nie mam takich problemów, bo mnie znają. Ale kiedyś: szukam pracy, dzwonię - jest, przychodzę - nagle nie ma. Z pracą wciąż jest ciężko, Romowie nie mają wykształcenia, zawodu. Są tacy, co nie potrafią pisać, czytać, liczyć. Dbam, żeby puszczali dzieci do szkoły. Bez tego nie ma przetrwania.

Jakie szkoły skończyłeś?

- Chodziłem do technikum w Niemczech, uczyłem się na mechanika samochodowego, bo tata mówił, że to dobry zawód, dobrze płatny. Wyjechaliśmy do Niemiec całą rodziną. Mamy tam dużo krewnych, brat mamy, siostra, siostra dziadka... To było jakieś 20 lat temu. Dużo Romów wtedy wyjeżdżało, mogliśmy łatwo dostać obywatelstwo niemieckie. Też się staraliśmy. Tato nie musiał pracować, taki mieliśmy socjal hilfe. I duży dom pod lasem... Ale mama tęskniła za Polską i wróciliśmy. Zły byłem na nią jak fiks! Przerwałem szkołę, w Polsce nie zacząłem, bo znów mieliśmy jechać do Niemiec, a potem nie było czasu, treningi, walki, gale. No i wstydziłem się, w Niemczech miałem luzy, bo trudności językowe. Skończę to technikum eksternistycznie. Nic mi to nie da, ale będę się lepiej czuć. Głupio mi, że jestem tylko po podstawówce.

A Twoje dzieci jak się uczą?

- Damian przyniósł świadectwo z czerwonym paskiem! Zachowanie wzorowe, w konkursach bierze udział. Ma 11 lat. Mój najstarszy, po romsku Dragon. Nadajemy dzieciom dwa imiona, Nicol po romsku ma Nikita. Rok młodsza, chce być modelką. Czy to dobry zawód? Nie wiem, dzieciom się zmienia. Same muszą wybrać, ja mogę tylko doradzić. Chciałbym, żeby miały lepiej niż ja, żeby lodówka zawsze była pełna. Dragon chce być zawodowym kick bokserem. Był moim najmłodszym uczniem, miał sześć lat, jak zaczął, za dwa lata będzie startował w zawodach. Jest ze mnie dumny. Ogląda moje walki, a potem przychodzi, tuli się ze łzami w oczach. Mój syneczek, wiem, że mnie kocha. Jak się urodził, bałem się, czy podołam jako ojciec. Miałem 24 lata. Byłem cały happy, chciałem mieć pierwszego syna.

Urodził się z rozszczepem wargi i podniebienia.

- Dowiedziałem się na drugi dzień. Załamałem się. To było szokujące. Nie wiedziałem, że takie dzieci się rodzą. Co robić? Ta wada dodatkowo wiąże się z trudnością w mowie. To był ciężki okres. Nikitka urodziła się zdrowiutka. Lekarz powiedział, że to jest genetyczne i dziedziczone w linii męskiej. Ale nie musi. Potem był Jonathan. Miał tylko jednostronny rozszczep, prawie nie widać. Tiger, najmłodszy, ma taką samą wadę jak Dragon, rozległą. Znowu byłem zdołowany. Lekarze fajnie mu to zoperowali. Bałem się, że będą się z nich śmiać w szkole. Ale Dragon ma dużo kolegów.

Może pomaga mu, że ma takiego ojca?

- Mieliśmy nadzieję, że następna będzie córa, już wybraliśmy imię. Żona rodzi w listopadzie, była na USG. Płakała, jak wróciła z badań. Ze szczęścia. To będzie Vanessa!

Mogłeś ożenić się z Sylwią? Nie jest Romką.

- Ukrywaliśmy się długo. Poznałem ją, jak miała 12 lat. Dziecko, ja trzy lata starszy. Gdzieś na polu, pod blokiem. Kumplowałem się z polskimi chłopakami. Ale z dziewczynami było inaczej, nie mogliśmy spotykać się z Polkami. Pisaliśmy do siebie, jak byłem w Niemczech. Gdy wróciłem po trzech latach, patrzę: ale się wyrobiła! Długo ze sobą chodziliśmy, zanim powiedziałem rodzicom. Sylwia pogadała z mamą, jak kobieta z kobietą. Prosiła, żeby dać jej szansę. Przyjęła zasady.

Jakie?

- Na przykład, że będzie chodzić w spódnicy. To jest najważniejsze. Zresztą nie wiem, musiałabyś pogadać z moją mamą. Spódnica musi zakrywać kolana, w ogóle ubiór nie może być skąpy. Ja się inaczej na to zapatruję, dla mnie to staroświeckie. Ale inni Romowie mogliby patrzeć: to jest Polka i zawsze zostanie Polką. Sylwia musi być bardziej romska niż Romowie. Romki chodzą w spodniach, w krótkich spódniczkach, idą do przodu. A Sylwia w długiej spódnicy, zima nie zima i mama patrzyła: o, stara się, dobra dziewczyna. Mówi po romsku, ja ją nauczyłem, to też było ważne, mama mówiła: dobrze by było, żeby rozumiała, co przy niej mówią.

Może pracować?

- Teraz jest na wychowawczym. Ale Romki pracują. Nie mogą tylko być sprzątaczką albo pielęgniarką. Sprzątać tam, gdzie się sika, to jest trefne.

Mogą trenować kick boxing?

- Moja Nikitka trenuje! Siostra też trenowała, była mistrzynią Polski, miała talent. Ale mąż, dziecko i koniec kariery. Nie wiem, czy Nikitka to pogodzi. Niech walczy!

Jak ciebie przyjęli w rodzinie Sylwii?

- Teść super! Dobry chłop, powiedział: "Żeńcie się!". Z religią nie było problemów, też jesteśmy katolikami. Tylko świętujemy hucznie. Komunię Damiana urządziłem jak wesele. Jest zabawa, to cieszymy się, muzyka, tańce, pijemy! Polacy niby nie, ale pod stołem też. W tym roku zorganizowałem piknik romski w Andrychowie, a potem dałem koncert u siebie w domu. Masakra, śpiew z nagłośnieniem, pełno ludzi...

Sąsiedzi?

- Nie dzwonili.

Pytam, czy przyszli?

- Nie, nie przychodzą. Myślałem, że pytasz, czy dzwonili na policję, że za głośno. W mojej klatce tylko ja jestem Romem. Ale w moim bloku i na moim placu dużo. Chcę się stamtąd wynieść, dość mam życia w kupie. Romowie są czasem paskudni, kłócą się.

Lepiej ci było w Niemczech?

- Bez dwóch zdań! Tam po ulicy chodzi dużo ciemnych, różne nacje, nikt nie patrzy: Rom, nie obserwuje cię. Myśleli, że jestem Niemcem, tak złapałem niemiecki, z dialektem! Zarąbiście się czułem. A jakie mają sale do ćwiczeń, nawet nie pytaj. Ale zawodnicy nasi lepsi.

Nasi znaczy polscy?

- Ja się czuję Polakiem. W dowodzie mam narodowość romską, ale obywatelstwo polskie. W domu mówimy po romsku, ale na ulicy przestawiamy się na polski.

Twoje zespoły i stowarzyszenie nazywają się Jamaro.

- Po romsku nasz. Nasi, nasze. Łatwo wpada w ucho.

Śpiewasz: "Jak nam ciężko zarobić na chleb. Źle nam na świecie. Nie mamy własnego kraju, nikt nas nie chce. Jadą Romowie wozami. Za siebie nie patrzą. Szukają lepszego życia". Chciałbyś mieć inną narodowość?

- Jak byłem mały, chciałem być Polakiem. Myślałem: nic mi się nie udaje przez to, że jestem Romem. Dzisiaj to, że jestem Romem, daje mi siłę. Trzeba być sobą. My, Romowie, kłócimy się, ale jak jednemu coś złego się dzieje, to lecimy wszyscy. W Romach jest jedność. Polacy tego nie mają.

"Biały, czarny, ciemny, jasny. Biorę strzykawkę, żeby zrobić sobie zastrzyk z każdej rasy. Czarny, żółty, brązowy, biały. Serca wszyscy mamy czerwone i te same ideały." A kick boxing to agresja.

- Tak się kojarzy. Przychodzili do mnie tacy - tylko po to, żeby wyjść na ulicę i bić. Od razu ich wyczuwałem. Sami się wykruszali. Dyscyplina - tego nie wytrzymywali. Wymagam od uczniów, żeby mnie słuchali, robili to, co ja każę, uczę szacunku dla starszych. Są rozbujani na początku. Też taki byłem. Kick boxing dał mi poczucie pewności siebie i opanowanie. Im dłużej trenuję, tym spokojniejszy jestem na ulicy.

Mąż Polki, ojciec wzorowych uczniów, trener i mistrz świata, raper i urzędnik, a teraz jeszcze zostaniesz bohaterem europejskiego projektu filmowego o Romach, którzy przełamują stereotyp. Jako jedyny Rom z Polski. Duża odpowiedzialność spoczywa na Tobie. Nie masz czasem ochoty komuś wlać?

- Zdarzają się takie sytuacje, zaczepiają mnie. Przechodzę, odpuszczam. Nie mogę sobie na to pozwolić. Za dużo bym stracił. Wszystko, o co walczyłem przez całe życie. Każda walka, której uniknąłem, jest moją wygraną - tego uczę.

Masz w klubie Polaków i Romów. Kick boxing ich zbliża?

- Polskich uczniów na pierwsze treningi przyprowadzają rodzice. Nie spodziewali się, że Rom może być takim fajnym gościem, że może trenować ich dzieci. Mówią mi o tym. Nigdy nie mieli styczności z Romami. Bali się nas. W sporcie znikają bariery. Wspólny wysiłek, dbanie o partnera, kibicowanie. Gdy jedziemy na zawody, jesteśmy jedną rodziną.



Podziel się

  • 7 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów

  • Niestety, Romom nie ufam ... voiceinthedesert 31.12.10, 20:25

    Co do "mistrzostwa świata", to bym poczekał. Byle Amerykanin rankingowy jednym kopniakiem wysłałby tego Pana na księżyc. Naturalnie, podziwiam jego osiągnięcia i gratuluję. Ale to nie »