Na Stadionie Śląskim szykuje się wielka smuta
2009-09-28
, aktualizacja: 29.09.2009 08:05
Nieważne mecze są zmorą wielkich stadionów. Tak wyglądał Śląski dwa lata temu podczas meczu Polonia Bytom - Legia
Nowy trener ogłosił skład piłkarskiej reprezentacji na ostatnie mecze eliminacji mistrzostw świata. Jeden z nich, ze Słowacją, ma się odbyć na Stadionie Śląskim. Niestety, szykuje się wielka smuta. Czy jest jeszcze szansa, by to zmienić? - zastanawia się Piotr Zawadzki
ZOBACZ TAKŻE
- Stadion Śląski gotowy do podglądania w sieci (08-09-09, 21:25)
- Stadion Śląski godny mistrzów. Nierealne? (30-08-09, 18:51)
- El. MŚ 2010: Mecz ze Słowacją gorszy niż pamiętna wiocha? (09-10-09, 20:49)
- Bilety na Słowację nie potanieją (23-09-09, 23:00)
Zaraz po klęsce reprezentacji w Mariborze "Gazeta" pytała, czy jest sens rozgrywania nieważnego już dla nas meczu ze Słowakami na największym w kraju stadionie. Znając obecną atmosferę wokół reprezentacyjnej piłki, można z góry założyć, że 14 października obejrzy go garstka widzów.
Nieważne mecze są zmorą wielkich stadionów. 20 lat temu graliśmy o pietruszkę ze Szwecją. Zimny październikowy wieczór. 15 tys. widzów na trybunach, czyli tyle co nic. Beznadziejna gra, sędzia z NRD i porażka 0:2. Na dodatek skomentowana przez nieżyczliwych obserwatorów jako bezczelne podłożenie się walczącym o awans na mundial rywalom.
- Proszę nie uprzedzać faktów. Nie widzę potrzeby, żeby czynić jakieś specjalne zabiegi w przypadku spotkania ze Słowacją - oburzył się po naszym tekście Rudolf Bugdoł, wiceprezes PZPN-u i szef śląskiego okręgu.
Organizatorzy meczu bronią się, że zmiana miejsca jego rozgrywania jest niemożliwa. Wprawdzie udało się to w przypadku wrześniowego spotkania z Irlandią Północną (Chorzów zamiast Szczecina), ale wywołało to taki szum, że PZPN chciał mieć teraz zwyczajnie spokój. Zresztą nie przesadzajmy. To oficjalny mecz, dlaczego więc nawet przegrywająca raz za razem drużyna narodowa miałaby być przeganiana z miasta do miasta.
Zgoda, niech więc będzie Śląski. Trudno jednak znaleźć powód, dla którego zdruzgotani kibice mieliby przyjść na stadion. W chłodny październikowy wieczór nikt już nie ma zamiaru zaśpiewać piłkarzom najbardziej dziś oklepanej piosenki: "Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało". Na dodatek część fanów otwarcie wzywa do bojkotu, co ma być wyrazem dezaprobaty wobec działalności PZPN-u. A związkowa centrala jak dotąd nie rzuciła żadnego hasła, które na nowo zmobilizowałoby fanów polskiej piłki.
Bo na pewno nie przyciągnie ich stawka meczu. Do tego czasu wszystko zostanie już najprawdopodobniej pozamiatane i pewnie tylko Słowacy zagrają na całość. Na dodatek cała otoczka meczu jest mało ekscytująca. W kadrze trudno dostrzec graczy, którym kibice są w stanie wybaczyć wpadki. W zespole Słowacji też nie ma ani jednej gwiazdy o międzynarodowej renomie. Nowy trener reprezentacji Stefan Majewski nie ma charyzmy, kibice już go zdążyli wygwizdać. On sam i jego metody pracy mało kogo interesują.
Cena biletów? PZPN nie chce nawet słyszeć o obniżce, ceny mają zostać skalkulowane na podobnym poziomie jak na mecz z Irlandią Północną: od 40 do 220 zł. Widz nie będzie miał okazji zobaczyć w zamian żadnej nowinki technicznej na stadionie. Śląski tylko czeka, aż zgasną światła po ostatnim meczu, i na dwa lata zamieni się w wielki plac budowy.
Trudno też winić media za to, że nie podgrzewają atmosfery przed mało istotnymi meczami. Nie wolno nam także pomijać milczeniem marnej gry, libacji piłkarzy, kłótni aroganckiego trenera z niekompetentnymi działaczami.
Rozczarowali piłkarze, zawiódł trener, nie popisali się działacze. Zamiast słynnego na cały świat "śląskiego kotła czarownic" będzie ledwo pykający czajniczek. Chciałbym się mylić, ale zapowiada się mecz, który mało kto zechce obejrzeć. Ani na żywo, ani w telewizji. Takie mecze też się zdarzają. Ale on zdarzy się właśnie u nas, co może tylko utrwalić wizerunek stadionu, który jest już passé pod każdym względem.
Nieważne mecze są zmorą wielkich stadionów. 20 lat temu graliśmy o pietruszkę ze Szwecją. Zimny październikowy wieczór. 15 tys. widzów na trybunach, czyli tyle co nic. Beznadziejna gra, sędzia z NRD i porażka 0:2. Na dodatek skomentowana przez nieżyczliwych obserwatorów jako bezczelne podłożenie się walczącym o awans na mundial rywalom.
- Proszę nie uprzedzać faktów. Nie widzę potrzeby, żeby czynić jakieś specjalne zabiegi w przypadku spotkania ze Słowacją - oburzył się po naszym tekście Rudolf Bugdoł, wiceprezes PZPN-u i szef śląskiego okręgu.
Organizatorzy meczu bronią się, że zmiana miejsca jego rozgrywania jest niemożliwa. Wprawdzie udało się to w przypadku wrześniowego spotkania z Irlandią Północną (Chorzów zamiast Szczecina), ale wywołało to taki szum, że PZPN chciał mieć teraz zwyczajnie spokój. Zresztą nie przesadzajmy. To oficjalny mecz, dlaczego więc nawet przegrywająca raz za razem drużyna narodowa miałaby być przeganiana z miasta do miasta.
Zgoda, niech więc będzie Śląski. Trudno jednak znaleźć powód, dla którego zdruzgotani kibice mieliby przyjść na stadion. W chłodny październikowy wieczór nikt już nie ma zamiaru zaśpiewać piłkarzom najbardziej dziś oklepanej piosenki: "Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało". Na dodatek część fanów otwarcie wzywa do bojkotu, co ma być wyrazem dezaprobaty wobec działalności PZPN-u. A związkowa centrala jak dotąd nie rzuciła żadnego hasła, które na nowo zmobilizowałoby fanów polskiej piłki.
Bo na pewno nie przyciągnie ich stawka meczu. Do tego czasu wszystko zostanie już najprawdopodobniej pozamiatane i pewnie tylko Słowacy zagrają na całość. Na dodatek cała otoczka meczu jest mało ekscytująca. W kadrze trudno dostrzec graczy, którym kibice są w stanie wybaczyć wpadki. W zespole Słowacji też nie ma ani jednej gwiazdy o międzynarodowej renomie. Nowy trener reprezentacji Stefan Majewski nie ma charyzmy, kibice już go zdążyli wygwizdać. On sam i jego metody pracy mało kogo interesują.
Cena biletów? PZPN nie chce nawet słyszeć o obniżce, ceny mają zostać skalkulowane na podobnym poziomie jak na mecz z Irlandią Północną: od 40 do 220 zł. Widz nie będzie miał okazji zobaczyć w zamian żadnej nowinki technicznej na stadionie. Śląski tylko czeka, aż zgasną światła po ostatnim meczu, i na dwa lata zamieni się w wielki plac budowy.
Trudno też winić media za to, że nie podgrzewają atmosfery przed mało istotnymi meczami. Nie wolno nam także pomijać milczeniem marnej gry, libacji piłkarzy, kłótni aroganckiego trenera z niekompetentnymi działaczami.
Rozczarowali piłkarze, zawiódł trener, nie popisali się działacze. Zamiast słynnego na cały świat "śląskiego kotła czarownic" będzie ledwo pykający czajniczek. Chciałbym się mylić, ale zapowiada się mecz, który mało kto zechce obejrzeć. Ani na żywo, ani w telewizji. Takie mecze też się zdarzają. Ale on zdarzy się właśnie u nas, co może tylko utrwalić wizerunek stadionu, który jest już passé pod każdym względem.
Polecamy: Bilety na Słowację nie potanieją
- 24 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
-
Na Stadionie Śląskim szykuje się wielka smuta
karlik.h
28.09.09, 15:18
Fakt kto przyjdzie na S.Majewskiego z jego emerytamiDudkiem,Głowackim,M.Lewandowskim.»
-
można zrobić tak
antyliberal22
28.09.09, 16:40
rozegrać mecz na śląskim, ale bez światła - będzie taniej:D Wczoraj oglądałem mecz siatkarek Czech i Azerbejdżanu w Spodku - pot się z dziewczyn lał strumieniami, komentatorzy narzekali na »
-
Kto przyjdzie na mecz ten przyjdzie
rw777
28.09.09, 17:39
kto nie przyjdzie ten nie przyjdzie, tak jest zawsze i nie ma co dyskutować,przecież ci co chcą bojkotu nie otoczą całego Stadionu Śląskiego i nie będąsiłowo niedopuszczać ludzi do wejść»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

