Pamiętacie polski komputer osobisty Meritum?
2009-10-01
, aktualizacja: 01.10.2009 16:50
Kiedy w zabrzańskiej Helence rozpoczęła się produkcja, oficjele prześcigali się w pochwałach. Telewizja pokazywała sterylną linię montażową obsługiwaną przez kobiety w białych fartuchach. Takim synonimem nowoczesności ELZAB był długie lata. W tym roku firma świętuję 40. urodziny.
SERWISY
Jest rok 1970 i zaczyna się epoka gierkowska. Partyjni planiści uznają, że nie można stawiać wszystkiego na jedną kartę. Postanawiają urozmaicić górniczo-hutniczą monokulturę przemysłową. W ciągu dwóch lat, w sąsiedztwie dymiących hut i kopalń wyrasta więc jeden z najbardziej nowoczesnych zakładów w Polsce.
Ale początki ELZAB-u są dużo skromniejsze. W 1969 roku w Zabrzu powstał niewielki oddział warszawskich Zakładów Mechaniki Precyzyjnej "Błonie". Siedzibę miał w jednej z ceglanych kamienic przy ulicy 3 Maja. Decyzja o przeprowadzce do Helenki nie była przypadkowa. W dzielnicy właśnie wybudowano osiedle z wielkiej płyty. Rąk do pracy nie brakowało. W domach siedziały żony górników. Kadrowa wyszukiwała te, które odchowały już dzieci i wysyłała listy. Załoga szybko urosła do 1000 osób.
Na słowo "komputer" wszyscy milkli
Zakład produkuje wówczas dziurkarki, które zapisują dane na taśmie papierowej. Później dochodzą jednostki sterujące i frankotypy, które służą do automatycznego stemplowania kopert. Urządzenia mają więcej wspólnego z tradycyjną mechaniką niż elektroniką.
W 1974 roku fabryka ma nową szumną nazwę Zakłady Urządzeń Komputerowych "MERA-ELZAB". - Już wtedy byliśmy elitą. Kiedy koledzy górnicy pytali, gdzie pracujemy, samo słowo "komputer" sprawiało, że milkli. Tak naprawdę nie miało znaczenia, że stałem przy zwykłej frezarce w wydziale mechanicznym - mówi Eugeniusz Cempulik, który pracę w zakładach zaczął jeszcze w "starej" siedzibie przy 3 Maja. Miał wtedy 19 lat, dopiero co skończył technikum. Dziś jest szefem wydziału, w którym zaczynał jako praktykant.
W branży komputerowej nie było specjalistów. Pracownicy musieli się wszystkiego uczyć się od podstaw, dlatego średnia wieku wynosiła 24 lata. W święta pierwszomajowe załoga z ELZAB-u była przedstawiana jako najmłodsza w pochodzie.
Na wspólnych wycieczkach, imprezach i wyjazdach do operetki poznawały się przyszłe małżeństwa. Cempulikowi wpadła w oko dziewczyna z zakładowej biblioteki. Coraz częściej zaglądał do czytelni, w końcu się pobrali.
Lucjan Krystek wspólnie z przyszłą żoną pracował w wydziale technologicznym. - Można powiedzieć, że to była "rodzinna" firma. Często zdarza się, że dzisiejsi pracownicy to dzieci tych, którzy pracowali tu wcześniej - mówi.
W 1976 roku ELZAB wywalczył sobie miejsce w pierwszej lidze branży komputerowej. Prowadzi rozmowy z IBM-em i innymi światowymi potentatami komputerowymi. Wreszcie podpisaniem umowy licencyjnej na produkcję systemów monitorowych kończą się negocjacje ze szwedzką firmą Stansaab. Ale sukces nie przychodzi łatwo. Przed uruchomieniem produkcji specjaliści z ELZAB-u przez rok uczą się w Sztokholmie od podstaw montażu. Okazuje się, że to całkiem inna kultura pracy, która wymaga precyzji i niespotykanej rzetelności.
Rarytas z Zabrza
Egzamin zdają znakomicie. O monitory z logiem MERA ELZAB biją się centrale handlowe wszystkich krajów ówczesnego RWPG. Jedyną konkurencją jest węgierski Videoton. Zabrzanie zostawiają go daleko w tyle i stają się monopolistą w bloku komunistycznym. - Nasze monitory rozchodziły się na pniu. Co chwilę dzwoniły telefony z prośbą, czy nie dałoby się jakoś załatwić jednego albo dwóch - wspomina Jerzy Biernat, dziś dyrektor generalny spółki, wtedy szef zespołu, który wdrażał produkcję.
Ale w Polsce monitor z Zabrza to prawdziwy rarytas. Ponad 90 proc. produkcji idzie na eksport. Sprzedaż przynosi krocie rubli transferowych, wewnętrznych dewiz, w których rozliczają się kraje RWPG. Pracownicy dostają premie eksportowe, a zakład staje się pupilkiem władzy. Całe wycieczki zagranicznych delegacji ciągną do Zabrza. Na miejscu partyjni oficjele z dumą prezentują jeden z najnowocześniejszych zakładów w kraju.
ELZAB szybko staje się samowystarczalnym miasteczkiem. Na miejscu pracuje wewnętrzna służba medyczna, dyżuruje dentysta, jest stołówka, a przyszli pracownicy kształcą się w przyzakładowej szkole. Firma ma domy wypoczynkowe w Lanckoronie, Pobierowie i Międzywodziu. - Wtedy ludzie byli ze sobą o wiele bliżej. Razem się jeździło na wakacje i spędzało wolny czas. Teraz po pracy każdy idzie w swoją stronę, a wczasy wykupuje na Majorce - mówi Cempulik.
Tę jedność widać 13 kwietnia 1983 roku. W hali montażowej wybucha pożar. Z początku niegroźny płomień pustoszy nowoczesne wnętrza, a dach wali się. Pracownicy sami próbują ratować, co się da. Czyszczą okopcone maszyny i zostają w wolną sobotę, żeby uruchomić prowizoryczną linię produkcyjną w stołówce. Dzięki temu odbudowa przebiega błyskawicznie. - Nikt nas do niczego nie zmuszał. Sami chcieliśmy jak najszybciej wrócić do pracy - zapewnia Cempulik.
W tym czasie ELZAB ma już nowy hit. Wypuszcza na rynek pierwszy polski komputer osobisty Meritum. Podobnie jak jego zachodnie odpowiedniki ZX Spectrum, Atari czy Commodore można go podpiąć do zwykłego telewizora, a programy wczytuje się za pomocą magnetofonu. Później jest jeszcze Meritum II i mikrokomputer profesjonalny ComPAN-8.
Krach w tydzień
W 1991 roku komputerowa potęga z Zabrza wali się jak domek z krat. W ciągu jednego tygodnia ELZAB traci wszystkich klientów. Razem z upadkiem RWPG kończy się era rozliczeń w rublach transferowych, a dla klientów z "twardą" walutą sprzęt z Zabrza jest zbyt archaiczny. - Produkcja stanęła, a ludziom trzeba było płacić z czegoś pensje. Wtedy naprawdę myśleliśmy, że to już koniec - mówi Biernat.
Cempulik wspomina, że przez kilka miesięcy pracownicy tylko czyścili maszyny i porządkowali hale. Teraz, jak przychodzi do niego młody pracownik i narzeka, że ma za dużo roboty, szef wydziału mechanicznego ucina tylko: - Ciesz się. Nie ma nic gorszego niż brak roboty.
W czasie gdy robotnicy w halach podpierają ściany, w kierownictwie trwają gorączkowe dyskusje jak ratować zakład. Pracownicy w wybrany dzień tygodnia chodzą do okolicznych firm i próbują szukać kupców. - Wcześniej to oni do nas walili drzwiami i oknami. Teraz sytuacja się odwróciła. To była dla nas całkowita nowość - mówi Krystek.
Wreszcie na Tajwanie szefowie ELZAB-u dogadują się z tamtejszym producentem monitorów. Sprowadzają części i montują je w Zabrzu. Ale konkurencja jest coraz większa i trzeba poszukać czegoś nowego. Pomaga nie tylko mądre biznesowe myślenie, ale i łut szczęścia. Szefowie ELZAB-u na targach spotykają przedstawicieli angielskiej firmy, która szuka komputerowych kas fiskalnych. Budują własną i zawożą do Londynu. - Była posklejana z poszczególnych elementów. Wieźliśmy ją w zwykłym bagażu, wiec trochę się porozpadała. Wieczorem w pokoju hotelowym skleiliśmy wszystko jeszcze raz - opowiada Biernat.
Ale początki ELZAB-u są dużo skromniejsze. W 1969 roku w Zabrzu powstał niewielki oddział warszawskich Zakładów Mechaniki Precyzyjnej "Błonie". Siedzibę miał w jednej z ceglanych kamienic przy ulicy 3 Maja. Decyzja o przeprowadzce do Helenki nie była przypadkowa. W dzielnicy właśnie wybudowano osiedle z wielkiej płyty. Rąk do pracy nie brakowało. W domach siedziały żony górników. Kadrowa wyszukiwała te, które odchowały już dzieci i wysyłała listy. Załoga szybko urosła do 1000 osób.
Na słowo "komputer" wszyscy milkli
Zakład produkuje wówczas dziurkarki, które zapisują dane na taśmie papierowej. Później dochodzą jednostki sterujące i frankotypy, które służą do automatycznego stemplowania kopert. Urządzenia mają więcej wspólnego z tradycyjną mechaniką niż elektroniką.
W 1974 roku fabryka ma nową szumną nazwę Zakłady Urządzeń Komputerowych "MERA-ELZAB". - Już wtedy byliśmy elitą. Kiedy koledzy górnicy pytali, gdzie pracujemy, samo słowo "komputer" sprawiało, że milkli. Tak naprawdę nie miało znaczenia, że stałem przy zwykłej frezarce w wydziale mechanicznym - mówi Eugeniusz Cempulik, który pracę w zakładach zaczął jeszcze w "starej" siedzibie przy 3 Maja. Miał wtedy 19 lat, dopiero co skończył technikum. Dziś jest szefem wydziału, w którym zaczynał jako praktykant.
W branży komputerowej nie było specjalistów. Pracownicy musieli się wszystkiego uczyć się od podstaw, dlatego średnia wieku wynosiła 24 lata. W święta pierwszomajowe załoga z ELZAB-u była przedstawiana jako najmłodsza w pochodzie.
Na wspólnych wycieczkach, imprezach i wyjazdach do operetki poznawały się przyszłe małżeństwa. Cempulikowi wpadła w oko dziewczyna z zakładowej biblioteki. Coraz częściej zaglądał do czytelni, w końcu się pobrali.
Lucjan Krystek wspólnie z przyszłą żoną pracował w wydziale technologicznym. - Można powiedzieć, że to była "rodzinna" firma. Często zdarza się, że dzisiejsi pracownicy to dzieci tych, którzy pracowali tu wcześniej - mówi.
W 1976 roku ELZAB wywalczył sobie miejsce w pierwszej lidze branży komputerowej. Prowadzi rozmowy z IBM-em i innymi światowymi potentatami komputerowymi. Wreszcie podpisaniem umowy licencyjnej na produkcję systemów monitorowych kończą się negocjacje ze szwedzką firmą Stansaab. Ale sukces nie przychodzi łatwo. Przed uruchomieniem produkcji specjaliści z ELZAB-u przez rok uczą się w Sztokholmie od podstaw montażu. Okazuje się, że to całkiem inna kultura pracy, która wymaga precyzji i niespotykanej rzetelności.
Rarytas z Zabrza
Egzamin zdają znakomicie. O monitory z logiem MERA ELZAB biją się centrale handlowe wszystkich krajów ówczesnego RWPG. Jedyną konkurencją jest węgierski Videoton. Zabrzanie zostawiają go daleko w tyle i stają się monopolistą w bloku komunistycznym. - Nasze monitory rozchodziły się na pniu. Co chwilę dzwoniły telefony z prośbą, czy nie dałoby się jakoś załatwić jednego albo dwóch - wspomina Jerzy Biernat, dziś dyrektor generalny spółki, wtedy szef zespołu, który wdrażał produkcję.
Ale w Polsce monitor z Zabrza to prawdziwy rarytas. Ponad 90 proc. produkcji idzie na eksport. Sprzedaż przynosi krocie rubli transferowych, wewnętrznych dewiz, w których rozliczają się kraje RWPG. Pracownicy dostają premie eksportowe, a zakład staje się pupilkiem władzy. Całe wycieczki zagranicznych delegacji ciągną do Zabrza. Na miejscu partyjni oficjele z dumą prezentują jeden z najnowocześniejszych zakładów w kraju.
ELZAB szybko staje się samowystarczalnym miasteczkiem. Na miejscu pracuje wewnętrzna służba medyczna, dyżuruje dentysta, jest stołówka, a przyszli pracownicy kształcą się w przyzakładowej szkole. Firma ma domy wypoczynkowe w Lanckoronie, Pobierowie i Międzywodziu. - Wtedy ludzie byli ze sobą o wiele bliżej. Razem się jeździło na wakacje i spędzało wolny czas. Teraz po pracy każdy idzie w swoją stronę, a wczasy wykupuje na Majorce - mówi Cempulik.
Tę jedność widać 13 kwietnia 1983 roku. W hali montażowej wybucha pożar. Z początku niegroźny płomień pustoszy nowoczesne wnętrza, a dach wali się. Pracownicy sami próbują ratować, co się da. Czyszczą okopcone maszyny i zostają w wolną sobotę, żeby uruchomić prowizoryczną linię produkcyjną w stołówce. Dzięki temu odbudowa przebiega błyskawicznie. - Nikt nas do niczego nie zmuszał. Sami chcieliśmy jak najszybciej wrócić do pracy - zapewnia Cempulik.
W tym czasie ELZAB ma już nowy hit. Wypuszcza na rynek pierwszy polski komputer osobisty Meritum. Podobnie jak jego zachodnie odpowiedniki ZX Spectrum, Atari czy Commodore można go podpiąć do zwykłego telewizora, a programy wczytuje się za pomocą magnetofonu. Później jest jeszcze Meritum II i mikrokomputer profesjonalny ComPAN-8.
Krach w tydzień
W 1991 roku komputerowa potęga z Zabrza wali się jak domek z krat. W ciągu jednego tygodnia ELZAB traci wszystkich klientów. Razem z upadkiem RWPG kończy się era rozliczeń w rublach transferowych, a dla klientów z "twardą" walutą sprzęt z Zabrza jest zbyt archaiczny. - Produkcja stanęła, a ludziom trzeba było płacić z czegoś pensje. Wtedy naprawdę myśleliśmy, że to już koniec - mówi Biernat.
Cempulik wspomina, że przez kilka miesięcy pracownicy tylko czyścili maszyny i porządkowali hale. Teraz, jak przychodzi do niego młody pracownik i narzeka, że ma za dużo roboty, szef wydziału mechanicznego ucina tylko: - Ciesz się. Nie ma nic gorszego niż brak roboty.
W czasie gdy robotnicy w halach podpierają ściany, w kierownictwie trwają gorączkowe dyskusje jak ratować zakład. Pracownicy w wybrany dzień tygodnia chodzą do okolicznych firm i próbują szukać kupców. - Wcześniej to oni do nas walili drzwiami i oknami. Teraz sytuacja się odwróciła. To była dla nas całkowita nowość - mówi Krystek.
Wreszcie na Tajwanie szefowie ELZAB-u dogadują się z tamtejszym producentem monitorów. Sprowadzają części i montują je w Zabrzu. Ale konkurencja jest coraz większa i trzeba poszukać czegoś nowego. Pomaga nie tylko mądre biznesowe myślenie, ale i łut szczęścia. Szefowie ELZAB-u na targach spotykają przedstawicieli angielskiej firmy, która szuka komputerowych kas fiskalnych. Budują własną i zawożą do Londynu. - Była posklejana z poszczególnych elementów. Wieźliśmy ją w zwykłym bagażu, wiec trochę się porozpadała. Wieczorem w pokoju hotelowym skleiliśmy wszystko jeszcze raz - opowiada Biernat.
Kasa podoba się Anglikom, składają zamówienie.
To nie ostatnia rocznica
W tym czasie w Polsce wchodzi w życie ustawa o podatku VAT, jedna z ostatnich reform w ramach "planu Balcerowicza". ELZAB ma już gotowy produkt i może zalać wygłodniały rynek. Kasa z Zabrza jako pierwsza zostaje dopuszczona do sprzedaży przez Ministerstwo Finansów. - Wstrzeliliśmy się idealnie. W niektórych zakładach mówią, że Balcerowicz puścił ich z torbami, nas uratował - żartuje Biernat.
ELZAB przechodzi transformację boleśnie. Z 1200 pracowników dziś zatrudnia około 240. Wychodzi jednak na prostą i znów wraca do pierwszej ligi. Na polskim rynku jest liderem wśród producentów kas fiskalnych, notowanym na warszawskiej giełdzie. Produkuje też wagi elektroniczne, szuflady kasowe, czytniki cen i drukarki etykiet - jednym słowem wszystkie urządzenia, które potrzebne są w sklepie.
- Przez cały czas staramy się szukać nowych rozwiązań. 40-lecie naszego zakładu to na pewno nie ostatnia okrągła rocznica w naszej historii. Będą kolejne. Być może wtedy będziemy produkować inne urządzenia. Najważniejsze, żeby dostrzec niszę - przekonuje Biernat.
To nie ostatnia rocznica
W tym czasie w Polsce wchodzi w życie ustawa o podatku VAT, jedna z ostatnich reform w ramach "planu Balcerowicza". ELZAB ma już gotowy produkt i może zalać wygłodniały rynek. Kasa z Zabrza jako pierwsza zostaje dopuszczona do sprzedaży przez Ministerstwo Finansów. - Wstrzeliliśmy się idealnie. W niektórych zakładach mówią, że Balcerowicz puścił ich z torbami, nas uratował - żartuje Biernat.
ELZAB przechodzi transformację boleśnie. Z 1200 pracowników dziś zatrudnia około 240. Wychodzi jednak na prostą i znów wraca do pierwszej ligi. Na polskim rynku jest liderem wśród producentów kas fiskalnych, notowanym na warszawskiej giełdzie. Produkuje też wagi elektroniczne, szuflady kasowe, czytniki cen i drukarki etykiet - jednym słowem wszystkie urządzenia, które potrzebne są w sklepie.
- Przez cały czas staramy się szukać nowych rozwiązań. 40-lecie naszego zakładu to na pewno nie ostatnia okrągła rocznica w naszej historii. Będą kolejne. Być może wtedy będziemy produkować inne urządzenia. Najważniejsze, żeby dostrzec niszę - przekonuje Biernat.
Polecamy: Sądne dni laptopa i jego niewinnego właściciela
- 19 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
29 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter



