Gliwice chcą pociągu, a marszałek ich nie lubi
2009-10-11
, aktualizacja: 14.10.2009 04:50
Władze Gliwic chciały uruchomić miejski pociąg między Łabędami a Sośnicą. Sprzeciwia się marszałek województwa, choć niczym nie ryzykuje - pisze Przemysław Jedlecki
ZOBACZ TAKŻE
- Marszałek przedobrzył z elfami. Stracimy 27 mln zł? (18-01-10, 06:28)
- Gliwice chcą pieniędzy na Podium. Marszałek zwleka (17-01-10, 21:34)
- Na torach nie będzie lepiej. Sami się na to skazaliśmy (26-11-09, 16:43)
- Alarm! Szybkie pociągi będą omijać Zagłębie Dąbrowskie (23-11-09, 20:15)
- Głodówka pracowników gliwickich Zakładów Linii Kolejowych (23-10-09, 10:03)
- Nie masz 20 groszy? To wysiadka z autobusu! (15-10-09, 11:57)
- Podium coraz dalej, bo marszałek ma wątpliwości (12-10-09, 15:46)
- Za pięć lat będzie szybka kolej do Pyrzowic (30-09-09, 02:28)
- Gliwice mają mniejsze szanse na halę Podium (23-09-09, 22:55)
- Gliwice chcą szybkiego miejskiego pociągu (02-09-09, 23:31)
W czasie, gdy marszałkiem województwa śląskiego był Janusz Moszyński, wcześniej wieloletni współpracownik rządzącego Gliwicami Zygmunta Frankiewicza, wiele osób było przeświadczonych, że miasto nad Kłodnicą cieszy się w stolicy naszego województwa szczególnymi względami. Być może właśnie dlatego Bogusław Śmigielski, następca Moszyńskiego, robi wszystko, by nikt go o uprawianie takiej polityki nie posądzał. Zamieszanie wokół dotacji unijnej dla budowy hali Podium i planowana przez Gliwice miejska kolej między Łabędami a Sośnicą to dwa mocne dowody na uzasadnienie takiego twierdzenia.
Władze Gliwic uznały, że kolej będzie najlepszym sposobem na dobre skomunikowanie wschodnich i zachodnich dzielnic miasta. Szczegółową koncepcję na 64 stronach dla tego rozwiązania przygotowali eksperci z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR z Warszawy. Według ich ocen uruchomienie linii kolejowej w tym miejscu zacznie się opłacać, gdy codziennie skorzysta z niej co najmniej 12 tysięcy osób.
Biorąc pod uwagę liczbę mieszkających i pracujących tu ludzi, nie powinno być z tym kłopotów, więc Gliwice wzięły się za realizację pomysłu. Gotowe są zapłacić za przygotowanie przystanków, obiecują też dokładać do utrzymania połączenia. Z obliczeń Zespołu TOR wynika, że wpływy ze sprzedaży biletów rocznie wyniosą 6 milionów złotych, a koszty utrzymania będą prawie cztery razy mniejsze, więc niewiele ryzykują. Do czego tu w takim razie potrzebny jest marszałek? Władze Gliwic chciały od niego tylko jednego: umieszczenia linii w nowym rozkładzie jazdy.
Tymczasem marszałek się nie zgodził. Wyjaśniał, że przewidywane koszty wydają mu się za niskie, a liczba pasażerów za wysoka. Inaczej rzecz ujmując, zasugerował, że eksperci z TOR-u opowiadają bajki, ale swoich wyliczeń dla obalenia tych "bajek" nie przedstawił. Szkoda. Jeśli podważa cudze obliczenia, powinien to zrobić, by być wiarygodnym. Na razie rzecz wygląda więc nie na troskę o grosz publiczny, ale zawiść o cudze powodzenie. Bo że kolej z Łabęd do Sośnicy zakończyłaby się sukcesem, jakoś po wyjaśnieniach TOR-u jestem spokojny.
Nie dziwię się, że poirytowany odmową Śmigielskiego Frankiewicz mówi o psie ogrodnika, co sam nie ma i drugiemu nie da. Marszałek powinien się tak zachowywać, żeby nie dawać okazji do rzucania takich uwag.
W gruncie rzeczy powodzenie gliwickiego projektu powinno być mu na rękę, wszak cudzymi rękami mógłby usprawnić przynajmniej wycinek komunikacji kolejowej w swoim województwie.
Czyżby Śmigielski przestraszył się, że Gliwicom musiałby odstąpić któryś z nowych pociągów, które wkrótce zakupi? Jeśli tak, to niech od razu zamówi na dokładkę tory i postawi wagony przed swoim urzędem. Będzie mógł się pobawić do woli.
Władze Gliwic uznały, że kolej będzie najlepszym sposobem na dobre skomunikowanie wschodnich i zachodnich dzielnic miasta. Szczegółową koncepcję na 64 stronach dla tego rozwiązania przygotowali eksperci z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR z Warszawy. Według ich ocen uruchomienie linii kolejowej w tym miejscu zacznie się opłacać, gdy codziennie skorzysta z niej co najmniej 12 tysięcy osób.
Biorąc pod uwagę liczbę mieszkających i pracujących tu ludzi, nie powinno być z tym kłopotów, więc Gliwice wzięły się za realizację pomysłu. Gotowe są zapłacić za przygotowanie przystanków, obiecują też dokładać do utrzymania połączenia. Z obliczeń Zespołu TOR wynika, że wpływy ze sprzedaży biletów rocznie wyniosą 6 milionów złotych, a koszty utrzymania będą prawie cztery razy mniejsze, więc niewiele ryzykują. Do czego tu w takim razie potrzebny jest marszałek? Władze Gliwic chciały od niego tylko jednego: umieszczenia linii w nowym rozkładzie jazdy.
Tymczasem marszałek się nie zgodził. Wyjaśniał, że przewidywane koszty wydają mu się za niskie, a liczba pasażerów za wysoka. Inaczej rzecz ujmując, zasugerował, że eksperci z TOR-u opowiadają bajki, ale swoich wyliczeń dla obalenia tych "bajek" nie przedstawił. Szkoda. Jeśli podważa cudze obliczenia, powinien to zrobić, by być wiarygodnym. Na razie rzecz wygląda więc nie na troskę o grosz publiczny, ale zawiść o cudze powodzenie. Bo że kolej z Łabęd do Sośnicy zakończyłaby się sukcesem, jakoś po wyjaśnieniach TOR-u jestem spokojny.
Nie dziwię się, że poirytowany odmową Śmigielskiego Frankiewicz mówi o psie ogrodnika, co sam nie ma i drugiemu nie da. Marszałek powinien się tak zachowywać, żeby nie dawać okazji do rzucania takich uwag.
W gruncie rzeczy powodzenie gliwickiego projektu powinno być mu na rękę, wszak cudzymi rękami mógłby usprawnić przynajmniej wycinek komunikacji kolejowej w swoim województwie.
Czyżby Śmigielski przestraszył się, że Gliwicom musiałby odstąpić któryś z nowych pociągów, które wkrótce zakupi? Jeśli tak, to niech od razu zamówi na dokładkę tory i postawi wagony przed swoim urzędem. Będzie mógł się pobawić do woli.
- 27 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
-
No i dobrze zrobili
bahn
11.10.09, 23:36
Już nam jedna linia prywatnej kolei wystarczy. Marszałkowo powinno wspieraćprojekty kolei aglomeracyjnej, a nie kulawego połączenia od granicy do granicyjednego miasta, w dodatku na uboczu »
-
Czy to nie ten projekt z pociągiem co godzinę?
eurotram
12.10.09, 02:17
Jeśli tak,to istotnie przy 12 tysiącach wychodziłoby ca. 400 pasażerów na kurs (bo byłoby jakieś 15 kursów w każdą stronę);a kurs FLIRTem z 400 ludźmi na pokładzie faktycznie może być nawet »
-
Gliwice chcą pociągu, a marszałek ich nie lubi
polsz
12.10.09, 09:14
12 tys dziennie, przy połączeniach co godzinę w tę i z powrotem, przez 24godziny na dobę z każdego składu musiałoby skorzystać 250 pasażerów... Obawiamsię, że to mało prawdopodobne»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


