Jak u Zagłębiaka z Będzina narodziła się śląska pasja

Rozmawiał Józef Krzyk
2009-10-25 , aktualizacja: 25.10.2009 13:38
A A A Drukuj
Najciekawszą kolekcję plakatów z czasu górnośląskiego plebiscytu zebrał w swym warszawskim mieszkaniu Zagłębiak z Będzina.
Jarosław Bełdowski prezentuje jeden z plakatów plebiscytowych
Fot. Dawid Chalimoniuk/Agencja Gazeta
Jarosław Bełdowski prezentuje jeden z plakatów plebiscytowych
Józef Krzyk: Skąd się wzięła pasja do zbierania plakatów plebiscytowych?

Jarosław Bełdowski: - Plakat był w zasięgu moich możliwości finansowych. Jest zdecydowanie tańszy niż malarstwo czy grafika. Gdybym miał więcej pieniędzy, zbierałbym pewnie obrazy śląskiego Nikifora, czyli Teofila Ociepki. A zaczęło się od tego, że zainteresowałem się polską szkołą plakatu, ale im głębiej wchodziłem w ten temat, tym bardziej interesowałem się plakatem przedwojennym i szczególnie tym związanym z plebiscytem. Uważam, że to dziś doskonałe świadectwo prowadzonej przez obie strony wielkiej akcji propagandowej. Zaskoczyła mnie kreatywność twórców i wysoki poziom artystyczny. No i u mnie, urodzonego w Będzinie Zagłębiaka, narodziła się śląska pasja.

Co jest najważniejsze w tej pasji?

- Cierpliwość, wyrozumiała żona i rodzice. Tego pierwszego nie muszę tłumaczyć. Żona, bo od lat mnie wspiera, a rodzice dlatego, że jak przesadzę z zakupem to już kilka razy mnie ratowali. Tata spędził lata na kopalni i pamiętam jak się wzruszył, gdy w końcu zobaczył ten plakat z szybem górniczym "Nie oddamy Śląska Niemcom", o którym tyle mu opowiadałem.

Który z plakatów plebiscytowych był pierwszy?

- Ten z rolnikiem orzącym ziemię i opatrzony podpisem: "My głosujemy za Polską". Kilka lat temu kupiłem go na aukcji książek w Warszawie. Traf chciał, że decydująca licytacja wypadła dokładnie w tym samym czasie, gdy w Katowicach wygłaszałem referat na pewnej konferencji. Cóż było zrobić? Uprzedziłem gospodarzy, że będę musiał na chwilę wyjść. Zadzwoniłem, wylicytowałem i wróciłem. I tak to się zaczęło.

Dużo kosztował?

- Wydałem wtedy moją miesięczną pensję.

Kim są sprzedający?

- Na aukcjach zachowana jest anonimowość, ale kupuję także w galeriach, również za granicą. Znalazłem w ten w ten sposób np. dwa plakaty plebiscytowe w Niemczech, kilka w Stanach Zjednoczonych. Ktoś pewnie wywiózł je tam w walizce, a gdy zmarł, nikt go na szczęście nie wyrzucił. Wbrew temu, co zwykło się myśleć, na Zachodzie plakaty te są także bardzo rzadkie. W Chicago kupiłem plakat, który pokazuje sprawę z niemieckiej perspektywy. Miał zapewne siać niepokój wśród górnośląskich robotników. Jego przesłanie było następujące: "nie głosujcie za przyłączeniem Śląska do Polski, bo tam prawa pracownicze nie są przestrzegane, lepiej wam będzie w Niemczech".

Pewnie ten plakat jest najdroższy w kolekcji?

- Wcale nie, właśnie za granicą zdarza mi się upolować coś taniej, niż w Polsce. Być może wynika to z tego, że nie wszyscy sprzedający zdają sobie sprawę z prawdziwej wartości historycznej tych plakatów. Rzecz jasna trzeba mieć refleks. Warto wiele razy próbować, żeby chociaż raz trafić.

I trzeba wiedzieć, gdzie szukać.

- Szukam przede wszystkim w wyspecjalizowanych galeriach, które znają się na plakacie. Te galerie czasami są zgrupowane w stowarzyszeniach, dzięki temu odnajduję kolejne tropy i zdobywam interesujące kontakty. Parę osób w Polsce również wie o mojej pasji i kiedy znajduje jakiś skarb na śląskim strychu kontaktuje się ze mną.

