Wiceburmistrz Czeladzi wiedziała o handlu etatem w szkole

Marcin Pietraszewski
2009-10-20 , aktualizacja: 21.10.2009 10:23
A A A Drukuj
Wiceburmistrz Czeladzi zapowiada wyciągnięcie konsekwencji wobec osób, które uczestniczyły w kupowaniu etatu w szkole dla radnego PO. Sama wiedziała jednak o tym od września i nie zawiadomiła organów ścigania.
Sprawa dotyczy gimnazjum nr 2 w Czeladzi. We wczorajszej "Gazecie" opisaliśmy historię pracującego tam plastyka Jana Powałki, radnego PO powiatu będzińskiego. W listopadzie zeszłego roku złożył wniosek o przejście na wcześniejsza emeryturę. Na jego miejsce szkoła zatrudniła Mariusza K. z Katowic. Zdążył przepracować trzy dni, kiedy radny Powałka powiadomił go, że ma problem z uzyskaniem emerytury i musi wrócić do szkoły. ZUS uznał, że w umowie o pracę radny miał o dwie godziny za mało i aby dostać emeryturę musiał w grudniu wrócić do szkoły i dopracować do końca roku.

Z nagrań, które CBA przekazało prokuraturze, wynika, iż radny PO za dobrowolne zwolnienie się z pracy zapłacił Mariuszowi K. 690 zł. Na takie rozwiązanie nalegały też dyrektorki gimnazjum, które obiecały nowemu plastykowi korzystniejszą umowę obowiązująca od stycznia i awans zawodowy. Prokuratura wszczęła postępowanie wyjaśniające prowadzone pod kątem wyłudzenia świadczenia z ZUS, korupcji i mobbingu.

Po naszej publikacji Marek Mrozowski, burmistrz Czeladzi, zapowiedział wszczęcie własnego postępowania. - Jak tylko wrócę z urlopu, porozmawiam ze wszystkimi osobami związanymi z tą sprawą - powiedział nam wczoraj. Dodał jednak, że Polskę ogarnęło szaleństwo, bo nagle wszyscy wyciągają jakieś taśmy. - I dlatego podchodzę do sprawy bez emocji - podkreślił Mrozowski.

Odpowiedzialna za edukację Anna Ślagórska, wiceburmistrz Czeladzi, przysłała nam wczoraj oświadczenie, z którego wynika, że władze miasta wyciągną konsekwencje służbowe wobec osób zamieszanych w sprawę. Warunkiem jest jednak potwierdzenie przez prokuraturę autentyczności nagrań oraz wniesienie do sądu aktu oskarżenia. Ale według naszych informacji wiceburmistrz Ślagórska o nakłanianiu Mariusza K. do zwolnienia z pracy i wręczeniu mu za to pieniędzy wiedziała co najmniej od 28 września. Wówczas K. w jej gabinecie opowiedział o wszystkim i przezornie nagrał rozmowę.

Podczas tego spotkania wiceburmistrz tłumaczyła mu, że radny Powałka przepracował w czeladzkich szkołach 30 lat i obowiązkiem miasta było mu pomóc, kiedy pojawił się problem z emeryturą. "(...) Uważam, że z naszej strony nie było niczego nagannego, że mu to umożliwiliśmy, między innymi po to, żeby pan też mógł znaleźć zatrudnienie. (...) Skoro przepracował tyle lat, to od gminy mu się coś należy. Natomiast to, że panowie coś załatwiliście, to była sprawa między panem, a panem Powałką (...)" - mówiła podczas tego spotkania wiceburmistrz. Dodała, że radny Powałka nie był jedynym nauczycielem, który miał problemy z przejściem na emeryturę. Dlaczego po rozmowie z K. wiceburmistrz nie zawiadomiła prokuratury? Ślagórska twierdzi, że plastyk poruszył wiele kwestii związanych z zarządzaniem gimnazjum. - Nie widziałam w danym momencie takiej konieczności, ale w szkole została zlecona kontrola wewnętrzna - wyjaśnia Anna Ślagórska.

Prokuratura ma 30 dni na weryfikację nagrań oraz przesłuchanie Mariusza K. - Jeżeli potwierdzą się podejrzenia, że doszło do popełnienia przestępstwa, złożymy wniosek o przekazanie tej sprawy innej jednostce, bo przewijają się w niej nazwiska działaczy samorządowych z naszego powiatu - zapowiada prokurator Monika Jankowska z Prokuratury Rejonowej w Będzinie.

Polecamy: Radny Platformy Obywatelskiej kupił sobie etat w szkole



Podziel się

  • 11 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów