Praca na kopalni zamiast wdowiego grosza
2009-10-19
, aktualizacja: 19.10.2009 15:08
Specjalny fundusz wypadkowy oraz zatrudnianie w kopalniach dzieci i żon górników, którzy zginą pod ziemią - to tylko niektóre z propozycji pomocy rodzinom górniczym po tragedii w kopalni Wujek-Śląsk.
ZOBACZ TAKŻE
- Premier przyznał dożywotnie renty wdowom po górnikach (27-11-09, 20:54)
Na biurko wojewody śląskiego Zygmunta Łukaszczyka trafi dzisiaj projekt kompleksowej pomocy rodzinom górników, którzy zostali poszkodowani w wypadkach pod ziemią. Przygotował go Katowicki Holding Węglowy, a impulsem był wypadek w kopalni Wujek-Śląsk, gdzie zginęło 20 górników, a ponad 30 zostało rannych.
Tragedia nie tylko poruszyła całą Polskę, ale uzmysłowiła, że górnictwo zawsze będzie branżą podwyższonego ryzyka, a wypadków nigdy nie uda się całkowicie wyeliminować. Dlatego holding - który również znalazł się pod pręgierzem krytyki za źle przygotowaną akcję pomocy - zaproponował, by każda ze spółek węglowych stworzyła specjalny fundusz wypadkowy, na który regularnie trafiałyby pieniądze pochodzące z zysków kopalń albo odpisów podatkowych. Eksperyment może przynieść sporo korzyści, bo w przypadku kolejnej tragedii rodziny mogłyby błyskawicznie otrzymać pomoc. I to bez oglądania się na zapisy takiej czy innej ustawy. - O uruchomieniu pieniędzy natychmiast decydowałby zarząd spółki - tłumaczy Ryszard Fedorowski, rzecznik KHW.
Holding przygotował też projekty rozporządzeń w sprawie zwolnień podatkowych. Dzięki nim udałoby się uniknąć takiego zamieszania jak przy okazji zapomóg dla rodzin górników zabitych podczas pacyfikacji kopalni Wujek. Co prawda KHW zdecydował, że na rzecz rodzin górników z Wujka przekaże 1,8 mln zł z zeszłorocznego zysku, ale jeżeli minister finansów nie zwolni rodzin z takiego obowiązku, to od 200 tys. zł zapomóg będą musiały zapłacić podatek. - Pomoc dla rodzin górników nie może być opodatkowana. Tą sprawą szybko muszą zająć się posłowie - tłumaczą autorzy projektu.
Rewolucyjny wydaje się też pomysł zatrudniania w kopalniach dzieci i żon poległych górników. Do tej pory nie zdarzyło się, by któryś z dyrektorów odmówił pracy rodzinie poległego górnika, ale była to tylko niepisana w górnictwie zasada. Teraz holding chce, aby preferencje dla dzieci i żon górników były oficjalnie uznane. Kobiety mogą pracować w administracji albo w zakładzie przeróbki węgla na tzw. płuczce, a mężczyźni pod ziemią. - Oczywiście tylko w przypadku, gdy syn albo żona górnika sami wyrażą chęć pracy w kopalni. To bardzo delikatne sprawy i nigdy nie proponujemy takiego rozwiązania pierwsi. Zazwyczaj nasi pracownicy, którzy opiekują się rodziną, delikatnie sondują, czy jest zainteresowanie takim rozwiązaniem - tłumaczy Michał Mużelak, dyrektor zespołu dialogu społecznego w KHW.
Okazuje się, że przypadki, gdy członkowie rodzin poległych górników decydują się na pracę w kopalni, wcale nie są takie rzadkie. "Gazeta" dowiedziała się, że do działów kadr trafiły już nawet pierwsze podania od rodzin górników, którzy zginęli w wypadku na Wujku-Śląsku. - Czasem takie rozwiązanie jest lepsze niż inna forma pomocy, bo zdarza się, że gdy dzieci kończą naukę, to żona poległego górnika zostaje bez renty. A tu może pracować - tłumaczy Bogdan Ćwięk, prezes Fundacji Rodzin Górniczych.
Również inne spółki węglowe zgadzają się, aby preferencje dla rodzin poległych górników były oficjalne. Katarzyna Jabłońska-Bajer, rzeczniczka Jastrzębskiej Spółki Węglowej, przyznaje, że choć w JSW nadal obowiązuje zakaz przyjęć, to podania od żon i dzieci poległych górników zarząd zawsze akceptuje. - W ostatnim czasie mieliśmy dwa takie przypadki - mówi Jabłońska-Bajer i dodaje, że spółka przyjęła też rodziny czterech górników, którzy w ubiegłym roku zginęli podczas wybuchu metanu w kopalni Borynia.
Tragedia nie tylko poruszyła całą Polskę, ale uzmysłowiła, że górnictwo zawsze będzie branżą podwyższonego ryzyka, a wypadków nigdy nie uda się całkowicie wyeliminować. Dlatego holding - który również znalazł się pod pręgierzem krytyki za źle przygotowaną akcję pomocy - zaproponował, by każda ze spółek węglowych stworzyła specjalny fundusz wypadkowy, na który regularnie trafiałyby pieniądze pochodzące z zysków kopalń albo odpisów podatkowych. Eksperyment może przynieść sporo korzyści, bo w przypadku kolejnej tragedii rodziny mogłyby błyskawicznie otrzymać pomoc. I to bez oglądania się na zapisy takiej czy innej ustawy. - O uruchomieniu pieniędzy natychmiast decydowałby zarząd spółki - tłumaczy Ryszard Fedorowski, rzecznik KHW.
Holding przygotował też projekty rozporządzeń w sprawie zwolnień podatkowych. Dzięki nim udałoby się uniknąć takiego zamieszania jak przy okazji zapomóg dla rodzin górników zabitych podczas pacyfikacji kopalni Wujek. Co prawda KHW zdecydował, że na rzecz rodzin górników z Wujka przekaże 1,8 mln zł z zeszłorocznego zysku, ale jeżeli minister finansów nie zwolni rodzin z takiego obowiązku, to od 200 tys. zł zapomóg będą musiały zapłacić podatek. - Pomoc dla rodzin górników nie może być opodatkowana. Tą sprawą szybko muszą zająć się posłowie - tłumaczą autorzy projektu.
Rewolucyjny wydaje się też pomysł zatrudniania w kopalniach dzieci i żon poległych górników. Do tej pory nie zdarzyło się, by któryś z dyrektorów odmówił pracy rodzinie poległego górnika, ale była to tylko niepisana w górnictwie zasada. Teraz holding chce, aby preferencje dla dzieci i żon górników były oficjalnie uznane. Kobiety mogą pracować w administracji albo w zakładzie przeróbki węgla na tzw. płuczce, a mężczyźni pod ziemią. - Oczywiście tylko w przypadku, gdy syn albo żona górnika sami wyrażą chęć pracy w kopalni. To bardzo delikatne sprawy i nigdy nie proponujemy takiego rozwiązania pierwsi. Zazwyczaj nasi pracownicy, którzy opiekują się rodziną, delikatnie sondują, czy jest zainteresowanie takim rozwiązaniem - tłumaczy Michał Mużelak, dyrektor zespołu dialogu społecznego w KHW.
Okazuje się, że przypadki, gdy członkowie rodzin poległych górników decydują się na pracę w kopalni, wcale nie są takie rzadkie. "Gazeta" dowiedziała się, że do działów kadr trafiły już nawet pierwsze podania od rodzin górników, którzy zginęli w wypadku na Wujku-Śląsku. - Czasem takie rozwiązanie jest lepsze niż inna forma pomocy, bo zdarza się, że gdy dzieci kończą naukę, to żona poległego górnika zostaje bez renty. A tu może pracować - tłumaczy Bogdan Ćwięk, prezes Fundacji Rodzin Górniczych.
Również inne spółki węglowe zgadzają się, aby preferencje dla rodzin poległych górników były oficjalne. Katarzyna Jabłońska-Bajer, rzeczniczka Jastrzębskiej Spółki Węglowej, przyznaje, że choć w JSW nadal obowiązuje zakaz przyjęć, to podania od żon i dzieci poległych górników zarząd zawsze akceptuje. - W ostatnim czasie mieliśmy dwa takie przypadki - mówi Jabłońska-Bajer i dodaje, że spółka przyjęła też rodziny czterech górników, którzy w ubiegłym roku zginęli podczas wybuchu metanu w kopalni Borynia.
Przeczytaj: Przez rząd żony górników bez wdowiego grosza
- 10 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
-
Praca na kopalni zamiast wdowiego grosza
shroeder1970
19.10.09, 14:05
Jest dużo wdów po różnych pracownikach, w różnych firmach, którzy zginęli wwyniku wypadku przy pracy. Niekoniecznie po takich, co zginęli w zbiorowejkatastrofie, ale też mają ciężko. »
-
mam jeszcze lerpszą propozycję, każdy górnik i
do100jnik
20.10.09, 00:49
ewentualni spadkobiercy otrzymują pełną emeryturę i inne przynależneświadczenia po 3 dniach pracy, ale niech sobie SAMI ZA TO PŁACĄ, należywydzielić ZUS górników od reszty ZUSu i niech sobie»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