Chyba najbardziej zagadkowy w tej kolekcji jest plakat przedstawiający Śląsk jako niestrawne ciastko, o które biją się pociągani za sznurki Polak i Niemiec.

- To prawdziwa perełka w moich zbiorach, nigdzie indziej z tym plakatem się nie spotkałem, prawdopodobnie to jedyny egzemplarz w Polsce. Wydaje mi się, że został wydany we Francji w trakcie wersalskiej konferencji pokojowej. Przypuszczam, że mógł mieć charakter propagandowy, może pacyfistyczny. Niewykluczone, że była to satyra w jakimś czasopiśmie, a może autorowi chodziło o pokazanie, jak trudne będą negocjacje w sprawie losów Śląska. Chętnie bym się dowiedział czegoś więcej na ten temat, może uda się przy pomocy czytelników "Gazety"?

Na pewno ten i inne plakaty były czytelne dla odbiorców prawie 90 lat temu.

- Przekaz był prosty i wyraźny. Przy użyciu najprostszych środków autorom udawało się oddać więcej informacji i emocji, niż dzisiaj w niejednym telewizyjnym spocie, nad którym pracuje sztab fachowców od promocji. Jestem tymi plakatami tak zafascynowany, że godzinami mogę o nich rozmawiać ze znajomymi, którzy nas odwiedzają w Warszawie.

Czego ciekawego można się dziś dowiedzieć dzięki tym plakatom?

- Dzięki nim odkrywam historię powstań i plebiscyt. To fascynująca podróż! Wystarczy spojrzeć np. na wydany w Monachium plakat zachęcający rozproszonych po Wiedniu i Dolnej Austrii Górnoślązaków, by nie zapominali o swoim górnośląskim heimacie i wzięli udział w plebiscycie. To za sprawą takich plakatów wielu ludzi przyjechało wtedy zagłosować za pozostawieniem Śląska Niemcom. Polska inwencja zderzyła się z niemiecką sumiennością. Bo dla przypomnienia, to Polska nalegała, by pozwolić na to, by ci urodzeni na Śląsku mogli zagłosować, choć nie byli już jego mieszkańcami.

Bardzo ciekawe są też ulotki z tamtego okresu. Też je zbieram, zdarzają się takie, które miały formę komiksu. Inwencja twórców była wtedy nieograniczona. Po jednej i po drugiej stronie w tworzenie plakatów angażowali się świetni artyści. Wydawano je np. w Warszawie, Krakowie i Poznaniu. Najlepsze wyszły jednak z mikołowskiej drukarni Karola Miarki. Do naszych czasów przetrwały często bardzo sfatygowane. Ktoś inny machnąłby już na nie ręką, ale ja na szczęście znam takich cudotwórców - konserwatorów, którzy potrafią nawet skrawkowi papieru przywrócić życie.

Zajmują chyba wszystkie ściany w mieszkaniu?

- Jest tych plakatów za dużo, żeby się pomieściły. Mam ich kilkaset, wśród nich tylko kilkanaście plebiscytowych, ale właśnie te uważam za najcenniejsze. Nie wiem, czy to już nie szaleństwo, bo oprócz ulotek ostatnio zainteresowały mnie mapy i pocztówki. Oczywiście te plebiscytowe. W końcu przymierzam się do tego, by to pokazać publicznie. Może uda nam się wspólnie namówić jakiś samorząd na Śląsku lub inną instytucję na wystawę? Niedługo mamy równą 90. rocznicę plebiscytu na Śląsku. Aż szkoda, by przeszła nie zauważona.

Od poniedziałku co tydzień wraz z "Gazetą" ukazywać się będą specjalne dodatki poświęcone trudnym sprawom z najnowszej historii Górnego Śląska. Pierwszy - o powstaniach śląskich, plebiscycie i Wojciechu Korfantym - już 26 października. Obejrzeć w nim będzie można m.in. niektóre plakaty plebiscytowe z kolekcji Amandy i Jarosława Bełdowskich.



Przeczytaj: Platforma powołała pełnomocnika ds. powstań śląskich



Podziel się

  • 20 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów