Gliwice chcą pociągu, a marszałek ich nie lubi

Przemysław Jedlecki
2009-10-11 , aktualizacja: 14.10.2009 04:50
A A A Drukuj
Flirt Fot. Dawid Chalimoniuk/Agencja Gazeta Flirt
Władze Gliwic chciały uruchomić miejski pociąg między Łabędami a Sośnicą. Sprzeciwia się marszałek województwa, choć niczym nie ryzykuje - pisze Przemysław Jedlecki
W czasie, gdy marszałkiem województwa śląskiego był Janusz Moszyński, wcześniej wieloletni współpracownik rządzącego Gliwicami Zygmunta Frankiewicza, wiele osób było przeświadczonych, że miasto nad Kłodnicą cieszy się w stolicy naszego województwa szczególnymi względami. Być może właśnie dlatego Bogusław Śmigielski, następca Moszyńskiego, robi wszystko, by nikt go o uprawianie takiej polityki nie posądzał. Zamieszanie wokół dotacji unijnej dla budowy hali Podium i planowana przez Gliwice miejska kolej między Łabędami a Sośnicą to dwa mocne dowody na uzasadnienie takiego twierdzenia.

Władze Gliwic uznały, że kolej będzie najlepszym sposobem na dobre skomunikowanie wschodnich i zachodnich dzielnic miasta. Szczegółową koncepcję na 64 stronach dla tego rozwiązania przygotowali eksperci z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR z Warszawy. Według ich ocen uruchomienie linii kolejowej w tym miejscu zacznie się opłacać, gdy codziennie skorzysta z niej co najmniej 12 tysięcy osób.

Biorąc pod uwagę liczbę mieszkających i pracujących tu ludzi, nie powinno być z tym kłopotów, więc Gliwice wzięły się za realizację pomysłu. Gotowe są zapłacić za przygotowanie przystanków, obiecują też dokładać do utrzymania połączenia. Z obliczeń Zespołu TOR wynika, że wpływy ze sprzedaży biletów rocznie wyniosą 6 milionów złotych, a koszty utrzymania będą prawie cztery razy mniejsze, więc niewiele ryzykują. Do czego tu w takim razie potrzebny jest marszałek? Władze Gliwic chciały od niego tylko jednego: umieszczenia linii w nowym rozkładzie jazdy.

Tymczasem marszałek się nie zgodził. Wyjaśniał, że przewidywane koszty wydają mu się za niskie, a liczba pasażerów za wysoka. Inaczej rzecz ujmując, zasugerował, że eksperci z TOR-u opowiadają bajki, ale swoich wyliczeń dla obalenia tych "bajek" nie przedstawił. Szkoda. Jeśli podważa cudze obliczenia, powinien to zrobić, by być wiarygodnym. Na razie rzecz wygląda więc nie na troskę o grosz publiczny, ale zawiść o cudze powodzenie. Bo że kolej z Łabęd do Sośnicy zakończyłaby się sukcesem, jakoś po wyjaśnieniach TOR-u jestem spokojny.

Nie dziwię się, że poirytowany odmową Śmigielskiego Frankiewicz mówi o psie ogrodnika, co sam nie ma i drugiemu nie da. Marszałek powinien się tak zachowywać, żeby nie dawać okazji do rzucania takich uwag.

W gruncie rzeczy powodzenie gliwickiego projektu powinno być mu na rękę, wszak cudzymi rękami mógłby usprawnić przynajmniej wycinek komunikacji kolejowej w swoim województwie.

Czyżby Śmigielski przestraszył się, że Gliwicom musiałby odstąpić któryś z nowych pociągów, które wkrótce zakupi? Jeśli tak, to niech od razu zamówi na dokładkę tory i postawi wagony przed swoim urzędem. Będzie mógł się pobawić do woli.



Podziel się

  • 27 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

  • No i dobrze zrobili bahn 11.10.09, 23:36

    Już nam jedna linia prywatnej kolei wystarczy. Marszałkowo powinno wspieraćprojekty kolei aglomeracyjnej, a nie kulawego połączenia od granicy do granicyjednego miasta, w dodatku na uboczu »

  • Czy to nie ten projekt z pociągiem co godzinę? eurotram 12.10.09, 02:17

    Jeśli tak,to istotnie przy 12 tysiącach wychodziłoby ca. 400 pasażerów na kurs (bo byłoby jakieś 15 kursów w każdą stronę);a kurs FLIRTem z 400 ludźmi na pokładzie faktycznie może być nawet »

  • Gliwice chcą pociągu, a marszałek ich nie lubi polsz 12.10.09, 09:14

    12 tys dziennie, przy połączeniach co godzinę w tę i z powrotem, przez 24godziny na dobę z każdego składu musiałoby skorzystać 250 pasażerów... Obawiamsię, że to mało prawdopodobne»